Podczas zimowego przejścia słowackiego szlaku Cesty Hrdinov, zrobiłem eksperyment: na długą, zimową wędrówkę po raz pierwszy nie wziąłem termosu. Było to dość ryzykowne posunięcie, gdyż w razie wychłodzenia, zasłabnięcia czy awarii kuchenki nie miałbym w zanadrzu nic ciepłego do picia, aby się rozgrzać. Mimo to 1-litrowy bidon Nalgene był on moim jedynym pojemnikiem na wodę podczas wyprawy, nawet podczas trudnego przejścia Niżnych Tatr i Wielkiej Fatry.

Dlaczego zdecydowałem się na taki krok?

Podstawowy powód był prozaiczny: mój 72-litrowym plecak był za mały, a spakowany bagaż zbyt ciężki. Szybkie porównanie pokazało, że 1-litrowy termos zajmuje tyle miejsca, co 1,5-litrowa butelka. Gdy porównałem wagę kupionego bidonu i mojego termosu, różnica była znaczna: 110 gramów vs 660 gramów. Ponad pół kilo oszczędności na trasie 841 km, robionej w zimowych warunkach, to skarb. Tyle waży niemal dzienna porcja jedzenia lub 10-dniowy zapas gazu.

Niezabranie termosu, utrzymującego ciepło napoju, było na takiej trasie ryzykiem. Wiedziałem, że gdybym opadł z sił, nie mogę liczyć na łyk niczego ciepłego. Bidon trzymałem wśród ubrań, izolujących go od mrozu, ale i tak woda, ciepła nad ranem, w południe była już zimna. Gdy trafiwszy na strumień nabierałem wody, po kilku godzinach znajdowałem w niej okruchy lodu. Na szczęście szeroka nakrętka, nawet zalodzona, była łatwa do otwarcia.

Zabranie bidonu miało jednak zalety. Po zalaniu go wrzątkiem, naciągałem na niego parę skarpet, w których przeszedłem cały dzień. Wilgotne, zaczynały intensywnie parować i wysychały w godzinę. Taki „termofor” chowałem do śpiwora, by grzał mnie w nocy. Wyciągnąwszy go rano, miałem od razu do dyspozycji litr wciąż ciepłego płynu. Po ugotowaniu porannej porcji herbaty wlewałem ją do bidonu i chowałem między ubrania, które izolowały go na kilka godzin.

Zakładając, że nie zdarzy się nic dramatycznego, taki system sprawdza się nieźle. Przygotowując się do najbliższej zimy postawiłem jednak ulepszyć go, dodając jeden element: izolację bidonu. Dostępne na rynku pokrowce termiczne miały zły kształt lub były zbyt drogie. Wziąłem więc sprawy w swoje ręce i tak powstał „zrób to sam” pokrowiec na bidon do zastosowań zimowych.

Tworząc go chciałem, by zamykał on naczynie ze wszystkich stron, dając dobrą izolację, ale nie powiększając znacząco wagi i objętości. Na główny surowiec wybrałem 5-milimetrową piankę, pochodzącą z lekko zużytej maty, której używałem na przejściu Głównego Szlaku Beskidzkiego. Taka mata do fitnessu to koszt ok. 10 zł w dowolnym sklepie sportowym. Dodatkową izolację miało zapewnić wyłożenie pokrowca od środka warstwą odbijającą ciepło. Tu idealna okazała się samoprzylepna taśma aluminiowa ze sklepu budowlanego, używana do wykańczania przewodów wentylacyjnych. Całość miała sklejać taśma montażowa („szara taśma”, „taśma MacGyvera”). Z zajęć praktycznych jestem taki sobie, stworzenie pokrowca na bidon jest jednak dość proste, by poradził sobie z tym każdy.

Instrukcja wykonania

1. Potrzebujesz: kawałka cienkiej maty/pianki, taśmy aluminiowej oraz taśmy montażowej. Niezbędny jest nóż bądź nożyczki, przyda się też miarka.

2. Na podstawie wysokości i obwodu butelki wytnij prostokątny kawałek pianki. W przypadku mojego bidonu miał on wymiary 32 na 21 cm. Pokrowiec musi być nieco wyższy od butelki tak, by pod nakrętką był przynajmniej 1 cm wolnej przestrzeni.

pokrowiec na bidon nalgene

3. Jedną stronę pianki zaklej taśmą aluminiową. Będzie to wewnętrzna powierzchnia pokrowca. W moim przypadku gładszą stronę maty zostawiłem na zewnątrz, by ułatwić późniejsze wkładanie i wyjmowanie jej z plecaka.

4. Zwiń powstały prostokąt w rulon tak, by krótsze boki zetknęły się. Połącz je taśmą montażową na zewnątrz i w środku.

pokrowiec na bidon nalgene

5. Z pozostałej części maty wytnij dwa okrągłe kawałki – denko i zamknięcie. Najłatwiej wymierzyć ich średnicę przykładając gotowy rulon i odrysowując markerem. Kształt nie musi być idealny, taśma zamaskuje drobne nieścisłości.

6. Denko i zamknięcie oklej z jednej strony taśmą aluminiową.

pokrowiec na bidon nalgene

7. Przyłóż dno do rulonu, aluminiową powierzchnia do środka i zamocuj taśmą. Najpewniejszy sposób to naklejenie kilku odcinków taśmy promieniście w poprzek denka, a potem zamocowanie ich jednym fragmentem po obwodzie.

8. Przeciwną stronę rulonu, czyli przyszły wlot pokrowca, zabezpiecz na krawędzi szarą taśmą.

pokrowiec na bidon nalgene

9. Na koniec zamocuj wieczko do otworu tak, by otwierało się niczym na zawiasie. Wystarczą dwa odcinki taśmy klejącej, od środka i z zewnątrz. Także wieczko zabezpiecz od góry kawałkami taśmy montażowej. Twój pokrowiec na bidon – na pewno ładniejszy niż mój – jest gotowy.

pokrowiec na bidon nalgene

10. Wymiary wieczka starałem się dobrać tak, by było nieco większe niż obwód pokrowca. Dzięki temu mogę wcisnąć je odrobinę do wnętrza, utrzymując całość zamkniętą.

pokrowiec na bidon nalgene

Koszt? Jeśli z jednej maty, jednej  taśmy alu i jednej taśmy montażowej wykonasz 5 takich pokrowców, cena jednego wyniesie 5-6 zł.

Na zdjęciu widać, że po włożeniu bidonu z wodą do pokrowca, całość nie przybiera znacząco na objętości. Jest zdecydowanie mniejsza od 1-litrowego termosu i dużo lżejsza. Mój bidon waży 110 g, osłona – 43 g.

Czy taka oszczędność wagi się opłaca? Załóżmy, że chcę zabrać na szlak dwa litry płynu. Dwa litrowe termosy oznaczają wagę około 1 300 g, pojedynczy 2-litrowy waży około 1 100 g. Razem z zawartością to już 3 100-3 300 g. Tymczasem dwa pełne bidony z pokrowcami to 2 300 g. Zysk jest więc znaczący.

Termos czy pokrowiec na bidon?

Czy taki pokrowiec może zastąpić termos? Odpowiedź brzmi: nie zawsze. Często nie może.

  • Patent z izolowanym bidonem pozwala zaoszczędzić na wadze. Nigdy jednak nie będzie tak skuteczny, jak dobry termos. Możesz użyć grubszej pianki i chować całość w ubrania, nie osiągniesz jednak takiego współczynnika izolacji, jak naczynie próżniowe. Termos, choć cięższy, daje większy margines bezpieczeństwa.
  • Jeśli zimą wędrujesz mało i nie masz doświadczenia jak reaguje Twój organizm na mrozie, na pierwsze wędrówki zabierz termos z gorącym napojem. Pierwsze wycieczki pokażą Ci, jak działają na Ciebie niskie temperatury i na jaki wysiłek Cię stać. Jeśli się przeliczysz, dopadnie Cię wychłodzenie lub warunki w górach się pogorszą, porcja gorącej herbaty nie tylko Cię rozgrzeje, ale podbuduje psychicznie.
  • Nie wyszedłbym zimą bez termosu idąc w grupie. Nigdy nie wiadomo, jakie doświadczenie mają uczestnicy lub czy ktoś nie opadnie z sił. Ty, być może, wytrzymasz kilka godzin marszu bez czegoś gorącego. A pozostali? Tego rzadko można być pewnym.
  • Nie ryzykowałbym też wyjścia bez termosu na bardzo silny mróz, np. -20°C i poniżej. W takich warunkach, bez regularnych zastrzyków kalorii i gorącego płynu, szybko stracisz siły, a każdy przystanek to błyskawiczne wychłodzenie.

Kiedy więc zostawię termos na rzecz izolowanego bidonu?

  • Na popularnym szlaku, gdzie mogę spotkać schroniska i miejscowości. Awaria kuchenki i brak ciepłej wody w takim miejscu nie będą tragedią.
  • Gdy czeka mnie spory wysiłek; wtedy liczy się raczej ilość przyjętego płynu niż to, czy jest gorący.
  • Gdy temperatury nie są bardzo niskie (w okolicach -5, -10°C).
  • Podczas „szybkiego” wejścia na jakiś szczyt, z którego planuję zejść jeszcze tego samego dnia.
    (Przykładem ostatnich dwóch punktów jest np. wejście latem na wierzchołek Mont Blanc. Temperatura na szczycie o świcie wynosiła ok. -6°C i bardzo szybko wzrosła po wschodzie słońca. Na lodowcu poniżej panował już niemal upał i termos był tylko balastem.)
  • Gdy ciężar bagażu jest priorytetem i, po oszacowaniu warunków, jakie mogę napotkać,  jestem gotów podjąć ryzyko niezabierania termosu.

Ta ostatnia okoliczność zaszła 3 lata temu na przejściu Karpat Słowackich. Waga na ponad 800-kilometrowej trasie była bardzo istotna. Warunki, jakie mogłem napotkać, raczej nie byłyby trudniejsze od tych, które znałem z poprzednich wędrówek. Mój zestaw ubrań gwarantował przeżycie nawet w bardzo niskiej temperaturze. Po oszacowaniu „za” i „przeciw” zabrałem jedynie litrowy bidon. Wystarczył, choć na długich odcinkach idących grzbietami brakowało mi większej ilości wody. Aktualnie mój zestaw składa się z dwóch bidonów (Nalgene HDPE Wide Mouth 1L – wolę polietylen jako pewniejszy) oraz dwóch pokrowców. Zabrany zimą na szlak będzie starczył na cały dzień, aż do wieczornego biwaku.

13 komentarzy

  1. Patent fajny. Jak ktoś ma dostęp (albo kupi ją dla kilku osób/bidonów) to może wykorzystać piankę z armafleksu na rury chłodnicze. Przy odpowiedniej średnicy nie trzeba będzie nic kleić.
    Pytanie tylko czy rozsądnym jest zalewać wrzątkiem plastikowy bidon. Popularne bidony (w tym camelback) nie są do tego dostosowane. Słyszałem że uwalniają się wtedy z plastiku jakieś szkodliwe związki.
    Pzdr
    HT

    • Nie używam bidonów z tworzyw, których nie znam. Wiele modeli Nalgene zrobionych jest z Tritanu. Ja wybieram polietylen (modele opisane jako HDPE). Jest zdrowy i bardziej plastyczny, także na mrozie. Ten bidon, który widać na tytułowym zdjęciu artykułu, to właśnie model z polietylenu, Nalgene HDPE Wide Mouth.

  2. No dobra rzecz, może kiedyś zrobię i wypróbuję. Tak sobie myślę; jak ktoś nosi ze sobą botki puchowe, to można wówczas spróbować włożyć jeszcze całość do tego botka. Puch jest przecież świetnym izolatorem. Ale wtedy należy być pewnym szczelności butelki 😉

  3. Sołtysie! jest też opcja mniej budżetowa: nalgene robi takie pokrowce – kupiłem 5 lat temu na brytyjskim Amazonie. „Gorąca” herbata do poziomu „ciepła” herbata to czasokres około 3 godzin. Myślę, że pianka jest skuteczniejsza. W firmowym pokrowcu jest rodzaj cordury i folia alu, pianki raczej nie ma, a jeżeli jest to taka „milimetrowa”. Zresztą jest dodatkowo owijana w rezerwową odzież, co poprawia termikę.
    Ponieważ zimą odbywamy przede wszystkim beskidzkie wyrypy narciarskie, to nasz wypracowany patent dla dwuosobowego zespoły (taki kompromis wagowy) to Nalgene w pokrowcu + termos. Nalgene idzie w pierwszej kolejności więc nie zdąży wystygnąć „aż tak”. Potem termos. Po za tym w sytuacji podbramkowej – jakiś wypadek, upadek, awaria sprzętu, perspektywa nieplanowanego biwaku mamy Nalgenę jako termofor, co poprawia nastroje. Warunkiem jest posiadanie naczynia i albo ognisko albo palnik – rzecz jasna.
    To podpowiedź dla tych którzy jednak z termosu zrezygnować nie chcą…

    Z pozdrowieniami

    Pim

  4. Czesc Lukasz
    Czekam niecierpliwie na Twoj patent na cieple, lekkie i wygodne spanie w terenie.
    Zasygnalizowales ten temat w topicu o spiworach.
    Kiedy napiszesz?

  5. Znam ten nóż! Był na szczycie Aconcagua 🙂

    Łukasz – zakład o browar, że ta cała konstrukcja porozkleja się na mrozie?

  6. Podobnie wykonanego pokrowca używam od lat jako „pot cosy” na mój kuchenny garnuszek. Wtedy bardzo łatwo skomponować potrawy, które wymagają tylko zagotowania i wstawienia w taki „termos” na 5-10 minut, żeby „doszły”/zmiękły/spęczniały. Mam gorące danie do końca uczty i sporą oszczędność gazu – ostatnio starczyło mi 100 g na 14 obiadów, i to w przyzerowych temperaturach.

    PS to moje pierwsze wpisy, więc korzystam z okazji do podziękowania za fajne strony – odkryłam przypadkiem, ale na pewno będę czytać :).

  7. Paweł B.

    Bidon mozna zawinąć w „folię bombelkową”. Jeśli „grubiej” owinąc to trzyma lepiej od stalowego termosu.
    Stosuję też ten patent w lecie, gdy wrzucam do plecaka zimne piwo 😉
    pzdr.

  8. Z innej beczki, ale wciąż związane z wodą.
    http://www.thegrayl.com/ – znasz to?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *