Początki mojej przygody z górami to okres, kiedy nie przejmowałem się niemal w ogóle tym, co noszę. Techniczne tkaniny i membrany znane były tylko himalaistom. Królowały zwykłe koszulki z bawełny, bawełniane bluzy, ortalion. Zimą także wełniane swetry. Pierwszych ubrań z materiałów Polartec zacząłem używać dopiero kilkanaście lat temu, zaczynając samotne wędrówki górskie.

Bielizna jaką od lat zabieram w góry to syntetyczny poliester. Materiał ten ma kilka zalet: jest wytrzymały mechanicznie, odprowadza wilgoć ze skóry i odparowuje ją szybciej niż bawełna. O bieliźnie wełnianej słyszałem nieraz, ale nie zdecydowałem się na jej sprawdzenie. Kojarzyła mi się z wełnianymi swetrami, które gryzą i nieodwracalnie kurczą się, gdy wyprać je w gorącej wodzie. Od dawna poszukiwałem jednak takiej bielizny, która byłaby moją pierwszą warstwą ubrania podczas zimy. Dopóki moja aktywność ograniczała się do 1-dniowych wędrówek lub wspinaczek w Tatrach, po których wracałem na noc do schroniska, letnia bielizna zdawała egzamin. Momentem, w którym na poważnie musiałem rozważyć zmianę ubioru, było zimowe przejście Słowacji. W perspektywie miałem wówczas kilka tygodni spędzonych na mrozie, w warunkach, gdzie dźwiganie zapasowego zestawu ubrań było niemożliwe.

Przygotowując się do tamtego przejścia postanowiłem wypróbować bieliznę z wełny merino jak pierwszą warstwę.

Dlaczego wełna merino?

Utrzymuje ciepłe powietrze przy skórze, dając poczucie ciepła.

Choć pochłania wilgoć, zachowuje właściwości grzewcze. Wełna nie odparowuje wody na zewnątrz tak szybko, jak syntetyk, ale wilgotna nadal zachowuje tę właściwość. Ocenia się, że wełniane ubrania otrzymują ciepło naszego ciała nawet wówczas, gdy pochłoną ilość wody, która odpowiada 20-30% ich wagi.

Znawcy tematu mówili tez, że nie śmierdzi. Firma Icebreaker, producent odzieży merino chwaliła się przykładem żeglarza, który okrążając Antarktydę przez ponad 100 dni miał na sobie tę samą bieliznę. Nie zamierzałem bić jego rekordu, ale przygotowując zimową wyprawę na Słowację liczyłem się z noszeniem tej samej koszulki przez np. 3 tygodnie. Wybór padł wówczas na bieliznę merino firmy Kwark, której kilka produktów miałem okazję testować przez minione lata. Koszulka z wełny przeszła, w ciągu 37 dni, ok. 850 km przez słowackie góry. Rok później była moją drugą, docieplającą warstwą bielizny, podczas przejścia gór Iranu.

Wełna merino – pierwsze wrażenia

Mój pierwszy raz z bielizną merino to zimowa Słowacja. Moją główną obawą podczas przygotowań była ewentualna rekcja skóry na kontakt z wełną. Pamiętacie może wełniane, „gryzące” swetry i czapki? Ja unikałem ich zawsze, z góry wiedząc, że moja skóra źle na nie zareaguje. Na szczęście w przypadku merino nie ma o tym mowy, to zupełnie inny rodzaj wełny, pochodzący od innego zwierzęcia. Większość z nas kojarzyć może owce hodowane w górach Europy. Ta, której runo służy do produkcji bielizny, pochodzi z owiec merynosów, obecnie hodowanej głównie w Australii. Włókno tej wełny jest bardzo cienkie i delikatne. Pierwszym zaskoczeniem po założeniu koszulki był więc fakt, że jest bardzo wygodna i przyjemna w dotyku.

Uszyta jest całkowicie z tego samego materiału, który na wykończeniu kołnierzyka i rękawów jest podwójnie złożony. Płaskie szwy są niewyczuwalne. Jej waga to 117 gramów (+/- 1 g).

Koszulki, których używam, oprócz wełny zawierają domieszkę 20% nylonu, którego włókna są szkieletem, stabilizującym materiał. W dotyku są bardzo cienkie. Mimo to natychmiast po założeniu pojawia się uczucie grzania. Istotna uwaga: by bielizna spełniała swoją role i utrzymywała ciepło przy skórze, musi do niej przylegać. Latem, w upale, sprawdzi się przewiewna i luźna koszulka. Zimą Twoim celem jest zatrzymanie jak największej ilości ciepła przy sobie, koszulka musi więc stykać się z ciałem i gromadzić tuż przy nim warstwę nagrzanego powietrza.

Ta właściwość sprawia, że merino zasługuje w pełni na nazwę „bielizna termiczna”. Pierwsze, chłodne, ale jeszcze nie mroźne dni na przejściu Słowacji, pokonywałem tylko w niej. Marsz z plecakiem, w temperaturze 8-10 stopni i przy bezwietrznej pogodzie, rozgrzewał mnie wystarczająco, by zrezygnować z dodatkowej ochrony. Ciepłą bluzę wkładałem tylko w razie deszczu lub dla osłony przed wiatrem.

zima_cesta_snp_2

Po  kilku dniach przyszła zimowa pogoda, temperatury spadały do -10, nawet -15 stopni. I tu także bielizna pokazała swoje zalety. Choć szedłem w bluzie z powerstrechu i grubej bluzie wierzchniej, ciepło utrzymywałem w dużej mierze dzięki cienkiej warstwie wełny pod spodem. Bardzo dobrze odprowadzała też wilgoć od ciała. Ani razu, nawet na trudnych podejściach i podczas wielogodzinnej walki z kopnym śniegiem, nie doświadczyłem uczucia zapocenia. Cała wilgoć, jaką generowałem, była błyskawicznie transportowana przez ubranie. Wełniana bielizna schnie więc szybko. Tamta wędrówka pokazała mi jeszcze jedno: dobry system ubrań to taki, w którym kolejne warstwy współpracują ze sobą. Aby to się jednak działo, każda kolejna musi przylegać do poprzedniej. Moja bielizna nie działałaby tak dobrze, gdybym na wierzch narzucił obszerną, powiewającą na wietrze, kurtkę. W takim przypadku ciepło zgromadzone pod spodem, rozpraszałoby się w oka mgnieniu.

Tamta wyprawa pokazała także antybakteryjne właściwości wełny. Zazwyczaj, podczas intensywnego marszu, koszulka z poliestru nadawać się będzie do prania po 2-3 dniach. Moja wełniana, używana przez kilkanaście dni z rzędu, zachowywała świeżość. Czy to oznacza, że możesz mieć tylko jedną koszulkę na kilka tygodni? Cóż, aż takim radykałem nie jestem. Wydaje mi się, że wiele zależy od naszych organizmów, potliwości, metabolizmu, flory bakteryjnej. Faktem jest jednak, że po 300 kilometrach i kilkunastu dniach zimowego marszu, moja koszulka i ja nadal czuliśmy się czysto. Przepocenie, nawet jeśli się zdarzyło, nie powodowało, że moja bielizna wymagała prania.

Góry Zagros

Czy koszulek z wełny można używać tylko jako pierwszej warstwy? Niekoniecznie. Sprawdziłem to podczas wyprawy do Iranu, gdzie moją warstwą podstawową była lniana koszula tej samej firmy. Merino stała się drugą, docieplającą, w chłodne wieczory lub podczas przejść wysokich przełęczy gór Zagros, gdy kilka razy przekraczałem pułap 3000 metrów, a noce potrafiły być mroźne.

Koszulka wełniana okazała się być bardziej wytrzymała mechanicznie niż len i służyła mi nawet w upały jako warstwa wierzchnia. Przez ostatnie tygodnie irańskiej wyprawy nosiłem ją dość regularnie, przekonałem się też o jej słabszej stronie: nie jest tak trwała mechanicznie, jak syntetyczna. Cienkie włókna wełny w mojej koszulce są co prawda wzmocnione ich dodatkiem, ale nie dorównują wytrzymałości bieliźnie wykonanej w całości z poliestru. Mam wśród ubrań grubą koszulkę z Power Strech Pro, kupioną 7-8 lat temu i regularnie używaną. Rzadko noszę ją latem, gdyż jest zbyt ciepła, ale wydaje się niezniszczalna. Wełna merino, po dwóch sezonach, pokazała kilkanaście zerwanych oczek na brzuchu, w miejscu, gdzie o tkaninę tarł intensywnie pas biodrowy. Mimo to używam jej nadal.

welna_merino_test_2

Wełna merino – odsłona druga

Przed tegorocznym wyjazdem w Pireneje Kwark zwrócił się do mnie z prośbą o kolejny test. Wełniany materiał, z którego szyte były koszulki, uległ modyfikacji i wygląda obecnie nieco inaczej. Pierwsza koszulka z merino służy mi do dziś, po 2 intensywnych latach nosi jednak oznaki zużycia. Przystałem więc na tą propozycję i w Pireneje zabrałem ze sobą nowy model.

Materiał, poza zmianą koloru, z czarnego na granatowy, ma gęstszy splot. Jest przez to mniej prześwitujący, choć zachował grubość i wagę. Waży 110 gramów. Wydaje się też cieplejszy, choć to subiektywne uczucie. Koszulka w wersji 2.0 jest tak samo lekka jak jej poprzedniczka, a jednak w chłodny dzień może być jedyną warstwą jaką noszę.

welna_merino_test_1

W Pirenejach wielokrotnie była moja bielizną na chłodniejszą pogodę. W wysokich partiach gór nawet słoneczne dni potrafiły być chłodne, szedłem więc mając na sobie koszulę Kwarka, chroniącą przed chłodem i słońcem jednocześnie. Jeśli wędrujesz wiosną po Tatrach, latem w ośnieżonych partiach Alp czy po lodowcu, nawet w chłodne dni może ona być Twoją jedyną warstwą. Marsz lub wspinaczka generują dość ciepła, by ogrzać Cię w niej przy temperaturze 5-10 stopni, a gęsty splot zatrzymuje najsilniejsze słońce. Na postojach przyda się wtedy dodatkowa bluza lub wiatrówka, bo choć bielizna jest ciepła, jest zbyt cienka, by być odporną na wiatr.

Niespodziewanie trudnym testem było dla niej przejście grani Tatr Zachodnich. Mając minimalistyczny zestaw: 2 warstwy merino + bluza powerstrech + wiatrówka (model Kwark Castabona) musiałem stawić czoła ulewie, która nocą przeszła w halny. W takich warunkach poczułem, ile znaczy dobra wiatrówka (zatrzymująca wiatr wiejący 80-100 km/h) oraz bielizna (trzymająca przy skórze ciepło nawet, gdy wierzchnie warstwy odzieży przemokły). Łatwiejsze, choć także mokre warunki, napotkałem jesienią w Bieszczadach. Przy niskiej temperaturze połączonej z drobnym deszczem bielizna + wiatrówka wystarczyły za całą ochronę.

Nowy model towarzyszył mi też podczas przejścia grani Tatr Zachodnich oraz kilku krótszych wyjazdów m. in. w jaskinie Gór Sowich.

Wytrzymałość

Czy przy tych zaletach wełna merino ma jakieś ograniczenia? Moim zdaniem jedno, którego zresztą nie ukrywa producent: wytrzymałość. Nie jest materiałem super odpornym, co pokazał przykład pierwszej koszulki i starcia z pasem biodrowym plecaka. Nie da się chodzić w niej całymi dniami przez cierniste krzaki, może nie wytrzymać spotkania z ostrą gałęzią. Koszulka z grubego poliestru (jak wspomniana wyżej) wytrzymałaby prawdopodobnie ciężar wiszącego na niej człowieka. Z cienkim merino nie liczyłbym na to zupełnie. Splot jest delikatny i nie jest to bielizna do katowania, jeśli ma posłużyć więcej niż sezon-dwa. Ubytki materiału wystarczy jednak cerować cienką nicią.

welna_merino_test_3

Podsumowanie

Dobra termika, szybkie odprowadzanie wilgoci i piórkowa waga. To dla mnie trzy duże zalety merino. Do tego brak jakichkolwiek reakcji skóry na kontakt z wełną, przez co posłuży nawet osobom na co dzień jej nie tolerującym. Znany jestem z mało delikatnego obchodzenia się ze sprzętem, wymaga więc ode mnie uwagi. Ale, choć używam jej w chłodne dni i pory roku, regularnie stosuję ją jako warstwę wierzchnią, co wytrzymała przez wiele miesięcy. Jeśli szukasz ciepłej bielizny na wyjazdy w góry, w miejsca zimne i wilgotne, merino może okazać się strzałem w dziesiątkę, tak, jak w moim przypadku.

Jeśli masz własne doświadczenia z tym materiałem, zostaw je poniżej, chętnie poznam wrażenia innych użytkowników.

17 komentarzy

  1. My mieliśmy ze sobą bluzy merino + dla dzieciaków getry na wyjeździe rowerowym. Spisały się doskonale. Zbych potrafił jeździć w merino 2 tygodnie i nie trącił nawet specjalnie;) Termicznie świetnie, co dla mnie jest najbardziej istotne. My mieliśmy meriniaki z taniej odzieży, więc już na pewno nie pierwszej świeżości, jednak marki Devold czy Janus dają radę nawet po długim użytkowaniu. korzystaliśmy z nich cały czas, bo jednak Maroko zimą to nie lato;) A tak jak pisałeś w podsumowaniu – waga, termika i odprowadzanie wilgoci super. Z pewnością na kolejny wyjazd będziemy inwestować w merino.

  2. Też już trochę w merino w życiu kilometrów przeszedłem (pewnie w tysiącach liczyć). Korzystałem z dwóch sztuk Devolda. Jestem bardzo zadowolony. Obie jednak były dość ciepłe. Teraz muszę jakoś kasę odłożyć i coś na cieplejsze dni sobie kupić. Ale pamiętam, że mój Devold cieńszy się w końcu rozpruł, ale trenowałem go mocno.

    • Możesz sprawdzić jakąś koszulkę merino z krótkim rękawem. W moich, mających długie rękawy, maszerowałem nawet przy +25, więc materiał powinien sprawdzić się nawet ciepłe dni.

  3. Czy aby na pewno ciuchy z wełny merynosów tak szybko odprowadzają wilgoć? W zasadzie każdy suchy ciuch ściąga wilgoć z pleców tak samo szybko… gorzej jak nie jest w stanie wyschnąć zanim zaleje go kolejna fala wilgoci.
    Czy uważasz, że wełniane ciuchy które tu opisałeś będą dobrze sprawdzały się podczas biegania lub intensywnego wysiłku aerobowego? Zastanawiam się nad ciuchem na zimniejsze pory roku do rajdów przygodowych. Mam kilka różnych termo bielizn Crafty, Odlo, Brubecki i nie jestem z nich zadowolony. Schną za wolno, a merino schnie podobno jeszcze gorzej…

    Ciuchy ciuchami… ale jak dobrać dolną część bielizny? Jakie majty, żeby po 2 dniach nie mieć otarć, poprzecieranych pachwin itp? To zniszczyło niejedna wyprawę. Napisz może coś o tym… Nie wierzę, że nie miałeś z tym problemów;)
    Możesz odpisać bez logowania :>

    • Nie mam dobrej odpowiedzi na to pytanie, receptą jest po prostu sprawdzona bielizna. Używam różnych rodzajów spodni, majtek, bokserek itp. i nie obserwuję żadnej reguły, poza tą, że nie mogą być zbyt ciasne.

      W kwestii merino – tak, moja kwarkowa odprowadza wilgoć szybko, a nawet jeśli nie daje rady, gdyż wierzchnia odzież także jest mokra, to cały czas grzeje. Jesienią i zimą zakładam ją do biegania, i nie znam lepszego wynalazku na takie warunki.

  4. Bluzy i bielizna wykonane z merino rzeczywiście spisują się świetnie, niezależnie od klimatu i temperatury w jakiś się ich używa. Z firm, których rzeczy używałem, pod względem jakości wykonania, czyli trwałości najlepiej wypadły bluzy Smartwool.

  5. Cześć, jeśli chodzi o bluzę jaką poleciłbyś na użytkowanie całoroczne, luźna czy obcisła? Mam kalesony z wełny merino, doskonale się spisują, dlatego myślę o bluzie, nie wiem która lepiej się sprawdzi.
    Pozdrawiam
    soohy

    • Używam bluz, które są lekko dopasowane do ciała, ale nie obcisłe. Mogę więc pod nie zmieścić dodatkową warstwę lub dwie bielizny, a przy tym wiatr nie hula pod nią i nie wychładza mnie. Mam dobrany zestaw 3 bluz z Polartec Powerstrech, każda kolejna jest nieco luźniejsza, mogę więc używać ich wszystkich jako bardzo ciepłego zestawu. Najbliżej ciała noszę bluzę Kwarka z golfem (tzw. kajakową), na nią nieco luźniejszy PS Marmota, na wierzch zaś – luźną, rozpinaną bluzę Peak Performance (przepraszam, chwilowo nie mam innego zdjęcia):

      Łuk Karpat 2013

      Wszystkie trzy tworzą zestaw na minusowe temperatury.

      Zimą noszę także bluzę Polarną (produkcji także Kwarka), również lekko przylegającą do ciała:

      Bluza Polarna Kwark

  6. Używam merino firmy icebreaker jako pierwszą warstwę przez cały rok. Z długim rękawem zapinaną na krótki zamek ze stójką, druga bez zamka gramatura 200, koszulki z krótkim rękawem gramatura150. Odprowadzają wilgoć na zadowalającym poziomie, ale co najważniejsze nie śmierdzą nawet po kilku dniach używania. Jeżeli chodzi o slipki to też ta sama firma model anatomica. Mam też kalesony i koszulkę firmy ODLO, ale rozciągnęły się i leżą na dnie szafy.

  7. Hej, a możecie napisać jak pierzecie swoje produkty z merino? 🙂 Ręcznie, specjalne środki do wełny, czy może być pralka i zwykły proszek?

  8. Korzystam z merino od dawna. Na wyprawy kiedy zimno najlepsze wg mnie, z odprowadzaniem wilgoci radzą sobie bardzo dobrze, jeśli chodzi o górę i dół, co do skarpet to lepsze domieszki syntetyczne. Moje dzieciaki na wyjazdach na narty – na wyprawy górskie jeszcze za małe – także bielizna, devold + ulmax. Od czasu kiedy namówiłem ładniejszą połowę na zakup dla niej bielizny plus bluzy z merynosów – nie narzeka że marznie przy nawet – 20 stopniach będąc 5 do 7 godzin na nartach, a wcześniej to nawet po 3 warstwy nie pomagały. Warta wysokiej ceny, a co do prania, 100 % merynosów to wg mnie tylko ręcznie, a później do pralki na płukanie. Wszystko też zależy od struktury włókna.

    • W kwestii prania – no właśnie niby są programy w pralce „pranie ręczne” np. 20 stopni 🙂 Tak podpytuję, bo na Icebreaker 200 jest na metce że można prać i przy 40 stopniach (a nie ma ani słowa, że trzeba koniecznie ręcznie – tylko jest wzmianka by nie dodawać zmiękczaczy).

  9. Żadne enzymy nie wchodzą w grę, zmiękczacze etc, najlepiej płyn do wełny z lanoliną – to ważne, ja wolę ustawić na 30 stopni i mam gwarancję że nic się nie stanie, nie wirować – te wszystkie czynniki wpływają na dłuższą wytrzymałość odzieży przy zachowaniu ich właściwości.

    • Jeśli mogę podzielić się swoimi doświadczeniami – używam wełny 100, 200 i 260 Kwarka i Icebreaker’a. Piorę ubrania merino w pralce, w temp. 30°, używam łagodnego proszku i wiruję, nie dodając jednak zmiękczaczy czy środków zapachowych. Nie obserwuję niszczenia materiału po takim praniu. Jeśli bardzo boicie się zniszczenia jakiegoś materiału lub pierzecie ubranie z membraną, polecam stosowanie płatków mydlanych zamiast detergentu.

      • Jak to mawia mój znajomy – nie można brnąć w przesadną aptekarskość 😀 Naturalną cechą życia jako takiego jest „nietrwałość”, tak więc trzeba przejść z tym do porządku dziennego, a nie zamykać się w szklarni. Sprzęt służy do używania, a nie podziwiania, przecież 😉
        Dzięki, Łukasz!

  10. Mam koszulkę Kwarka z Merino z grubszej wełny (200g/1m) z długim rękawem i jestem z niej szalenie zadowolona. U mnie sprawdziła się nawet w lecie. Zabrałam w góry Krety w lipcu, jako bieliznę do spania, a koniec końców przestraszyłam się oparzeń słonecznych i nosiłam ją też w ciągu dnia z opuszczonymi rękawami. Przy zejściu z ok. 1600 m.n.p.m. do 0 i temperaturach od 10 do ponad 30 stopni nie czułam się w niej niekomfortowo. Nie mogę powiedziec, że nie smierdzi zupełnie przy intensywnym użytkowaniu, ale zdecydowanie mniej niż poliestrowe.

  11. Osobiście polecam koszulkę firmy Woolmed. Jest ona wprawdzie na ramiączkach, ale świetnie nadaje się pod ubranie. Wełna merino z tyłu super grzeje, a bawełna z przodu powoduje fajny przewiew. Paru moich znajomych, którzy chodzą po górach też się do niej przekonali. Chociaż wiem, że odzież z wełny merino staje się coraz bardziej popularna w branży odzieży sportowej, to przecież już od lat jest używana. Fajnie, że ludzie tacy jak Pan testując tego typu ubrania dzielą się swoją opinią.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *