Uniwersalny plecak na trasy kilkudniowe do nawet kilkumiesięcznych. A przy tym wygodny, wytrzymały, możliwie lekki i o umiarkowanej wielkości. Czy udało się go znaleźć? Jak sprawdził się w warunkach długiej wyprawy?

Początek czyli w poszukiwaniu ideału cz. 1

Przez lata wędrówek testowałem wiele plecaków, o różnych wielkościach i przeznaczeniu. Początkiem były proste konstrukcje, które szybko zarzuciłem, zniechęcony kontuzją jaką zafundował mi miękki pas biodrowy. Skupiłem się wtedy na bardzo dużych, 80-100-litrowych, które wydawały mi się najlepsze na przejściach długodystansowych i w trakcie dalekich podróży. Stopniowo, minimalizując swoje podejście do sprzętu, schodziłem z tej wielkości, co miało swój finał w 2013 roku, gdy na przejście Łuku Karpat zabrałem model 55-litrowy. Plecak nie gwarantował wygody: był nieco zbyt krótki do mojego wzrostu, co uniemożliwiało pełne przeniesienie ciężaru na pas biodrowy. Za to jego objętość stała się dla mnie uniwersalna i od tej pory poszukiwałem zbliżonej. Rok później, z 50-litrowym plecakiem, przeszedłem całość irańskich gór Zagros. Choć w warunkach trudnej wyprawy taka objętość bywała ograniczeniem, inne czynniki – komfort noszenia, łatwość transportowania, waga i małe rozmiary po spakowaniu – wynagradzały to.

Poszukiwania cz. 2

Lato 2015 r. spędziłem idąc granią Pirenejów, szlakiem HRP. Testowałem wówczas spory, 65-litrowy plecak Thule Guidepost. Choć wygodny, był bardzo ciężki sam w sobie (prawie 3 kg). Gdzieś w połowie szlaku spotkałem Polaka, idącego przez Pireneje z plecakiem 48-litrowym. Zerkałem na niego z zazdrością widząc, że dzięki rezygnacji z kilku elementów wyposażenia i zmniejszeniu namiotu oraz maty, bez problemu mieścił się w tej objętości. Postanowiłem pójść jego śladami. Przez kolejne lata zmniejszyłem kluczowe elementy ekwipunku, aż doszedłem do miejsca, w którym potrafię spakować się na długą wędrówkę w 50-litrowy bagaż. Ze sprzętem fotograficznym i 8-dniowym zapasem jedzenia. Oznacza to, że z niewielkim plecakiem jestem samowystarczalny na odcinkach rzędu 250 kilometrów.

Cały czas problemem była jednak wygoda niesienia bagażu, liczącego 12-15 kg. Modele, jakie miałem w Karpatach, Iranie i Pirenejach, dawały przeciętny komfort. Testując kilka znanych marek znalazłem wreszcie kombinację, która wydawała się właściwa: plecak Deuter ACT Lite 50+10.

Deuter ACT Lite – konstrukcja

ACT Lite to plecak trekingowy o średniej pojemności. 50 litrów to dość, by spakować się nawet na długi wyjazd, nie tylko górski. To także dość na kilkudniową, zimową wędrówkę, o ile nie dźwigasz namiotu wyprawowego. Jest on jednak na tyle mały, by swobodnie spakować go na 2-3 dni, bez poczucia dźwigania pustego worka na plecach. Ma prosty system nośny, oparty na 2 ułożonych podłużnie piankach wyściełających plecy oraz szerokim pasie biodrowym. Całość wzmocniona jest stelażem w kształcie litery X. Posiada 1 komorę (z możliwością rozdzielenia) plus 2 kieszenie w klapie oraz 2 kieszenie siatkowe po bokach, jedną na froncie oraz jedną w pasie biodrowym.

Nie posiada zamykanych kieszeni bocznych, w zamian możliwe jest przytroczenie po bokach dowolnego elementu: zmieszczą się pod nimi namiot, mata, kijki, narty, stelaż do namiotu. Dodatkowe 10 litrów pojemności zapewnia podnoszona klapa oraz komin pod nią. Bez zawartości waży 1700 gr.

plecak deuter act lite 50+10 test
Na przejściu francuskiego odcinka Alp. Widoczne dolne wejście do komory, boczna kieszeń oraz frontowa kieszeń z siatki.

„Nareszcie sensowny pas biodrowy”

Powiedziałem tak, gdy po obciążeniu plecaka założyłem go po raz pierwszy. Poprzednie modele przyzwyczaiły mnie do lekkich i miękkich pasów, które wyginały się ku górze pod obciążeniem. Sprawiało to, że już przy kilku kilogramach ładunku ciężar osiadał na ramionach, zamiast na biodrach. W Deuterach ta kluczowa część jest szeroka i sztywna, dobrze przejmuje ciężar bagażu i daje odpocząć barkom. Być może wynika to z mojej budowy ciała, ale to właśnie pasy biodrowe Deuterów leżą na mnie najlepiej, mimo tradycyjnej konstrukcji. Nowe, bardziej zaawansowane patenty, jakie mierzyłem, po prostu nie działały. Z tego powodu odstawiłem, skądinąd świetne, plecaki Gregory. Ich pasy biodrowe po prostu nie współgrały z moimi kształtami.

Drugim ważnym elementem jest regulacja długości pleców. Punkt zaczepienia szelek przesuwa się w górę i dół na „drabince” z taśm. Proste, skuteczne i działa w szerokim zakresie; plecaka mogą używać osoby o wzroście 160 i 190 cm. Co więcej, punkty mocowania szelek można umieścić na dwóch wysokościach. Wyjazd w lutym na Szlak Orlich Gniazd i 2 tygodnie na Grenlandii upewniły mnie, że nowy plecak działa. Około 9-10 kg zimowego wyposażenia niosłem wygodnie przez wiele godzin, bez konieczności odpoczywania.

plecak deuter act lite 50+10 test
Zimowy Szlak Orlich Gniazd

Z większym bagażem musiałem zmierzyć się na przejściu Alp. W najwyższych górach Europy regułą były odcinki 4-5-dniowe, na których nie robiłem zaopatrzenia. 7 kg wyposażenia, 1,5 kg sprzętu fotograficznego, nawet do 5 kg jedzenia i do 3 litrów wody składało się na ponad 15 kg na plecach. Taki ciężar był już wyraźnie odczuwalny i męczył szybciej, wciąż jednak pokonywałem z nim odległości i przewyższenia rzędu 1500 metrów. Gdy chodzi o bagaż, każdy ma swoją granicę komfortu. Mi praktyka pokazała mi, że 15 kg to górna wartość, jaką mogę spakować i nieść względnie wygodnie na długie dystanse. Znaczenie ma oczywiście rozłożenie zawartości: gdy pod koniec dnia niosłem zapas wody na biwak, dobrze spakowanych 18-19 kg było wygodniejsze, niż kiepsko rozmieszczonych 13-14.

Waga

Wybierając plecak na długie szlaki miałem świadomość, że ACT Lite to nie waga piórkowa. Sporo ustępuje plecakom z kategorii „ultralight”, wykonanych z cienkiego nylonu lub cubenu, tak popularnych za oceanem. Moje doświadczenia z bardzo lekkimi modelami pokazały jednak, że plecak bez stelaża i z pasem biodrowym miękkim jak łazienkowa gąbka, nie są wynalazkami dla mnie. Oferują wagę na poziomie 500 g, są więc o cały kilogram lżejsze od mojego Deutera. Niestety, przy obciążeniu około 12-13 kg bagażu, ich noszenie staje się dla mnie nieznośne. Przede wszystkim odpowiada za to brak dobrego pasa. Dobrego plecaka do wędrówek „ultralight” wciąż szukam.

Kieszenie i mocowanie

Deuter ACT Lite to „klasyka”, bez zbędnych patentów. Podstawą jest komora główna, z możliwością jej podzielenia i z dostępem od dołu i góry. W niej ląduje niemal całe wyposażenie. To, co ważne i musi być ulokowane pod ręką, trafia u mnie do kieszeni w klapie lub do bocznej kieszeni z siatki. Rzeczy cenne, które nie mają prawa zginąć lub być skradzione, wrzucam do kieszeni po wewnętrznej stronie klapy. Jest ona dostępna tylko po otwarciu plecaka. Frontową kieszeń z siatki pozostawiam zazwyczaj pustą, czasem wrzucając do niej mapę lub mokre ubrania. W małej kieszonce na pasie biodrowym ląduje kompas, czasem także pieniądze.

W tym modelu brak kieszeni bocznych, co zresztą jest raczej zaletą: zbija to wagę całości i zostawia miejsce na mocowanie dodatkowego ładunku. W moim systemie pakowania jest to miejsce na matę: mocuję ją trokami za prawym ramieniem. Lewa strona plecaka pozostaje wówczas wolna, a mieszcząca się tam kieszeń mieści mapę i 1-litrową butelkę z wodą. Same kieszenie boczne nie są duże, ale elastyczne i pomieszczą np. 1-litrowy bidon Nalgene. Wejdzie też do nich ciasno zwinięty tarp lub pompowany materac (z łatwością mieści się tam mój Sea to Summit Ultralight). Gdy w grę wchodzi coś większego, troki po bokach obejmą przeciętną karimatę. Trudno jest wcisnąć pod nie coś naprawdę dużego, np. zimową, grubą matę lub ciężki namiot. Nie ma to jednak wielkiego sensu: tak niewielki plecak przekrzywi się znacząco i będzie niewygodny. 50 litrów to jednak nie wór transportowy.

plecak deuter act lite 50+10
Kompletnie spakowany Deuter ACT Lite na szlaku. Po prawej stronie przymocowana zmodyfikowana mata Ridgerest. Alpy Francuskie

Także kieszeń w klapie zmieści sporo: bez kłopotu wkładałem do niej aparat z obiektywem (OM-D EM-5 z dość masywnym 12-40 PRO). To też najlepsze miejsce na niezbędne drobiazgi czy szybkie przekąski. Sięgam do niej i operuję suwakiem nie zdejmując plecaka.

Front plecaka to klasyczne pętle do mocowania czekanów lub kijków. Kieszeń na froncie jest elastyczna i dość pojemna, choć przy całkowicie spakowanym plecaku muszę się sporo nagimnastykować, by wcisnąć do niej kask. Ten element mógłby być bardziej pojemny. Ostatnia z kieszeni, w pasie, także nie jest duża. Pomieści np. mały portfel lub telefon, ale nie każdy aparat kompaktowy. Chętnie widziałbym w jej miejscu większą.

Ostatnim, najmniejszym elementem są małe pętle do mocowania wyposażenia. 4 z nich znajdują się na frocie, 4 kolejne na rogach klapy. Utrzymają one np. suszące się ubrania lub drobne elementy szpeju. Te w klapie idealnie utrzymują mój panel słoneczny do ładowania baterii.

Jeśli cokolwiek zmieniłbym w takiej konfiguracji, to powiększyłbym wspomniane dwie kieszenie oraz dodał możliwość, jaką dają duże Deutery: dostęp do komory głównej także od frontu. Mocny zamek w kształcie litery „U” ułatwiły sięgniecie do wnętrza, gdy plecak jest wypełniony do maksimum.

System nawadniania

Tuż przy plecach znajduje się płaska kieszeń na camelbaga. To element, którego nie wykorzystywałem: znacznie wygodniejsze jest umieszczenie ciężkiej wody na szczycie bagażu, co sprawia, że środek ciężkości znajduje się nad plecami, zamiast z dala od nich. W praktyce nie używałem jej wcale lub wypełniałem płasko niepotrzebnymi akurat mapami. Mój 3 litrowy camelbag lądował wówczas na górze, zaś jego rurkę wyprowadzałem przez otwór pod klapą. W jednej z szelek znajduje się niewielkie mocowanie na rzep, którym swobodnie przytrzymasz rurkę z bukłaka. Mocowanie jest ruchome, możesz więc trzymać ustnik po obu stronach.

Jakość materiałów

Używając znacznie większej wersji Deutera (Aircontact Pro 70+15 – opisałem go w osobnym teście) przyzwyczaiłem się do masywnych materiałów, z jakich jest uszyty. ACT Lite, nie będący modelem transportowym, wykonany jest z lżejszych tkanin. Mimo to po zakończonym sezonie jestem przyjemnie zaskoczony: plecak nie dorobił się żadnego uszkodzenia. Choć przejście Alp nie zapewniło mi atrakcji w stylu przedzierania się przez kosodrzewinę czy szarpanie przez ostre skały, wielokrotnie miał on kontakt z kamieniami, zaliczył też trochę upadków i zjazdów po glebie. Warunki użytkowania miałem więc umiarkowanie trudne. Nylonowy ripstop zniósł wszystko bez śladu.

Całkiem uczciwie: nie spodziewam się po tym modelu pancerności, jaka cechuje np. ciężką Cordurę. Traktuję go bez delikatności, choć z rozwagą, wiedząc, że nie jest jego przeznaczeniem np. eksploracja jaskiń lub brutalne holowanie w skalnej ścianie. To sprawia, że nawet długi szlak nie pozostawił na nim śladów.

Marsz w deszczu

Materiał zastosowany w ACT Lite 50+10 zatrzyma niewielki deszcz, ale nie jest wodoodporny. Pod tym względem spisuje się podobnie do większości materiałów na rynku. Gruba Cordura może być pod tym względem lepsza, ale za cenę ciężaru, ostatecznie jednak żaden nylonowy materiał nie zatrzyma ulewnego deszczu. Wiedząc to, zabieram na szlak worek, którym wykładam wnętrze bagażu. Jak wygląda taki patent opisałem w osobnym artykule.

Deuter ACT Lite – podsumowanie

  • W ciągu jednego sezonu mój ACT Lite przeszedł ponad 2 000 km, bez uszkodzeń czy oznak zużycia. W mojej opinii to bardzo udany projekt. Świetnie wypośrodkowuje komfort i wytrzymałość (co wymaga stosowania cięższych materiałów i grubszych elementów nośnych) oraz wagę i rozmiary. W kategorii modeli ok. 50-litrowych, ten model Deutera okazał się też najbardziej wygodnym z dostępnych.
  • Jego uniwersalna pojemność daje szeroki zakres zastosowań. Po skompresowaniu zabierzesz go na weekendową wycieczkę, a pełna objętość daje dość miejsca na sprzęt, paliwo i jedzenie w trakcie długich odcinków. Deuter ACT Lite bez wahania zabrałbym na przejście Łuku Karpat lub grani Pirenejów, nawet tam, gdzie odcinki między miejscowościami sięgały tygodnia. Zimą będzie on natomiast dobrym plecakiem na 1 dzień (np. całodzienne wyjście na Babią Górę) lub kilka dni (gdy nie potrzebujesz dużego namiotu).
  • Mimo niedużych gabarytów plecak ma sporo możliwości mocowania sprzętu na zewnątrz. Kijki, kask, czekan lub niewielką matę i namiot umieścić można na zewnątrz, pod paskami i w kieszeniach siatkowych. To sprawia, że jestem w stanie spakować do niego na kilka dni razem z sprzętem wspinaczkowym wchodząc np. na Mont Blanc lub Kazbek.
  • Umiejscowienie wszystkich elementów jest funkcjonalne i wygodne.
  • Czy plecak wymaga jakichś modyfikacji? Chętnie widziałbym w nim większe kieszenie z siatki, po bokach i na froncie oraz nieco powiększoną kieszonkę w pasie biodrowym. Przydatny byłby również dostęp do wnętrza od frontu. Są to jednak szczegóły nie wpływające na ogólny komfort użytkowania. Ostatecznie okazał się wygodnym, wytrzymałym i bardzo uniwersalnym plecakiem.

10 komentarzy

  1. Łukasz,
    dzięki za tę recenzję!

    A czy miałeś okazję do testowania Ospreya Kestrel 48 na tyle, żeby móc porównać go do tego Deutera? Jeśli tak – jakie wnioski Ci się nasunęły?

    • Mierzyłem go pobieżnie. To bardzo dobry i funkcjonalny plecak, więc jeśli dla kogoś będzie wygodny – byłbym skłonny polecić. Niestety, nie sprawdzałem, jak działa na szlaku, pod obciążeniem.

      • Korzystałem przez kilka tysięcy kilometrów z Ospreya Kestrela 48, zaś od 1,5 roku korzystam z Deutera ACT Lite 40+10, jeśli dalej jesteś zainteresowany, to mogę w wolnej chwili napisać kilka słów na ten temat.

  2. Bardzo ciekawa i wyczerpująca recenzja plecaka. Zastanawiam się teraz nad wymianą plecaka 45+ i wpadł mi w oko Gregory Stout 45. Możesz mi napisać co ci dokładnie nie pasowało w pasach biodrowych tej marki?
    Pozdrawiam Piotr

  3. Cześć,
    Łukaszu, gdzie się podział opis przejścia zimowych Orlich Gniazd? Nie potrafię tego znaleźć na WWW, a chyba kiedyś było?

    Pozdrawiam !

  4. Po przetestowaniu kilku marek i różnego litrażu plecaków, postawiłam ostatecznie na jedną markę – Deuter. Mam obecnie trzy plecaki i z każdego jestem zadowolona, w tym właśnie model ACT Lite, 45+10 w wersji damskiej. Przekonały mnie do jego zakupu głównie przemyślane rozwiązania, sprawdzony system nośny oraz umiarkowana waga. Jak dla mnie taki litraż to max co mogę nosić na plecach. Wszystko co większe i cięższe nie nadaje się do swobodnej wędrówki. Pozdrawiam! 🙂

  5. W kwestii pojemności, to do kieszeni na pasie biodrowym pakuję scyzoryk Victorinox Huntsman, paczkę chusteczek i 4 batony musli z Biedronki. Boczne pasy kompresyjne bez problemu obejmują matę TaR Z-Lite (miejsca zostaje jeszcze na tyle dużo, że do bocznej kieszeni zmieści się półlitrowa butelka napoju), a w kieszeni po drugiej stronie plecaka ląduje pet 1.5l. Także możliwości troczenia i pakowania poza komorą główną są dość spore, pomimo że na pierwszy rzut oka tego nie widać. 😉

  6. Dobra, rzetelna recenzja. Sam używam tego plecaka i z większością wniosków Łukasza mogę się zgodzić.

    Przede wszystkim: jest cudownie uniwersalny. Dodatkowy komin, możliwość kompresji, sprawiają, że można go stosować od jednodniowego zimowego wypadu w Tatry, do wyjścia na Kazbek (sprawdził się wyśmienicie). Możliwości mocowania sprzętu i kieszenie siatkowe też dużo dają (zwłaszcza ta na przodzie plecaka). Jedyne czego mi tak naprawdę brakuje to brak mocowania na narty skiturowe, ale cóż – coś za coś.

    Kieszeń w klapie podobnie jak u Łukasza najczęściej mieści u mnie aparat fotograficzny i szybkie przekąski. Znakomicie sprawdza się w tej roli. Wcześniej używałem plecaków bez zewnętrznej kieszeni w klapie i chyba nigdy już nie wrócę do tego rozwiązania.

    Mój Deuter już około 500 kilometrów i dorobił się tylko małych dziurek w bocznych kieszeniach siatkowych. Moim zdaniem to trwały, wygodny plecak „do prawie wszystkiego”.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *