Pomysł, aby zabrać w teren sprzęt ciężki i zajmujący sporo miejsca, w moim przypadku może wydać się pomyłką. Gdy jednak przeczytałem o wynalazku zwanym Survival Kettle, czajniku gotującym wodę jak rakieta, nie mogłem się powstrzymać. Projekt jest tak nietypowy, że sam prosił się o sprawdzenie. Oto recenzja, napisana na podstawie doświadczenia z dwoma egzemplarzami.

Survival Kettle nie jest kuchenką do gotowania jedzenia. To turystyczny czajnik, podgrzewający wodę, który obywa się bez paliwa. A raczej bez takiego paliwa, które musielibyśmy nosić ze sobą. Pracuje bowiem na drewno.

Survival Kettle – jak to działa?

Czajnik wyposażony jest w palenisko, do którego dokładamy kawałki drewna, suche patyki, liście, szyszki – wszystko, co zapewni ogień. Płomienie ogrzewają naczynie nie od dołu, ale od środka. W istocie Survival Kettle jest po prostu rodzajem komina z płaszczem wodnym. Ogień płonie więc wewnątrz czajnika, woda zaś znajduje się między podwójnymi ściankami naczynia. Ciepło nie ucieka więc na zewnątrz, ale ogrzewa całą wewnętrzną powierzchnię czajnika. Dzięki temu woda gotuje się szybciej i przy użyciu dużo mniejszej ilości paliwa.

Wydajność urządzenia okupiona jest jego wymiarami. Całość przerasta rozmiarem bardzo duży termos i po włożeniu do mojego średniego plecaka (55 litrów) zajmuje ok. 1/8 jego pojemności. Nie jest to sprzęt dla minimalisty. Nie waży jednak dużo – masa całości wynosi mniej niż kilogram.

czajnik survival kettle test

Zestaw do gotowania to 2 elementy: czajnik i podstawka. Ten pierwszy wyposażony w otwór kominowy oraz wlew wody, która ogrzewana jest między jego podwójnymi ściankami. Pojemność czajnika to 1,2 litra, choć w praktyce podczas gotowania lepiej nie przekraczać 1 litra. Nadmiar wlany „pod korek” będzie kipieć na zewnątrz w trakcie wrzenia. Czajnik stawiany jest na podstawce, będącej paleniskiem. Przez boczny otwór wkłada się do niej kawałki drewna, podsycając ogień. Płomień, powstający na palenisku, ogrzewa czajnik od środka, a gorące powietrze uchodzi górą. Gdy woda gotuje się, wystarczy zdjąć czajnik z paleniska bez gaszenia ognia, a po wykorzystaniu wody wlać nową i kontynuować gotowanie.

Gotowanie w terenie

Survival Kettle jest mało wymagający. Do działania wystarczy mu kilka garści patyków, kawałków drewna lub szyszek, nawet suchej trawy – czegokolwiek, co daje płomień. Czajnik napełniam wodą, jej wlew zamykam korkiem – w komplecie jest taki staromodny, z gwizdkiem – i stawiam na palenisku. Upycham na dnie, jako rozpałkę, nieco suchej trawy oraz drobne patyki i podpalam. W trakcie gotowania dokładam je przez boczny otwór lub od góry.

Pierwsze gotowanie było zaskoczeniem. Nie zdążyłem zużyć nawet połowy zebranego opału, gdy woda zawrzała. Przy intensywnym płomieniu ponad litr wody zagotowałem w ciągu 4 i pół minuty. I to za pomocą drobnych, wyschniętych badyli, z których nie ułożyłbym nawet małego ogniska. Zebrawszy kilka garści małych kawałków drewna mogłem doprowadzić do wrzenia jeszcze dwie porcje wody. Średnica otworu kominowego w czajniku pozwala na wrzucenie nawet sporych fragmentów.

Dodatkową zaletą czajnika jest fakt, że płomień nie ma szans rozprzestrzenić się poza palenisko i nawet gdy gotujemy wśród suchej roślinności, zagrożenie pożarem jest minimalne. Odpada też problem wiatru, zdmuchującego płomień. O ile nie gotuję w czasie wichury, która przewróciłaby jego konstrukcję, wiatr wspomaga działanie czajnika i podsyca ogień. Odwracając go przodem lub bokiem do kierunku wiatru, mogę regulować „cug” w kominie.

czajnik survival kettle test

Gdy woda w Survival Kettle zagotuje się, zdejmuję czajnik, używając bocznych uchwytów. Ich izolacja pozwala nie poparzyć dłoni – czajnik rozgrzewa się mocno, to samo dotyczy składanych rączek. I tu uwaga do użytkowników i producenta: skórzana osłona rączki jest nieco za krótka i nie obejmuje jej całej. Przenosząc napełniony czajnik można przypadkowo dotknąć metalowego elementu i oparzyć się. Pomogłoby proste wydłużenie tych kawałków skóry i to tylko o 2-3 cm.

Po skończonym gotowaniu zdejmuję czajnik z podstawki i pozwalam kawałkom drewna dopalić się w środku. Następnie opróżniam palenisko, które, po odwróceniu do góry dnem, mieści się w „komorze spalania” czajnika. Zdejmuję gwizdek, blokujący wlew wody i zamykam czajnik metalowym korkiem. Już po pierwszym użyciu nie ma mowy o utrzymaniu urządzenia w czystości. Wnętrze komina pokryte jest warstwą sadzy, którą trudno usunąć nawet w domu. W terenie o czyszczeniu można zapomnieć, przy regularnym używaniu Survival Kettle nie ma ono zresztą sensu. Trzeba przywyknąć do noszenia dużego i pachnącego dymem urządzenia, i transportować je w szczelnym worku.

czajnik survival kettle test

Testując dwa egzemplarze Survival Kettle zadałem sobie pytanie: czy da się go napędzać tylko drewnem? Albo ogólnie: tylko paliwem stałym? W teorii zagłębienie na dnie paleniska pozwala wlać tam nieco alkoholu, którego wysoka temperatura spalania również zagotuje wodę. Rezultat był prawie pozytywny. 50 ml alkoholu podpalonego w podstawce szybko wytworzyło w kominie małą burzę ogniową, podsyconą intensywnym przepływem powietrza. Tak mocną, że płomień po pewnym czasie zgasł. Gdy do rozgrzanego paleniska zbliżyłem zapałkę, opary alkoholu zapaliły się raptownie i nastąpiła niewielka eksplozja. Płomień wystrzelił górą i dołem, widowiskowo, ale bez konsekwencji. A zatem da się palić w czajniku alkoholem, jest to jednak ryzykowne i nie polecam tego. Chwila nieuwagi może skutkować depilacją owłosienia na dłoniach i twarzy.

Przed zabraniem w teren przeglądałem recenzje tego urządzenia. Niemal wszyscy zwracali uwagę na staranne wykonanie czajnika i faktycznie – nie widać w nim chęci oszczędzania. Elementy metalowe doskonale dopasowane, starannie wykończone, blacha solidna i wytrzymała na potencjalne upadki. Polski produkt, warty swojej ceny.

Dodatki

Czajnik z podstawką-paleniskiem to zestaw podstawowy, do którego dokupić można dodatkowe elementy. Dwa z nich zasługują na uwagę.

Pierwszym jest para stalowych blaszek, składanych na krzyż i umieszczanych w wylocie komina. Pozwalają one na postawienie nad płomieniem menażki i gotowanie potraw na ogniu, który wydobywa się z wnętrza czajnika. Wystarczy mocniej dawać do pieca i mamy zestaw 2 w 1: gotowanie jedzenia i wody w tym samym czasie.

Drugim jest kuchenka turystyczna na patyki. Składa się ona z podstawki-paleniska i nadstawki, na której umieszcza się naczynie. Jest niewielka (6 cm wysokości, 16 cm średnicy, waga 240g), ale umożliwia stabilne postawienie menażki i gotowanie posiłku wprost na ogniu, bez użycia czajnika.

Te dwa elementy nie ważą dużo, a są fajnym uzupełnieniem zasadniczego zestawu.

czajnik survival kettle test

Parametry

  • Wymiary – 25 cm wysokości po pakowaniu i 31 cm po rozłożeniu, średnica u podstawy 16 cm.
  • Waga czajnika – 570 g
  • Waga paleniska – 132 g
  • Pojemność – 1,2 litra

Podsumowanie

Fajny pomysł, udany projekt i bardzo dobre wykonanie – tak podsumowałbym test Survival Kettle. Poszukującym urządzenia do szybkiego gotowania bez paliwa poleciłbym ten wynalazek bez wahania. Gotuje wodę niemal natychmiast i przy minimalnym zużyciu paliwa. Sprawdzi się nawet w deszczu, jeśli tylko znajdziemy trochę suchego drewna. Można uzyskać je, szukając pod osłoną dużych drzew czy kamieni albo rozłupując na kawałki większe gałęzie. Często nawet mokre z zewnątrz, w środku pozostają suche. Gotowanie w nim jest kompletnie darmowe, pomijając może koszt ewentualnej rozpałki, o ile dźwigasz ją ze sobą.

Patrząc na jakość tych egzemplarzy, których miałem okazję używać – jego zakup będzie jedynym na wiele lat. Nie jest to jednak sprzęt dla każdego. Po tej lekturze łatwo stwierdzić dlaczego.

Po pierwsze i najważniejsze: wymiary. Nawet w dużym plecaku Survival Kettle zajmie przestrzeń wielokrotnie większą niż jakakolwiek maszynka gazowa. Także waga nie zachęca do noszenia na dystanse dłuższe niż 2- lub 3-dniowy szlak. Znacznie lepiej sprawdzi się tam, gdzie nie musimy się dużo i często przemieszczać. Podczas kilkudniowego biwakowania w tym samym miejscu będzie idealnym sposobem na zaoszczędzenie paliwa i szybkie gotowanie wody. Nawet w deszczu można rozbić nad obozowiskiem dużą plandekę i schować się pod nią razem ze sprzętem kuchennym. Jeśli niesie go większy zespół i ciężar rozkłada się między kilka osób, takie rozwiązanie ma większy sens.

Wahałbym się nad polecaniem go rowerzystom – miejsca w sakwach jest zawsze za mało, a czajnik zajmuje taką przestrzeń, jak niewielki śpiwór. Spodoba się za to każdemu, kto przemieszcza się w kajaku lub kanadyjce. W przestrzeni 2-osobowej łodzi zawsze znajdzie się odrobina miejsca na turystyczny czajnik, a biwak nad brzegiem rzeki, gdy woda na herbatę lub kawę jest często na zawołanie – czyste marzenie. Na długich spływach odpłaci się on wioślarzom, zmniejszając ciężar paliwa, jakie będą musieli zabrać.

Czy zabrałbym ten czajnik na większą wędrówkę lub szlak długodystansowy? Zdecydowanie nie. Zostawiłbym go jednak na obóz stacjonarny lub zabrał na krótką wycieczkę z kilkoma osobami.

czajnik survival kettle test

Po drugie: gotowanie tylko wody. Ograniczeniem Survival Kettle jest fakt, że trudno podgrzewać na nim potrawy, wymaga więc zabrania takiego jedzenia, które wymaga tylko zalania wrzątkiem. Dodatkowy ruszt oraz kuchenka na drewno rozwiązują jednak ten problem.

Po trzecie: paliwo, a raczej jego brak w niektórych miejscach. To raczej oczywiste, że czajnik będzie bezużyteczny w miejscach, gdzie nie ma żadnego opału, choć takich miejsc nie będzie zbyt wiele. Nawet w tundrze napalimy suchymi krzewinkami, a na Płaskowyżu Tybetańskim – odchodami zwierząt. Natomiast wyłączy Survival Kettle z użycia wędrówka w długotrwałym deszczu.

Po czwarte: nie da się używać czajnika inaczej, niż na wolnym powietrzu. Gotowanie w namiocie odpada, co może być decydujące przy złej pogodzie. Duża plandeka (tarp) będzie jednak idealna.

Idąc samotnie i na lekko nie dołożyłbym sobie ciężaru, by zabrać Survival Kettle w góry. Na spokojną wędrówkę, w większym zespole, jest już wart rozważenia. Idealny będzie dla osób, które obozowanie traktują jako główny element wyjazdu i nie liczą skrupulatnie ciężaru bagażu. Dobry projekt i świetne wykonanie robią z niego sprzęt na wiele lat.

4 komentarze

  1. Gdy idę samotnie do lasu na dwa dni, największym ograniczeniem SK jest jego pojemność – gotowanie dla jednej osoby litra wody to zwykłe marnotrawstwo. Do zrobienia kawy, herbaty lub czekolady i zalania płatków owsianych lub purree wystarcza mi 0,4 – 0,5l wody. W takich przypadkach lepszy jest kubek z przykrywką, kawałek puszki i 35 ml denaturatu, w dodatku waga zestawu zmieści się poniżej 200 gram. Nawet najmniejsza butla gazowa + mały palnik i kubek będą ważyć połowę tego co SK. Z drugiej strony, gdy idzie się we dwie osoby, wody potrzeba więcej i szala zwycięstwa zaczyna się przechylać na stronę SK. Ja używam Survival Kettle w czasie rodzinnych kilkudniowych wypraw na szlak i na kempingach. I wtedy jest super.

    Natomiast inna sprawa to gotowanie zimą. Szybkość i wydajność SK nie do pobicia.

    Szkoda, że nie ma mniejszego czajniczka, na jakieś pół litra wody. Wiem, że można nosić składaną kuchenkę surwiwalową i gotować na patykach wodę w kubku. Ale dla mnie to słabe rozwiązanie, składanie i rozkładanie tego jest upierdliwe, no i wszystko jest uwalone sadzą. SK w porównaniu do tego jest czysty i schludny.

  2. Ja używam czajnika starego typu. Zamiast uchwytów jest rączka od góry z drewnianym uchwytem (przypomina kankę na mleko). Rozmiar mojego, to jedna pinta, czyli ok. 1/2 litra – więc są mniejsze.

  3. Ja mogę polecić analogiczny produkt czeskiej firmy Alb. Przetestowany gruntownie na wypadach kajakowych i samochodowej wędrówce po Europie i okolicach, która trwa już od maja 2015 roku. Do wad można dodać okopcenie palców dłoni, którą dodajemy paliwo. Po paru dniach używania palce potrafią zrobić się brązowe, po prostu są uwędzone. Trudno je doczyścić szczególnie w terenie. Porcję paliwa (rozpałkę) przechowuję wewnątrz komory spalania, dzięki temu mamy zawsze trochę suchego opału pod ręką. Główne zalety to: szybkość gotowania, działanie na prawie wszystkim, darmowość eksploatacji, niezawodność no i dźwięk tradycyjnego gwizdka 😉 .Wady: wielkość, brud, dym, podstawą odkształca się od temperatury, karkołomne gotowanie (jest rodzaj rusztu w zestawie). Dorobiłem z kawałka rury piecyk, którego używamy wraz z podstawą Alba do gotowania potraw.
    Generalnie w pewnych sytuacjach taki samowar znakomicie się sprawdza, w pewnych słabiej. Pewnością nie jest to uniwersalne urządzenie, które zabrał bym że sobą zawsze i wszędzie, jednak lubimy go po prostu 😉

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *