Główny Szlak Beskidzki – najdłuższy z górskich szlaków w Polsce, przy swoich 500 km jest największym celem, o jaki można pokusić się w Beskidach. Dla niektórych to przepustka na dłuższe szlaki za granicą. Dla wielu – spełnienie marzenia i najdłuższy dystans życia. Przecina główne pasma polskich Beskidów, prowadząc głównymi kulminacjami, często w pobliżu południowej granicy Polski. Zahacza o wiele ważnych szczytów, w tym najwyższą (poza Tatrami) Babią Górę. Jego przejście to zdecydowanie honorowe wyzwanie.

Każdego roku po swój GSB rusza prawdopodobnie kilkadziesiąt osób. Statystyki na stronie PTTK podają za zeszły rok liczbę prawie 80 osób, który przeszły szlak w ciągu max. 21 dni. Przyjmując, że drugie tyle osób nie zgłasza swojego przejścia, daje to ponad 150 osób przechodzących szlak w sezonie.

GSB przeszedłem późnym latem 2016. Plan zakładał wówczas spięcie Beskidów i Sudetów w trawers całej południowej granicy. Na sudecką część zabrakło wtedy czasu, zakończyłem więc na samym GSB. Choć większość szlaku znałem nieźle z wieloletnich wypadów na krótszych odcinkach, teraz, nareszcie, połączyłem je w całość.

Nie miałem zamiaru opisywać każdej godziny na szlaku. Ten artykuł nie jest więc relacją z GSB. Zamiast tego ma odpowiedzieć na pytanie: jak przejść Główny Szlak Beskidzki? Jak zaplanować takie przejście, jak rozłożyć noclegi i długość dziennych odcinków, zaopatrzenie? Na co zwrócić uwagę i na jakie trudności się przygotować?

W kolejnym artykule, który ukarze się za kilka dni, znajdziesz opis sprzętu, jaki warto zabrać na GSB. W 2 wariantach: „ultralekkim” i „tradycyjnym” (ale wciąż lekkim).

Główny Szlak Beskidzki – dane podstawowe:

  • początek: Wołosate, Bieszczady
  • koniec: Ustroń, Beskid Śląski
  • odległość: 500 km (dane wahają się pomiędzy 495 a 518 km, pomiary GPS wskazują niemal dokładnie 500 km)
  • suma podejść: 21 158 m (przy starcie z Wołosatego) lub 21 545 m (z Ustronia)
  • czas: 160 h
Główny Szlak Beskidzki - przebieg
Główny Szlak Beskidzki – przebieg
Profil Głównego Szlaku Beskidzkiego
Profil Głównego Szlaku Beskidzkiego – kliknij, aby powiększyć

Charakter szlaku i potencjalne trudności

GSB to najdłuższy znakowany szlak Polski. 500 km marszu nigdy nie będzie rzeczą „łatwą” dla kogoś, kto wędrował na krótszych dystansach. Taka odległość stanowi znaczące obciążenie dla organizmu i może być „szokiem” dla osoby nieprzyzwyczajonej. Duża odległość może oznaczać drobne urazy stóp (pęcherze, obtarcia) lub większe kontuzje (od drobnych skręceń po złamania zmęczeniowe kości). Chociaż wystąpienie poważnego wypadku na GSB jest bardzo mało prawdopodobne, przed wyruszeniem warto wypróbować siebie na krótszych szlakach. W trakcie samego przejścia nie warto też narzucać sobie forsownego tempa, przynajmniej dopóki nie poczujesz się dobrze z Twoim codziennym wysiłkiem. Na wielu fragmentach GSB czekają forsowne podejścia, nawet w pozornie łatwym Beskidzie Niskim. Towarzyszą im też nieraz strome zejścia, dlatego odpowiednia amortyzacja butów i kijki teleskopowe będą ważnymi ułatwieniami. Nie ma natomiast na szlaku żadnych trudności skalnych.

Znaczna część szlaku to tereny leśne i łąki. Tam, podczas trudnej pogody, idący GSB może dość łatwo znaleźć osłonę przed silnymi wiatrami. Jedynie najwyższe partie szlaku nie dają żadnej ochrony przed kapryśną aurą. Są to: masyw Halicza i Tarnicy, Połonina Caryńska, Połonina Wetlińska oraz Babia Góra. Planując dzień wędrówki na którymś z tych odcinków koniecznie sprawdź prognozę pogody.

Transport

Choć komunikacja publiczna w wielu miejscach Polski kuleje, dotarcie na start nie powinno być kłopotem, zwłaszcza w sezonie letnim. Komunikację do Ustronia zapewniają autobusy z Bielska-Białej oraz Cieszyna, a początek szlaku znajduje się w centrum miejscowości. Dojazd do Wołosatego jest większym problemem. Pojedyncze autobusy długodystansowe docierają z centrum kraju do Ustrzyk Górnych, ale gdy nie załapiesz się na żaden z nich, może to oznaczać kilka godzin czekania lub łapanie okazji. Zaczynając mój GSB dotarłem do Sanoka, skąd jedynym połączeniem był transport do Wetliny. Do Ustrzyk Górnych łapałem autostop. Niestety, w nadchodzącym sezonie sytuacja się pogorszy, gdyż nierentowne bieszczadzkie linie mają zostać zamknięte.

Mapy i przewodniki

Całość GSB pokryta jest mapami turystycznymi. Od wielu lat preferuję arkusze wydawane przez Compass – są bardzo czytelne, zawierają minimum nieścisłości i drukowane są w wygodnej skali 1:50 000. Ma to znaczenie, gdy chcesz na szybko ocenić odległość – 1 cm na mapie to 500 m w terenie. Aby pokryć całość szlaku, potrzebujesz 6 arkuszy. Każdy z nich odpowiada masywom, przez jakie przechodzisz: Bieszczady, Beskid Niski, Beskid Sądecki, Gorce, Beskid Żywiecki, Beskid Śląski. Łączny koszt takiego kompletu to ok. 60 zł. Wadą takiego rozwiązania jest fakt, że oprócz szlaku i jego okolic, mapy obejmują duże obszary będące poza Twoim zainteresowaniem. Z drugiej strony – bądźmy szczerzy, 6 arkuszy papieru nie waży wiele.

Tańszym rozwiązaniem jest przewodnik „Główny Szlak Beskidzki” Agaty Hanuli, wydany także przez Compass. Oprócz informacji krajoznawczych, zawiera on komplet mapek GSB. To te same arkusze, co w dużych mapach, ale przycięte do formatu książki i zawierające tylko bliskie sąsiedztwo szlaku. Zaleta tego rozwiązania? W miarę postępów w marszu możesz wyrywać kolejne strony, odciążając bagaż (wariant dla zdesperowanych).

Możliwy jest wreszcie zakup map i wycięcie z nich jedynie potrzebnych fragmentów lub zeskanowanie ich i wgranie w telefon. To ostatnie zastosowałem sam.

Dla wędrujących z nawigacją przygotowane są mapy poszczególnych masywów na telefony i GPS. Możesz kupić arkusze Compassu, które odtworzysz w urządzeniach Garmina lub na smartfonach z Androidem. Do tych ostatnich niezbędna będzie aplikacja TrekBuddy.

glowny_szlak_beskidzki_mapy

Nawigacja i oznakowanie

GSB jest oznakowany na całej długości. Ale, choć jest to najważniejszy szlak polskich Beskidów, jakość znakowania jest różna.

Zazwyczaj dobrze oznakowane są odcinki biegnące przez parki narodowe. Nie mam też zastrzeżeń do środkowej i zachodniej części szlaku (choć są wyjątki). Istnieją jednak miejsca wymagające prac znakarskich. Dotyczy to przede wszystkim wschodniego Beskidu Niskiego, w masywie Tokarni i okolicach. Na długich odcinkach szlak pozbawiony jest oznaczeń, a ich brak jest szczególnie rażący w miejscach, które tego potrzebują: na skrzyżowaniach, zakrętach, rozstajach dróg. Bywa, że nieźle odmalowana ścieżka gubi czerwone paski właśnie w takich punktach. Zmusza to turystę do zapuszczania się w kolejne odnogi, w poszukiwaniu tej właściwej. Źle oznakowane jest przejście szczytu Polana za Chyrową. Szlak ginie w okolicach Ropek k. Hańczowej. Niedostatecznie oznakowane jest przejście przez Skawę. Poza tym często możliwa jest wędrówka nim bez mapy.

Oznakowanie GSB - masyw Baraniej Góry
Oznakowanie GSB – masyw Baraniej Góry

Na pytanie: „czy brać mapę i kompas?” odpowiedź brzmi „zdecydowanie tak”. Pomijając kłopotliwe miejsca, regularne sprawdzanie swojego położenia pomaga kontrolować rozkład dnia, ocenić czas dotarcia do celu, zaplanować zakupy.

Czy potrzebny jest odbiornik GPS? Zdecydowanie nie. Papierowa mapa wystarczy w zupełności, chyba, że zamierzasz rejestrować ślad Twojej wędrówki. Poza sytuacjami skrajnymi (zima, olbrzymie zachmurzenie i mgła) nawigacja satelitarna jest zbędna. Jeśli jednak uważasz, że potrzebujesz wsparcia ze strony GPS lub chcesz dokładnie zaplanować trasę, poniżej znajdziesz trasę Głównego Szlaku Beskidzkiego w formacie GPX – możesz otworzyć ją w darmowym programie Google Earth i prześledzić przebieg szlaku z dokładnością do kilku metrów:

Plik GPX „Główny Szlak Beskidzki” – aby pobrać, kliknij prawym klawiszem myszy i wybierz „Zapisz jako…”.

Przebieg szlaku znajdziesz również w serwisie WaymarkedTrails.org.

Przebieg szlaku i pasma górskie

Główny Szlak Beskidzki to 6 pasm o zmieniającym się charakterze.

Pierwsza połowa (od wschodu) to Bieszczady i Beskid Niski. Te masywy są moimi faworytami. Wysokie Bieszczady to fantastyczny,, widokowy, choć niekoniecznie łatwy, początek przejścia. W Bieszczadach szlak stosunkowo rzadko schodzi do miejscowości, czeka Cię więc wielogodzinny marsz przez połoniny i las. Za doliną Osławy, w Beskidzie Niskim, aż do Rymanowa jest to marsz w dość dzikich górach. Wschodni Beskid Niski to także najsłabiej oznakowany fragment GSB.

W środkowej części Beskidu szlak ociera się o kilka miejscowości lub schodzi do nich, trzymając się jednak głównych szczytów: Cergowej, Hyrowej, Magury Wątkowskiej. To też odcinek, na którym warto dobrze zaplanować zaopatrzenie, gdyż Twoje noclegi mogą wypadać z dala od miejscowości. Dopiero dalej, za Wołowcem, szlak pokonuje masyw Hańczowskich Gór Rusztowych, kilka dużych podejść i zejść, z masywem Koziego Żebra na czele. Między grzbietami przecina kilka małych miejscowości, leżących blisko siebie (Ropki, Mochnaczka). Koniec tego odcinka to zejście do Krynicy.

Tu charakter GSB zmienia się radykalnie. Znikają zarośnięte ścieżki i opuszczone doliny, a ich miejsce zajmują szerokie i uczęszczane szlaki Beskidu Sądeckiego, na których regularnie spotkasz ludzi. Kilka godzin za miastem czeka bacówka na Hali Łabowskiej – miejsce to jest niemal dokładnie połową GSB. Gdy tam dotrzesz, daj sobie czas na krótkie świętowanie: połowa drogi za Tobą! Ziemia Sądecka to także pierwsze poważne trudności. Już dzień później przyjdzie Ci ich doświadczyć podczas wielogodzinnego podejścia z doliny Popradu na Niemcową, Wielki Rogacz i Radziejową. Ta kilkugodzinna pętla, robiona w upalne południe, pozostała w mojej pamięci jako miejsce najbardziej „wyżymające” z sił. Jest to także jedno z czterech dużych podejść na GSB. Kolejnymi będą: Lubań w Gorcach, Polica i Babia Góra w Beskidzie Żywieckim i Barania Góra w Śląskim.

Za Radziejową szlak długo traci wysokość, by po zejściu do Krościenka szybko odzyskać ją na Lubaniu. Grzbiet Gorców jest moim drugim faworytem w kwestii urody – ładny szlak obfituje tam w wyjątkowe widoki na okoliczne masywy, w tym Tatry.

Po opuszczeniu Gorców zaczyna się odcinek wymagający cierpliwości. To przejście przez okolice Rabki, wyjątkowo nieatrakcyjną okolicę Zakopianki, mylne oznaczenia w Jordanowie (tu szlak zmieniał przebieg w ostatnich latach) i zagmatwane przejście przez dolinę Skawy. Pokonywałem go późnym wieczorem i wspominam źle. Rekompensatą za niego było poranne przejście pasmem Policy i samotny wieczór na Babiej Górze. Najwyższy szczyt Głównego Szlaku Beskidzkiego jest jedynym, który daje złudzenie przebywania w górach wysokich, podobnych do Tatr. To też moment na kolejne świętowanie: co by nie było, wyżej nie będzie! Za Babią czeka Cię jeszcze kilka godzin na przełęcz Glinne i podejście na Pilsko.

W mojej opinii gdzieś tutaj uroda GSB zaczyna blaknąć. Miejscem, w którym poczułem „to już koniec”, było schronisko na Rysiance. Dalej czekało długie i nieprzyjemne, kamieniste zejście do Węgierskiej Górki, a nazajutrz marsz przez wiatrołomy wokół Baraniej Góry oraz zabudowany grzbiet Stożka i Czantorii. Ostatnim wysiłkiem jest Równica – gdy wydaje się, że po bardzo stromym zejściu z Czantorii nogi zaraz odmówią posłuszeństwa, a cel jest już osiągnięty, GSB zmusza Cię do pokonania dodatkowych kilkuset metrów w górę i natychmiastowego zejścia. To prawdziwy test na wytrwałość, kiedy wiesz, że meta jest 2 km stąd, a Ty masz jeszcze prawie 400 m w górę i w dół. Ostatecznie szlak wraca do Ustronia i tam, przed stacją kolejową, możesz radośnie przyklepać czerwona kropkę na słupie. Na drogowskazie ani śladu informacji, że tu właśnie kończy się / zaczyna najważniejszy szlak Beskidów.

Parki narodowe

GSB przechodzi przez kilka parków narodowych i liczne rezerwaty. Oprócz ograniczeń w nocowaniu tam, są to jedyne miejsca, w których pobierana jest opłata za wstęp. Dotyczy to parków: Bieszczadzkiego (Gniazdo Tarnicy i połoniny) oraz Babiogórskiego (przy wejściu z przeł. Krowiarki). W Magurskim i Gorczańskim nie ma poboru opłat.

Jaki kierunek wybrać?

Kierunek marszu na GSB nie ma znaczenia dla trudności. Choć Wołosate leży nieco wyżej od Ustronia i droga wschód → zachód oznacza minimalnie mniej podejść, różnica jest zaniedbywalna. Kierunek marszu ma jednak znaczenie dla odbioru tego szlaku.

Wyruszając z Wołosatego, pierwszą połowę GSB spędzisz w samotności, we względnie pustych i dzikich górach, nie spotykając wielu osób i rzadko mijając miejscowości. Poza Gniazdem Tarnicy i połoninami, różnice wysokości będą nieduże. Zwłaszcza Beskid Niski cechować będą najmniejsze na całym GSB różnice między dolinami i grzbietami. Przez pierwszych 7-10 dni nie czekają Cię naprawdę długie i strome podejścia. Te zaczynają się w Beskidzie Sądeckim.

Idąc ze wschodu dotrzesz do tych trudności już rozchodzony. Startując na zachodzie duże różnice wysokości masz krótko po starcie.

Drugą różnica jest zagospodarowanie gór. Idąc w kierunku Ustronia, z gór pustych trafiasz w gęściej zamieszkane i przecięte drogami. Ułatwia to robienie zaopatrzenia podczas drugiej połowy, sprawia jednak, że ostatni odcinek niekoniecznie jest pięknym finałem wędrówki. To oczywiście subiektywna opinia, ale po opuszczeniu masywu Babiej Góry moja wędrówka straciła bardzo wiele uroku za sprawą wszechobecnych wyciągów, zniszczonych lasów i przejść przez liczne miejscowości. Ostatni dzień na GSB, spędzony w masywie Stożka i Czantorii, był dla mnie jednocześnie najmniej atrakcyjnym.

Z drugiej strony – obierając kierunek na wschód zostawiasz sobie na koniec piękniejszą połowę szlaku. Zmęczenie Beskidami Zachodnimi i ich podejściami mogą Ci więc zrekompensować samotność i cisza. Przejście najwyższych pasm Bieszczadów będzie znakomitą nagrodą na zakończenie.

Start z Wołosatego to łatwiejszy początek i kierowanie się ku większym trudnościom. Z Ustronia – to wysiłek na początku i wyciszenie wśród przyrody na koniec. Obydwa warianty są sensowne. Który uznasz za lepszy, zależy od Ciebie.

gsb_ustron
Koniec GSB – Ustroń w Beskidzie Śląskim

Termin

Sezon na GSB zaczyna się, zależnie od roku, w okolicach długiego weekendu majowego. To czas, gdy szlaki będą już przetarte, ale noce niekiedy zimne, a na dużych wysokościach możliwe będą przymrozki. Na Babiej Górze, w tym terminie, może zalegać śnieg.

Klasyczny termin na GSB to okres czerwiec – wrzesień. Początek tego okresu to zazwyczaj ciepła pogoda oraz najdłuższy dzień w roku. Lipiec to w Karpatach szczyt opadów, dlatego wahałbym się nad wykorzystywanie go na GSB. W polskich Beskidach preferuję raczej sierpień, miesiąc o stabilniejszej, dobrej pogodzie. Także wrzesień to bardzo dobry okres – wciąż ciepły i o znacznie mniejszej frekwencji na szlakach. Jego wadą są krótsze dni.

Październik to koniec sezonu. Przejście GSB jest wtedy możliwe, ale pogoda staje się niepewna. Krótki dniom towarzyszą wtedy niskie temperatury, nocny mróz i ryzyko długotrwałych deszczów.

Zimowe przejście GSB

Główny Beskidzki zimą? To możliwe i dokonało tego co najmniej kilka osób, w tym jedna kobieta, Ewelina Domańska. Z Eweliną miałem okazję rozmawiać o Jej wyczynie, a zapis tej rozmowy znajdziesz w naszym wywiadzie.

Aby przejść GSB zimą, potrzebujesz sporego doświadczenia z letnich i zimowych wędrówek. Musisz też nastawić się na duże opady śniegu lub niespodzianki w rodzaju gwałtownych ociepleń. Ostatni sezon pokazał, jak nieprzewidywalna jest górska zima. Zima na GSB wymaga specjalistycznego wyposażenia: śpiwora, kuchenki i zapasu paliwa, izolującej odzieży, znacznie większego plecaka, być może rakiet lub nart. Wymaga też dobrej kondycji, a przede wszystkim praktyki w wędrowaniu zimą. Przejście GSB o tej porze roku może wydłużyć się do 4-6 tygodni.

Czas przejścia

Przy założeniu, że wędrujesz „przewodnikowym” tempem, przejście GSB możesz zamknąć w 16 dniach. Oznacza to 10 godzin marszu dziennie, co jest w granicach możliwości przeciętnego piechura. Na ile więc planować swój GSB?

Obecny rekord czasowy szlaku wynosi 5 dni z udziałem ekipy wspierającej (rekord Maćka Więcka to 114 h 50 m) oraz 6 i pół dnia bez wsparcia (150 h 50 m Rafała Bielawy i Kamila Klicha). Rekord kobiecy GSB wynosi 9 i pół dnia (232 h Kai Milanowskiej). Jeśli chcesz wykręcać podobne czasy, ten artykuł zdecydowanie nie jest dla Ciebie.

Moje przejście GSB zajęło 11 dni, do których doliczyć musiałem 1 dzień na niespodziewaną regenerację. To osłabienie wywołane było prawdopodobnie zbyt szybkim startem, świeżo po tym, jak wróciłem z trudnego trawersu Islandii. 11 dni to bardzo kiepski czas dla biegacza górskiego i bardzo dobry dla turysty. Nie namawiam Cię jednak do takiego śrubowania czasu. Chyba że, tak jak ja, znasz już GSB i jego przejście traktujesz jako okazję do sprawdzenia swoich sił.

Jeśli czujesz się pewnie i mocno, możesz obliczyć swoje przejście na 2 tygodnie. Termin 14-dniowy oznacza przechodzenie każdego dnia około 35 km oraz 1,5 km podejść. To wynik osiągalny dla doświadczonego piechura idącego na lekko. Wymaga uprzedniego zaplanowania dziennych odcinków, lekkiego bagażu i wędrowania po 12-13 h dziennie. Jest to wariant dla doświadczonych.

Jeśli GSB ma być Twoim pierwszym szlakiem długodystansowym, moja rada brzmi: daj sobie 18-20 dni. Zacznij wówczas od 2-3 spokojnych dni, podczas których przejdziesz 16-20 km w czasie 6-7 h. W miarę jak poczujesz się pewniej, wydłuż dzienne odcinki do 25-27 km i 8-9 h marszu. Jest to tempo umiarkowane, osiągalne dla sprawnego dorosłego, które nie pozbawi Cię sił. Takie umiarkowane tempo sprawi, że być może zbędne staną się „dni zerowe” (takie, podczas których nie ruszasz się z miejsca w ogóle), gdyż organizm będzie regenerował się na bieżąco, nie wymagając dłuższych odpoczynków. Mając więcej czasu jesteś panią/panem sytuacji. Możesz skracać niektóre odcinki, dzielić je na pół i zaplanować nawet kilka „dni zerowych”. Jeśli nie znasz w pełni swoich możliwości i nie wiesz, jak zadziała Twój organizm na długiej trasie, 3 tygodnie powinny dać Ci margines bezpieczeństwa.

Sprzęt

Listę sprzętu na GSB w stylu „ultralight” opisałem w jesiennym artykule „500 kilometrów i 3,5 kg sprzętu”. Taki 3,5-kg zestaw jest ideałem, daje jednak tylko minimum komfortu, niezbędne do przetrwania wędrówki. Jaki sprzęt warto zabrać na przejście GSB, gdy planujesz normalne biwaki, gotowanie w terenie i odpoczynki poza cywilizacją? Za kilka dni, w kolejnym tekście, znajdziesz 2 propozycje takiego wyposażenia.

Noclegi

Rada nr 1: na Główny Szlak Beskidzki nie zabieraj namiotu.

Rada nr 2: jeśli zawsze wędrujesz z namiotem i uważasz, że jest niezbędny lub jeśli Twoi znajomi dobitnie twierdzą, że musisz mieć namiot – patrz pkt. 1.

Ta sugestia może wydawać się radykalna. Namiot jest jednak elementem, bez którego na GSB swobodnie się obejdziesz, oszczędność na wadze będzie zaś znacząca. Niemal całość szlaku prowadzi poniżej granicy lasu, który zapewni ochronę przed silnym wiatrem. Na GSB doskonałym rozwiązaniem będzie więc lekki tarp, który rozciągniesz między drzewami lub za pomocą kijków teleskopowych i szpilek. O tym dlaczego warto wybrać takie schronienie przeczytasz tu.

Jeśli szukasz lekkości i masz doświadczenie w improwizowaniu, rozważ zabranie płachty biwakowej. Ten awaryjny typ schronienia nie osłoni Cię w razie wielodniowych opadów. Waga, jaką oszczędzasz, pozwoli jednak na pokonanie każdego dnia większego dystansu i dotarcie do schronienia. Mając płachtę, możesz więc tak planować noclegi, by wypadły one w miejscach osłoniętych: w deszczochronach, wiatach, szałasach, od czasu do czasu także schroniskach. GSB obfituje w takie miejsca, a wiele z nich zaznaczonych jest na mapach. Jeśli obawiasz się nocowania w nich pomyśl, że najsłynniejszy szlak Ameryki, Appalachian Trail, wiele osób przechodzi w oparciu właśnie o takie schronienia.

Wiaty, szałasy i deszczochrony na GSB

Poniższa lista darmowych miejsc nie wyczerpuje wszystkich, może być jednak dobrą bazą do planowania Twojego przejścia:

Bieszczady: punkty kasowe parku narodowego (Brzegi Górne, Smerek), wiata na przeł. Żebrak, baza namiotowa Rabe (wiosną i jesienią pusta), wiata na szczycie Chryszczatej.

Beskid Niski: chata Jawornik (często pusta, około 20 min od szlaku), baza namiotowa SKPB Wisłoczek (otwarta lipiec – sierpień, poza tym pusta), Pustelnia św. Jana k. Chyrowej, wiata na przeł. Halbowskiej nad Krempną (zaznaczony na mapach domek myśliwski jest zamknięty i ogrodzony), wiata na Magurze Wątkowskiej (na granicy parku narodowego), baza namiotowa SKPB w Regietowie (otwarta lipiec – sierpień, poza tym pusta).

Beskid Sądecki: wiata za szczytem Runek, szałasy w rejonie Hali Pisanej i Jaworzyny Kokuszczańskiej (około 20 min od szlaku), wieża na Radziejowej.

Gorce: baza namiotowa na Lubaniu (otwarta lipiec – sierpień, poza tym pusta), wieża widokowa na Lubaniu, szałas na Obidowcu (na granicy parku narodowego).

Beskid Żywiecki: schron leśny ok. 1 km za Bystra Podhalańską, wiata na Polanie Malinowe (10 min od szlaku, słaba), kaplica na Okrąglicy, szałas na południe od Okrąglicy (5 min od szlaku), wiata na przeł. Krowiarki (na granicy parku narodowego, nocleg możliwy, gdy odjadą strażnicy z punktu kasowego), szałas pod Mędralową, baza namiotowa Głuchaczki (otwarta lipiec – sierpień, poza tym pusta), prywatna baza Jaworzyna (nowa, otwarta ok. 10 min od Głuchaczek), przeł. Glinne (niewielkie zadaszenie).

Beskid Śląski: wiata w dol. Czarnej Wisełki (za Baranią Górą, 5 min od szlaku), wiata na Przeł. Szarcula, zabudowania na grzbiecie przed Czantorią.

Kilka dodatkowych wiat znajduje się wewnątrz rezerwatów i parków narodowych. Z tego powodu nie wymieniam ich na liście i nie namawiam do nocowania w nich. Oprócz opcji bezpłatnych znajdziesz na GSB dużo schronisk i chatek studenckich. W połączeniu z wiatami tworzą one dobrą bazę, dzięki której namiot możesz spokojnie zostawić w domu.

Moje ulubione miejsca do spania na GSB? Bacówka pod Honem, Hala Łabowska, baza na Lubaniu i chatka AKT w Pietraszonce. To oczywiście subiektywny wybór. Niewypróbowanym, ale bardzo klimatycznym miejscem jest też chata w Przybyszowie, we wschodnim Beskidzie Niskim.

Główny Szlak Beskidzki - nocleg w pustej bazie na Lubaniu, w Gorcach
Główny Szlak Beskidzki – nocleg w pustej bazie na Lubaniu, w Gorcach

Jedzenie

Najdłuższe odcinki GSB, które musisz pokonać bez robienia zaopatrzenia, nie przekraczają 2 dni. Taki zapas jedzenia wystarczy więc zawsze. W praktyce bardzo rzadko niosłem więcej niż 1-1,5 kg jedzenia. Jeśli wędrujesz wolniej i twoje dzienne przebiegi będą mniejsze, 2-2,5 kg prowiantu wystarczy na przejście nawet długich fragmentów GSB. Zabieranie zapasów na 5-7 dni to zbędny wysiłek.

Możliwe punkty zaopatrzenia

Bieszczady: Wołosate, Ustrzyki Górne, Smerek, Cisna, Komańcza.

Beskid Niski: Rymanów Zdrój, Iwonicz Zdrój, Lubatowa, Kąty, Bartne (20 min od szlaku), Zdynia, Hańczowa, Mochnaczka Niżna, Krynica. Do tego schroniska: w Ustrzykach, Cisnej, Komańczy i Bartnem. Najdłuższy odcinek to Komańcza – Rymanów (1,5 – 2 dni).

Beskid Sądecki i Gorce: Krynica, Rytro, Krościenko, Rabka Zdrój. Łącznie są to 3 długie odcinki, liczące po 1,5 – 2 dni, ale obfitujące w schroniska i kwatery prywatne: Jaworzyna, Hala Łabowska, Cyrla, Kordowiec, Niemcowa, Przehyba, Krościenko, Studzionki, przeł. Knurowska, Turbacz, Stare Wierchy, Maciejowa.

Beskid Żywiecki i Śląski: Jordanów, Bystra Podhalańska, Przeł. Glinne (sklep 200 m po stronie słowackiej, zapłacisz także złotówkami), Żabnica, Węgierska Górka, Przeł. Kubalonka. Najdłuższy odcinek to Bystra – Glinne (2 dni). Schroniska w tej części Beskidów są jednak wszechobecne: Hala Krupowa, Markowe Szczawiny, Hala Miziowa, Rysianka, Hala Lipowska (10 min od szlaku), Słowianka, Barania Góra, Pietraszonka (15 min od szlaku), Stecówka, Kubalonka, Soszów, Stożek, Czantoria, Równica.

Przejście GSB realizowałem bez kuchenki. Oznaczało to jedzenie gotowych produktów, regułą było też jedzenie tam, gdzie to możliwe. Innymi słowy: zejście do sklepu oznaczało zawsze postój i obfity posiłek, po którym do końca dnia jadłem oszczędnie. Zejście do miejscowości lub schroniska łączyłem z posiłkiem w barze. Częste punkty zaopatrzenia pozwalały na jedzenie świeżych produktów i dźwiganie w plecaku tylko niewielkiego zapasu.

Woda

Szlak przechodziłem w połowie września. Zwłaszcza w środkowej części towarzyszyły mi silne upały. Wodę przenosiłem w 2-litrowym bukłaku, który pozwalał pić bez zdejmowania plecaka. Taki zapas z reguły wystarczał na 4-8 godzin nawet w środku gorącego dnia.

GSB regularnie biegnie grzbietami, co oznacza, że zdarzają się kilkugodzinne odcinki bez wody. Jest ona jednak powszechna w dolinach, dość regularnie spotyka się też źródła na zboczach. Z wyjątkiem jednego miejsca, podejścia pod Kolanin w Beskidzie Niskim, nie wyczerpałem nigdy niesionego zapasu. Również jej filtrowanie było zbędne – źródła są niemal zawsze czyste. Tam, gdzie szlak na długich odcinkach biegł grzbietami, posiłkowałem się wodą ze schronisk.

Bez względu na Twoje tempo marszu, zapas 2 litrów powinien być wystarczający na całym GSB. Jeśli piszesz dużo, pomocna może być dodatkowa rezerwa 0,5 l.

Czy zabierać na szlak izotonik? Podczas mojego przejścia dodatek minerałów w wodzie pomagał wędrować w silnym upale. Jeśli trafisz na podobne warunki i Twoja utrata soli wraz z potem będzie znaczna, rozważ wzięcie niewielkiego zapasu. Wcześniej przeczytaj jednak artykuł o nawadnianiu. W chłodniejsze dni na szlaku nie używam izotoniku w ogóle.

Koszty

Koszt przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego to sprawa indywidualna. Noclegi i posiłki w schroniskach podniosą koszt przedsięwzięcia. Co do mnie, ustaliłem budżet mojej trasy na 40 zł/dzień. Taka kwota dawała spory margines bezpieczeństwa, mieściły się w niej 4 noclegi oraz jedzenie. Jeśli nocujesz za darmo i sam przyrządzasz posiłki, rozsądny budżet może wynieść ok. 20-25 zł/dzień. Pozwoli on jeść różnorodnie i zdrowo, choć bez fajerwerków. Przy założeniu niewielkiej rezerwy finansowej i bez kosztów transportu, da się przejść GSB za 500-600 zł.

17 komentarzy

  1. W Magurskim Parku Narodowym także są pobierane opłaty i to już od kilku lat. Nie zawsze jest to forma tradycyjna, która polega na postawieniu pkt kasowego przy wejściu. Często są to tablice informacyjne z podanym nr sms, na który należy wysłać wiadomość. W zamian otrzymujemy sms będący biletem wstępu do parku. Jednak spotkamy się także w tej okolicy z tradycyjną formą poboru opłat np. na Foluszu.

    • Ciekawe czy brak środków na koncie = niemożność wejścia do Parku Narodowego.

      • Nie, ale mandacik mozliwy. Ciekawe natomiast jak wyglada sprawa jesli idac szlakiem po prostu telefon mi sie rozladuje 😉

      • lapetti

        Brak środków w prepaidzie to pół biedy. W Beskidzie Niskim – również w okolicy Magurskiego Parku Narodowego ‚większym problemem’ bywa … brak zasięgu GSM 😉 Czego ciągle i nadal życzę sobie i Państwu 😉

  2. Łukasz O

    Super opis, może kiedyś kondycja pozwoli na przejście GSB.
    Co do aplikacji to zamiast wiekowego Trekbuddy polecam LocusMap(są dwie wersje, darmowa z reklamami i płatna bez). Można używać własnych map, obsługują bardzo dużo formatów. Można też kupić w ich sklepie(są mapy Compassu). Można też wgrać punkty gpx. Jest śledzenie, udostępnianie w necie itp.
    100x lepsza aplikacja od Trekbuddy, używałem obu i polecam 🙂

    • Poza tym w Locusie sa inne mapy komercyjne Asamm SW (polecam; swietna wekorowka) i Map1eu oraz SHOCartu (te ostatnie przydatne w pasmach granicznych). The best dla outdoorowca to jednak mozliwosc korzystania z rastrow geoportali (nie tylko polskiego) – dla nieobeznanych powiem ze wygladaja jak sztabowki

  3. Co do wykazu wiat będących potencjalnymi miejscami biwakowymi to jest w B. Niskim dobre miejsce na Grzywackiej Górze w kaplicy. Spałem tam i mogę polecić. Szlak omija to miejsce o dosłownie 200/ 300 m. Dokładnie chodzi o miejsce nad Kontami.

  4. Ech… Piękny szlak, na który chętnie wracam. W Polsce polecam inny mniej znany i ciut krótszy (445 km), za to znacznie trudniejszy logistycznie niebieski „Szlak Graniczny”. Za to na północy mamy kontrę dla Szlaku Orlich Gniazd, Szlak Kopernikowski.

  5. Turysta pieszy

    Narobiłeś mi ochoty, Łukaszu. Na początku września postaram się przejść ten szlak. Będzie to powrót po 20 latach, ciekawy jestem, ile się pozmieniało, ile zapamiętałem, a ile zapomniałem. Namiot jednak wezmę. Stary już jestem, lubię wygody. Poza tym raz wypuściłem się na 2500 km z tarpem i od tamtej pory zawsze biorę ze sobą namiot, tym bardziej, że waży obecnie zaledwie 800 g, zajmuje może ze 3 litry po złożeniu, a kosztował mnie zaledwie 200 zł i rok testowania oraz ulepszania w warunkach polowych. Jest to – gdyby ktoś był ciekawy – Blackthorn 1, zmodyfikowany w taki sposób, że da się go rozstawić na kijkach teleskopowych.

    • Ten namiot wazy wg producenta 1,5kg, a realna waga pewnie wyzsza jak to zwykle bywa w przypadku budzetowych wynalazkow, wiec nie opowiadaj pan bajek.

      • Turysta pieszy

        Szanowny Panie Michale,
        owszem, zakupiony ważył niewiele ponad 1,5 kg, ale jak już wspominałem w swoim komentarzu, co zapewne Pan przeoczyłeś, zmodyfikowałem go nieco:

        1. Wywaliłem zupełnie stelaż (który swoją drogą i tak był kompletnie do bani) i rozstawiam go obecnie na kijkach trekingowych, których nie wliczam w wagę namiotu. Dzięki temu odpadło mi 385 g wagi, a poza tym zwinięty namiot zajmuje mniej miejsca w plecaku.
        2. Wyrzuciłem stalowe szpilki (oryginalnie było ich 18 szt. po 20 gram każda), zastępując je lżejszymi odpowiednikami (9 gram sztuka) i zmniejszyłem ich liczbę do 9 (w zupełności wystarcza).
        3. Zlikwidowałem też odciągi na wywietrzniki, które lekko zmodyfikowałem.

        Tak więc pozwolę sobie zauważyć, że bajek nie opowiadam.

        Namiot owszem jest budżetowy, ma swoje wady – największą jest to, że producent i sprzedawcy łżą bezwstydnie jeśli chodzi o wymiary: nie jest to namiot dla osób o wzroście powyżej 185 cm. Ale jak na budżetowy wynalazek sprawuje się całkiem nieźle 😉
        Swojego Blackthorna jak na razie przetestowałem na dwóch dłuższych spacerach (1400 km z Warszawy do Fryburga między sierpniem a październikiem 2016 oraz 250 km z Krynicy do Sátoraljaújhely szlakiem E3 przez Słowację w maju tego roku). Zabieram go najbliższym czasie w Góry Świętokrzyskie, a we wrześniu posłuży mi zapewne na niemieckim odcinku szlaku E9.

        • Jestem bardzo ciekawa jak przerobiłeś konstrukcję ze stelaży na wsparcie o kije trekkingowe. Rozwinąłbyś temat? Szukam pomysłu na lekki namiot.
          Dzięki z góry, pozdrawiam

          • Turysta pieszy

            Proszę bardzo 😉
            1. Blackthorn ma dwa pałąki w kształcie trapezów bez dolnej podstawy; na nich trzyma się sypialnia: wyższy trapez jest w głowie, a niższy w nogach.
            2. Kijki teleskopowe rozkręcam. Ich dwa dolne segmenty idą w nogi, środkowe i górne w głowę. Mam już boki obu trapezów.
            3. Górne podstawy trapezów zrobiłem z tytanowych szprych, które przenoszę wewnątrz kijków (ważą zaledwie kilka gram). Aby je przymocować, wywierciłem małe dziurki w kijkach.
            4. Trzeba też wymienić zaczepy sypialni, aby móc ją przymocować do kijków. Wyrzuciłem plastikowe zaczepy i po prostu używam tasiemek do podwiązywania.

            Te całe moje kombinowanie wyszło z potrzeby chwili. W Jurze Frankońskiej mój namiot został stratowany przez spłoszoną łanię, stelaż poszedł w diabły. W najbliższej wiosce był mechanik rowerowy, z którego pomocą wymyśliłem prototyp powyższego rozwiązania. Posłużył mi wtedy bez większych problemów jeszcze przez jakieś 350 km. Ulepszoną wersję wziąłem ze sobą ostatnio na przejście Słowacji i też dała radę.

            Lubię namiot. Nie lubię wyciągać rano pomrowów ze śpiwora 😉

  6. Ależ z Ciebie wariat i pasjonat! Zazdroszczę 🙂 Sam wybrałbym się na taką dłuższą wycieczkę pieszą.

  7. Chatka AKT na Pietraszonce, to miejsce które powinien odwiedzić każdy szanujący się włóczykij !

  8. Jest jeszcze opcja przewędrowania szlaku z rowerem. Znaczna część szlaku prowadzi drogami, które z punktu widzenia turysty pieszego są po prostu nudne. W takich miejscach rower staje się alternatywą godną rozważenia. W ubiegłym tygodniu przewędrowałem z rowerem cały GSB od Ustronia po Wołosate. W żadnym miejscu nie opuściłem szlaku. Pomimo, że się nie spieszyłem, zajęło mi to poniżej 7 dni, chociaż miałem ze sobą ciężki, 15-kilogramowy stalowy rower oraz sprzęt biwakowy, zapas prowiantu, itp.. Na lekko ludzie pokonują GSB rowerem w ok. 4 dni. Relacja: http://garmin.bikestats.pl/1603545,GSB-2017.html i fotorelacja: https://photos.app.goo.gl/uv42VyFFgwHSzFtq2 .

  9. Łukasz, dzięki wielkie za ten przewodnik i przede wszystkim, za czas jego wydania! Od lipca realizuję projekt przejścia tego szlaku, ale niestety, z przyczyn zawodowych, robię to w odcinkach… chociaż plan początkowo był inny. W każdym razie, wzięłam sobie do serca wiele z Twoich rad, zwłaszcza „punkt pierwszy” nie zabieraj namiotu”, co pozwoliło mi sporo odciążyć plecak.
    Obecnie pozdrawiam z Przehyby i idę dalej! 🙂

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *