Beskid Mały, Makowski i Wyspowy. Wędrując po wewnętrznych masywach Karpat zazwyczaj omijam te trzy. Bieszczady lub Beskid Niski – to moje najczęstsze miejsca. A ucywilizowane góry na północy, przecięte drogami i dość gęsto zaludnione? Omijałem je długo i dopiero w tym roku postanowiłem odwiedzić. Pretekstem było przejście trasy znanej jako Mały Szlak Beskidzki.

Wiosną tego roku przeszedłem główny szlak Gór Świętokrzyskich. Odkrywanie polskich szlaków „średniodystansowych” spodobało mi się na tyle, że poszedłem za ciosem. Nie mam natury kolekcjonera i nie zaliczam gór ani szlaków, aby mieć je w wykazie. Wędrowanie „średnimi” szlakami okazało się jednak świetnym pomysłem w czasie, gdy mam jedynie kilka dni na wyjazd, a mam ochotę przejść jakiś szlak w całości. Po wypadzie w Świętokrzyskie, spojrzałem na południe. O Małym Szlaku Beskidzkim słyszałem już wcześniej i wydawał się on logiczną kontynuacją.

Mały Szlak Beskidzki (MSB) nazwą i przebiegiem nawiązuje do Głównego Szlaku Beskidzkiego (GSB). Jest też jego przeciwnością, a może raczej uzupełnieniem. Idąc GSB poznajemy głównie pasma leżące blisko granicy Polski. Ten najdłuższy szlak górski omija więc masywy oddalone bardziej na północ. Lukę tę wypełnia właśnie MSB, który prowadzi przez pasma Beskidów, o które GSB nie zahacza. Są to (od zachodu): Beskid Mały, Makowski i Wyspowy.

Jak przejść Mały Beskidzki? Gdzie się zatrzymać, zrobić zaopatrzenie? Gdzie można przenocować pod dachem, a gdzie pod namiotem? Jaki sprzęt jest niezbędny? Jakie zabrać mapy? Ten artykuł jest krótkim przewodnikiem i praktycznym podsumowaniem. Opisuje przebieg szlaku, moje rozwiązania sprzętowe i logistykę przejścia.

Mały Szlak Beskidzki – dane podstawowe:

  • Zachodni koniec Małego Szlaku Beskidzkiego to Bielsko Biała (dzielnica Straconka), wschodni – Luboń Wielki w Beskidzie Wyspowym.
  • Odległość – 137 km.
  • Suma podejść – 5 600 m (w kierunku Bielsko Biała – Luboń) lub 5 000 m (przy starcie ze szczytu Lubonia)
  • Czas – 3-6 dni

mały szlak beskidzki mapa

Dojazd

Wygodniejszym punktem startu, gdy dojeżdżasz w góry z północy lub centrum Polski, wydaje się Bielsko. Miasto jest lepiej skomunikowane z dużymi ośrodkami kraju, bezpośredni pociąg z Pomorza, Warszawy czy Śląska dostarcza Cię niemal na początek szlaku. Startując z Małopolski lub Podkarpacia łatwiejsze będzie jednak dotarcie do Rabki i start ze szczytu Lubonia.

Powrót z końcowego punktu szlaku może być kłopotliwy. Nawet w dzień roboczy drogą przez Rabkę nie kursował żaden sensowny transport do Krakowa. Zaliczyłem długie oczekiwanie, szybką podwózkę busem do Mszany i dopiero tam przesiadkę do stolicy Małopolski.

Kierunek wędrówki nie ma znaczenia dla trudności trasy. Teoretycznie, idąc z zachodu, pokonujemy większą różnicę wysokości – 5,6 km zamiast 5 km. Jest ona jednak pozorna, gdyż nie uwzględnia podejścia na szczyt Lubonia z Rabki. Warto zwrócić uwagę na dość konkretną różnicę wysokości na MSB: chociaż jest on tylko o 30 km dłuższy od Głównego Szlaku Świętokrzyskiego, suma podejść jest na nim prawie dwukrotnie większa. Poprzeczka trudności jest więc zawieszona znacznie wyżej.

Mapy i przewodniki

Do nawigacji używałem dwóch: „Beskid Mały” 1:40 000 i „Beskid Makowski” 1:50 000 wyd. Compass. Są dokładne, czytelne i zawierają znikome ilości błędów. Druga z nich zawiera też niemal cały niezbędny odcinek szlaku w Beskidzie Wyspowym. Całość szlaku można przejść kierując się samymi znakami, bez mapy. W praktyce zdarzają się miejsca wątpliwe, z kiepskim oznakowaniem lub prowadzące w otwartym terenie, gdzie możliwości namalowania znaków nie było. Na taką okoliczność mapę lepiej mieć. Jeśli nie lubisz dźwigać, możesz zeskanować i wydrukować tylko interesujące Cię fragmenty.

Podobnie jak przy Głównym Świętokrzyskim mógłbym napisać, że przewodnik jest zbędny. Tyle, że „oficjalnie” wydanego, papierowego przewodnika po MSB zwyczajnie nie ma. Jest za to zwięzły i praktyczny przewodnik dostępny on-line autorstwa Angeliki Kantor i Mateusza Grzegorzka. Zawiera on fragmenty map, choć trudno ich używać jako jedynej pomocy w nawigacji.

Przebieg szlaku i podział gór

Mały Szlak Beskidzki przebiega przez 3 pasma:

1. Beskid Mały

Początek to przedmieścia Bielska Białej, na które, z centrum miasta, dojedziesz autobusem. Szlak rozpoczyna się pod dużym kościołem i wspina się na szczyt Czupela (654 m). Stamtąd grzbietem tego pasma, niemal cały czas zalesionym, prowadzi kilka godzin do doliny Soły i Jeziora Międzybrodzkiego.

Za jeziorem szlak wspina się na wierzchołek Żar (761 m) i tu zaczyna się zasadnicza część Beskidu Małego. Grzbiet główny prowadzi niemal ściśle na wschód, przez Wielką Cisowa Grapę, Potrójną i Leskowiec. Nazwa „Beskid Mały” zmyliła mnie, gdy planowałem to przejście. Nawet szybkim marszem trudno jest przejść cały ten masyw w jeden dzień. Ma on 35 km w linii prostej, co oznacza prawie 45 km szlakiem. Gdy na początku ścieżki staniesz późnym rankiem, po kilku godzinach spędzonych w pociągu, ten pierwszy etap może być niezłym sprawdzianem kondycji. Oczywiście nie ma obowiązku przechodzenia go w 1 dzień: po drodze znajduje się kilka dobrych miejsc biwakowych i aż 5 schronisk.

Całość Beskidu Małego to ok. 44 km i 14-15 h marszu, w tym 1 920 m podejść i 1 830 m zejść.

mały szlak beskidzki profil

2. Beskid Makowski

Za Leskowcem szlak schodzi do Krzeszowa i tu zaczyna się drugi z masywów, największy. W Beskidzie Makowskim Mały Szlak Beskidzki prowadzi grzbietami, ciągnącymi się w linii wschód-zachód. Pierwszy z nich to nieduży masyw Żurawnicy (724 m) i Żmijowej. Za nim szlak przecina dolinę Skawy i wspina się na pasmo Chełmu (603 m), którym prowadzi przez ok. 5 h. Po tym czasie schodzi do Palczy, za którą wchodzi na główny grzbiet Pasma Babicy (728 m) i nim około 6 h do Myślenic. Tu kluczy przez centrum miasta, by zmienić zdecydowanie kierunek. Ze wschodniego skręca na południowy wschód, mijając schronisko „Kudłacze” i wspinając się pasmem Lubomira i Łysiny. To kolejny, dość długi odcinek poprowadzony z dala od dolin, schodzący na koniec do Węglówki.

Za Węglówką Beskid Makowski kończy się, a szlak wchodzi na niewielkie wzniesienie Wierzbanowskiej Góry, należącej już do Beskidy Wyspowego. Jednak to leżąca nieco dalej Kasina jest lepszym punktem do szukania noclegu i zaopatrzenia. Warto więc potraktować odcinek Węglówka – Kasina jako swoiste przedłużenie Beskidu Makowskiego.

W okolicach Kasiny szlak zatacza szeroką pętlę (to jedyny, niewielki fragment, który wykracza poza mapę „Beskid Makowski”) i wraca do głównej drogi biegnącej przez Kasinę Wielką.

Całość Beskidu Makowskiego oraz grzbiet Wierzbanowskiej Góry to około 70 km i 21-23 h marszu, w tym 2 480 m podejść i 2 420 zejść.

mały szlak beskidzki profil

3. Beskid Wyspowy

Mały Szlak Beskidzki zahacza o ten masyw, przechodząc przez 2 duże szczyty. Dają one jednak niezłe pojęcie o tym, czym jest wędrowanie przez Wyspowy. Na szczyt Lubogoszczy (968 m) podchodziłem po południu i z lekkim plecakiem, mimo to kilkaset metrów różnicy wysokości, w dodatku robionych w upale, było najgorszym momentem tego przejścia. Tutaj zrobiło już swoje ogólne zmęczenie, po przejściu ponad 100 kilometrów. Stając na wierzchołku przypomniałem sobie, czemu nigdy wcześniej nie przyjechałem w Wyspowy z własnej woli. Dalej czeka dość długie zejście do Mszany Dolnej, kilka kilometrów przez lasy i wsie, a na koniec ostre podejście pod Luboń, najwyższy punkt całego MSB.

Odcinek MSB w Beskidzie Wyspowym (po odliczeniu Wierzbanowskiej Góry) to 7 h i około 21 km szlaku, w tym 1 230 m podejść i 765 m zejść.

mały szlak beskidzki profil

Wejście na Luboń (1 022 m) daje złudzenie skończonego szlaku. Stamtąd czeka jednak strome zejście 570 m do Rabki Zdrój. Ten ostatni odcinek, gdy nie zostawisz na niego rezerwy mocy, może Cię konkretnie dobić. Mnie dobił.

Od kilku osób usłyszałem krytyczne uwagi na temat takiego zakończenia szlaku. Fakt, że znajduje się na szczycie, równa się konieczności doliczenia tych „nadprogramowych” metrów różnicy z najbliższej miejscowości. Kiedy zaczynasz MSB na szczycie Lubonia musisz pokonać niemal 600 metrów w pionie, aby w ogóle stanąć na początku szlaku. Masz więc świadomość, że wysiłek ten jest daremny, gdyż nie wlicza się do kilometrów, jakie masz do przebycia. Ma to oczywiście sens, ale moim zdaniem tylko psychologiczny. Szlak przebiega tak, a nie inaczej i trzeba być po prostu przygotowanym na trudny początek lub zakończenie, i tyle. Nikt z amerykańskich długodystansowców nie obraża się chyba, gdy po kilku miesiącach wędrowania Szlakiem Appalachów musi jeszcze na koniec wbić się 1 300 metrów na szczyt Mount Katahdin.

Niektórzy wspominali także odcinki asfaltowe. Było ich rzeczywiście trochę, głównie podczas przechodzenia przez miejscowości. Najmniej przyjemne były strome zejście z Lubomira i droga przez Kasinę. Moim zdaniem nie ma tragedii, szlak rzadko prowadzi ruchliwymi drogami. Ogólnie – da się znieść, choć nie są one atrakcyjne.

Czas przejścia

Powyższe czasy wyliczone są dla przeciętnego turysty, nie obejmują jednak odpoczynków. Łączny czas 42–45 godzin będzie krótszy dla osoby idącej na lekko, nawet o 25%. I w drugą stronę: miłośnicy biwakowania, idący na „ciężko”, mogą potrzebować ponad 50 h.

Ile potrzeba na przejście MSB? Biorąc pod uwagę odległość i spore przewyższenia, najkrótszym wariantem dla „normalnego” człowieka wydaje się 3-dniowy. Siebie uważam za normalnego (niektórzy mają wątpliwości) i moje przejście zaplanowałem właśnie na 3 dni. Wystartowałem pierwszego dnia z Bielska o 11.40, kończąc na szczycie Lubonia trzeciego dnia o 23.30.

3 dni

Wariant dla idących na lekko i szybkich, zakładający pokonywanie 45 km i ponad 1 500 metrów przewyższenia dziennie. Decydując się na niego warto startować z Bielska o świcie, aby mieć zapas czasu.

Pierwszy dzień przeznacz na przejście Beskidu Małego, z Bielska do Krzeszowa. Jeśli po tym odcinku będziesz mieć jeszcze zapas siły, przejdź całość lub część masywu Żurawnicy. Idealnie, jeśli Twój nocleg wypadnie w Zembrzycach, w dolinie Skawy. To plan ambitny, ale, jeśli z Bielska wyjdziesz bardzo wcześnie, możliwy. Drugiego dnia przejdź do Myślenic lub (w ambitniejszym wariancie) schroniska Kudłacze. Startując trzeciego dnia z okolic Kudłaczy, nawet wliczając zmęczenie po takim marszu, względnie na luzie dojdziesz wieczorem na Luboń.

4 dni

Wariant spokojniejszy, ale i tak ambitny. Tu noclegi można zaplanować: 1) w chacie na Potrójnej, 2) w masywie Babicy, przed Myślenicami oraz 3) w rejonie Lubomira i Węglówki. Dzienny dystans wyniesie około 30-35 km, do osiągnięcia przez mocniejszych zawodników. Wadą tego wariantu jest środkowy nocleg, wypadający na długim odcinku, prowadzącym poza cywilizacją.

5 dni

Opcja „normalna”, z dziennymi odcinkami na poziomie 27-28 km, a więc osiągalnymi dla większości turystów. Tu noclegi możesz planować bardziej elastycznie i – jeśli wolisz – bliżej ludzi. Przykładowe miejsca na trasie 5-dniowej to: Przeł. Kocierska, Zembrzyce, Myślenice, Kasina Wielka. Ponieważ każde z nich to miejscowość lub schronisko, wariant ten jest dobry, gdy każdą noc chcesz spędzić pod dachem.

6 dni

Dla przemieszczających się, z wyboru bądź z konieczności, na spokojnie. Tu wystarczy dzienne tempo na poziomie 23 km. Szlak mija sporo miejscowości, możesz więc zaplanować biwaki wyłącznie w domach i schroniskach lub wariant mieszany, z wykorzystaniem namiotu.

maly_szlak_beskidzki_schronisko_kudlacze
Mały Szlak Beskidzki, schronisko na Kudłaczach

Sprzęt

Podobnie jak na Głównym Szlaku Świętokrzyskim, także na MSB wybrałem styl „ultralight”, zamiast dźwigania kilogramów sprzętu. Powtórzę jednak to, co napisałem w relacji z GSŚ: każdy ma prawo do własnego tempa i „szybciej” nie dla każdego oznaczać będzie „lepiej”. Niektórzy wyjeżdżają w góry nie dla pokonanych kilometrów, ale pięknych miejsc biwakowych i kontemplacji widoków. Każdy niech wybiera to, co lubi. Ja sam nie biegam, ale lubię zdecydowane tempo.

Mój bagaż na MSB był niemal identyczny z tym zabranym na szlak Gór Świętokrzyskich. Był też bardzo podobny do tego, który później przeszedł ze mną Główny Szlak Beskidzki.

Poza ubraniami niesionymi na sobie, moje wyposażenie zmieściło się do plecaka Salewa Apex 22.

Moją „sypialnią” był X-lite 200 Cumulusa, który towarzyszył mi także na Islandii. Od gleby izolowała mnie mata dmuchana Sea To Summit Ultralight (400 g), bardzo pakowna po zwinięciu.

Do tego cienka koszulka noszona w dzień, koszulka z wełny merino na wieczór, lekka bluza Powerstrech i wiatrówka zamiast kurtki. Do tego lekkie spodnie Salewa Agner Orval. Całość uzupełniała cienka czapka i 2 pary zapasowych skarpet (Bridgedale Trailhead).

MSB był drugim szlakiem, jaki przeszedłem w podejściówkach (Salewa Mountain Trainer). Sprawdziły się bardzo dobrze, ale po 140 km marszu uznałem je za odrobinę zbyt sztywne na technicznie łatwe ścieżki. Podczas kolejnego przejścia, na Głównym Szlaku Beskidzkim, zamieniłem je na buty biegowe i takie obuwie wydaje mi się obecnie optymalne w polskie Beskidy. Gdy idziesz przez okolice Myślenic czy Makowa Podhalańskiego, nie ma tam szlaków na tyle trudnych, by wymagały wysokich, sztywnych butów za kostkę. Ich ciężar będzie Cię tylko spowalniał, a latem zafunduje odparzenia nóg. Lekkie buty trailowe i lekki bagaż – po mijającym roku to moja recepta na polskie Beskidy.

Zrezygnowałem też ze sprzętu kuchennego, kupując jedzenie po drodze. Chociaż odcinki między miejscowościami bywają na MSB spore, rzadko przekraczają 8 godzin. Mając więc zapas jedzenia na 1 dobę mogłem przeżyć wędrówkę. Temperatury były wyższe niż wiosną w Świętokrzyskich, dlatego miałem większy zapas wody – 2 litry, niesione w camelbagu. Resztę sprzętu stanowiły: mała apteczka, dokumenty, czołówka, mapy, scyzoryk, zapalniczka, kompas, telefon i kosmetyczka. Do tego lekkie kijki teleskopowe z włókna węglowego, używane potem także na przejściu Głównego Szlaku Beskidzkiego. Z aparatu fotograficznego zrezygnowałem, oszczędzając 1/2 kg. Łączna waga sprzętu wyniosła około 3,5 kg.  Oprócz tego 1,5-2,5 kg wody i jedzenia.

Jeśli interesuje Cię szczegółowa lista sprzętu, z jakim pokonuję takie szlaki, zajrzyj do artykułu o Głównym Szlaku Beskidzkim. On tłumaczy moją filozofię wędrowania na lekko.

maly_szlak_beskidzki_sprzet
22 litry wystarczyły, by spakować się na Mały Szlak Beskidzki. Na zdjęciu: przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego kilka miesięcy później, z bardzo podobnym zestawem sprzętu

Schronienie/noclegi

Na kilkudniowy szlak, taki jak ten, nie potrzebujesz namiotu. Owszem, warto mieć możliwość snu w terenie. Na Mały Szlak Beskidzki zabrałem śpiwór i materac, gdyż nie miałem ściśle zaplanowanych miejsc noclegowych. Ilość potencjalnych schronień jest jednak na tyle duża, że namiot jest zbędny. Wystarczy minimum planowania. Jeśli wędrujesz przy złej pogodzie i koniecznie chcesz mieć jakąś osłonę, wystarczy tarp.

Po pierwsze: miejscowości. Niemal każda większa wieś i miasteczko oznacza agroturystykę/pensjonat. Na trasie MSB jest też kilka schronisk. W praktyce co 3-6 godzin napotykasz miejsce, w którym możesz zatrzymać się na noc. Od strony Bielska-Białej takimi punktami są:

Beskid Mały: schronisko Chrobacza Łąka, Przełęcz Kocierska, chatka na szczycie Potrójnej, chatka pod Potrójną, schronisko Leskowiec.

Beskid Makowski: Krzeszów (pensjonat zaznaczony na mapie, w terenie go nie widziałem), Zembrzyce, ośrodek wypoczynkowy w Zakrzewiu (pod szczytem Chełmu), Myślenice, schronisko na Kudłaczach, Weglówka. Nie ma natomiast możliwości noclegu w obserwatorium na Lubomirze.

Beskid Wyspowy: Kasina, Kasina Wielka, Mszana Dolna, schronisko na Luboniu Wielkim.

Po drugie: na szlaku spotkasz wiaty turystyczne, dobre jako miejsca noclegowe nawet w deszczu. Idealnymi miejscami są np. wiata na szczycie Kiczery (za górą Żar), na Leskowcu (piękne widoki gratis), na podejściu pod Babicę, za Kasiną Wielką, (kilkaset metrów od szlaku, tzw. Polana Mogiła, zaznaczona na mapach) i na odcinku Mszana – Glisne (b. skromny daszek).

maly_szlak_beskidzki_leskowiec2
Na szczycie Leskowca

Nawigacja

Bezproblemowa. Na całej długości Beskidu Małego ani razu nie wyjąłem mapy. Na dalszych odcinkach była mi potrzebna nie więcej niż 2-3 razy. Nawet w nocy nie miałem problemu z odnalezieniem szlaku. Oznakowanie jest regularne i wyraźne, przewyższa niektóre odcinki Głównego Szlaku Beskidzkiego.

Jedzenie i woda

Kilka punktów, opisanych wyżej jako ewentualne noclegi, to także możliwe punkty zaopatrzenia. Miejscowości ze sklepami to: Bielsko, Krzeszów, Zembrzyce, Myślenice, Kasina, Mszana i Rabka. Nie warto zabierać zapasu jedzenia na więcej niż 2 dni, uwzględniając oczywiście dni świąteczne. Najdłuższy odcinek bez zaopatrzenia to 45 km przez Beskid Mały. Po drodze znajdziesz na nim jednak schroniska oraz stację narciarską na szczycie Żaru. Dalej na wschód jest już lepiej.

Wybór „gotować czy nie” zależy od preferencji. Nie miałem kłopotu z zostawieniem w domu kuchenki, gazu i menażki. Zaopatrzenie w sklepach było wystarczające, kalorie uzupełniałem też w barach.

Przy okazji drobna podpowiedź: jeśli MSB wyciśnie Cię z energii, zejdź do Mszany i zlokalizuj obok szlaku restaurację. Nazywa się „Alfa” i podają w niej 50-centymetrową pizzę. Nie popełnij tego błędu co ja i nie podchodź do tego specjału w pojedynkę. Nie masz szans 🙂

Woda na MSB występuje rzadko, mimo to nie była kłopotem nawet w upał. 2 litry były zapasem wystarczającym na kilkugodzinne przebiegi. Generalna rada: szlak biegnie zazwyczaj kulminacjami grzbietów, gdzie wody nie ma. Nabieraj ją więc w źródłach napotykanych na podejściach z dolin i miejscowości. Pomocą służyć też mogą gospodarze schronisk i mieszkańcy wsi. W polskie góry nigdy nie zabieram filtra do wody, na MSB również był zbędny. Wystarczy ostrożność przy wybieraniu źródeł i unikanie tych, które znajdują się w sąsiedztwie zabudowań, poniżej pastwisk i dróg lub takich, w których woda ewidentnie stoi nieruchomo. Dobra rada: przed wejściem na Lubogoszcz uzupełnij zapas wody, np. w jednym z domów w Kasinie. Podejście na ten szczyt w gorący dzień to czyste zło.

Zima

Podobnie jak na każdym górskim szlaku, zima może zmienić wszystko. Beskidy pokryte śniegiem stają się niekiedy poważnym wyzwaniem, a tempo marszu spada 2-3 krotnie. Dzień skraca się znacząco. Szlak w wielu miejscach będzie przetarty słabo lub wcale, czekają Cię więc godziny torowania. Narty śladowe bądź rakiety nie będą wtedy złym pomysłem, choć gdy śnieg nie jest bardzo głęboki, wolę polegać na sile własnych nóg. Zaletą MSB jest fakt, że rzadko prowadzi otwartymi terenami, a las daje osłonę przed zimnym wiatrem.

Gdy teraz o nim myślę, zimowe przejście Małego Szlaku Beskidzkiego może być bardzo fajną przygodą. Oznacza prawdopodobnie 6-9 dni marszu w śnieżnej scenerii (o ile będzie to prawdziwa zima), niemal na pewno w samotności. Mając zimowe doświadczenie z jednodniowych wycieczek można pokusić się o takie przejście, co pokazuje ten opis 6-dniowego przejścia zimowego.

mały szlak beskidzki zima luboń
Zima zmienia wszystko. Okolice Lubonia Wielkiego

Mały Szlak Beskidzki – podsumowanie

Przejście MSB cieszy mnie głównie dlatego, że było pretekstem do zajrzenia, po raz pierwszy, w Beskid Mały. Nareszcie mogę powiedzieć, że odwiedziłem WSZYSTKIE pasma polskich Karpat.

Było też okazją do zobaczenia gór leżących na uboczu głównych i uczęszczanych masywów. Beskid Makowski czy Mały to miejsca bez tłumów. Nie ma tu też oszałamiających widoków, choć panoramy z Leskowca czy Potrójnej robią wrażenie. Swoim spokojem i względną pustką przypominają niektóre partie Beskidu Niskiego. Są jednak znacznie gęściej zaludnione i cywilizacja niemal zawsze jest tu na wyciągnięcie ręki tzn. zejścia z grzbietu. Paradoksalnie, choć zamieszkałe, góry te są jakby trochę zapomniane.

Uroda? Rzecz względna. W moich wędrówkach wybieram zazwyczaj góry wyższe, bardziej przestrzenne. Jeśli szukasz widoków – Mały Szlak Beskidzki to niekoniecznie ten adres. Dla kogo jest ten szlak? Dla tych, którzy chcą po prostu pójść w góry i cieszyć się samym faktem wędrowania, bez żadnych większych wymagań.

I, podobnie jak szlak Gór Świętokrzyskich, to także dobre miejsce do treningu przed dłuższymi przejściami. Dla mnie wiosenny MSB był testem sprzętu i wędrowania „na lekko” przed tegorocznym Głównym Szlakiem Beskidzkim. To, czego nauczyłem się wiosną, między Bielskiem a Luboniem, zaprocentowało pod koniec lata, na znacznie dłuższym przejściu GSB.

20 komentarzy

  1. Fajny tekst. Ubiegłeś mnie. Sam na swojej stronie chciałem zebrać praktyczne spostrzeżenia po zeszłorocznym przejściu. Ale pewno nie zrobiłbym tego tak kompleksowo.
    Pozdrawiam

  2. Mnie najbardziej zniszczyło podejście na Żar. No myślałem, że płuca wypluję. Środkowy odcinek – od Leskowca do Myślenic – w sporym błocie, czasami nawet powyżej kostek. Wtedy doceniłem pancerne Engadiny, które miałem na nogach 😀

  3. Ja wodę zdobyłem u podnóża Żaru u sympatycznej pani. Domy na przeciw parkingu.
    A pizzeria w Myślenicach świetna. Mają tam też doskonałe tortille i zapiekanki z pieca.

  4. Piękna wycieczka Łukaszu! Zapraszam wiosną na Pogórze Ciężkowickie i Rożnowskie i dalej w Beskid Wyspowy, Gorce, Pieniny i Beskid Sądecki , długodystansowym, niebieskim szlakiem z Tarnowa na Wielki Rogacz -184km!!!

  5. Niezły plan z tymi długodystansowymi trasami! Łukaszu jest jeszcze 445km niebieski szlak Rzeszów – Grybów im. Pułaskiego.

  6. Hej 🙂 Bardzo dobry artykuł dla osób chcących ruszyć na Mały Szlak Beskidzki, a na pewno warto nim pójść, bo jest bardzo atrakcyjny 🙂
    Dzięki za umieszczenie odnośnika do naszego przewodnika 🙂

    Pozdrawiamy
    Angelika i Mateusz
    http://www.mynaszlaku.pl

  7. Super są te Twoje opisy szlaków jak ten (jest szansa na kontynuację :)). Prawdziwe perełki, nic tylko spakować plecak i wyruszyć. Podoba mi się też to, że „nie zrezygnowałeś” z polskich gór, mimo tylu doświadczeń i przejść zagranicznych. Bo nie ma co ukrywać dla nas, Polaków, polskie góry to często nieodkryte skarby. No i dostępność zarówno czasowa jak i finansowa jest zupełnie inna niż chociażby takich Alp czy słowackich Tatr.

  8. Naprawdę dobry, konkretny i pomocny opis.Jeżeli chodzi o przejście MSB, dodam moją krótką relację z kwietnia 2014 roku:

    ” Wystartowałem z Bielska w sobotę o 4:38, na Luboniu byłem w poniedziałek o 11:04. Muszę przyznać, że szlak bardzo dobrze oznaczony, pierwszego i ostatniego zonka zaliczyłem w Mszanie za dworcem PKS, ale miejscowy zaraz mnie nakierował na most na Rabie i momentalnie wróciłem na szlak.
    W pierwszy dzień z racji znakomitej pogody, którą chciałem wykorzystać, maksymalnie ciągłem i udało się dojść do Chełmu Wschodniego, i tam spałem w ambonie myśliwskiej, skąd rano miałem bardzo ładny widok na wschodzące słońce.
    Drugi dzień to także dobra pogoda, kropić zaczęło dopiero na Lubomirze, ale udało się dociągnąć do Kasiny Wielkiej, gdzie nocleg za grosze znalazłem w drugim napotkanym pensjonacie.
    Trzeci dzień to wietrzna pogoda i walka z maksymalnie już bolącym ścięgnem achillesa w prawej nodze, ale jakoś doczłapałem do schroniska na Luboniu, dzwonek do drzwi, chwila rozmowy i odpoczynku i zejście niebieskim do zakopianki.
    Szlak momentami zachwycający widokami, momentami odstraszający (Chełm -> Chełm Wschodni), ale z całą pewnością wart przejścia, choćby dla spotkania takich ludzi jak Pani Zuza z koleżanką w schronisku na Kudłaczach.”

    Dodam patrząc z perspektywy dwóch lat, że startując wcześnie rano z Bielska jest ogromny problem z pierwszym noclegiem, Hrobaczą mija się zaraz na początku szlaku, a Potrójną i Leskowiec w połowie dnia, potem długo długo nic, żadnej wiaty, żadnego szałasu, żadnej dużej kapliczki, gdzie się można schronić w wypadku niepogody, jeżeli nie ma się dodatkowo namiotu.

  9. Łukaszu czy jest możliwa, przy okazji planowanych przejść po polskich górach, recenzja plecaków Deuter ACT Lite 40 lub 50 oraz w wersji l&f Salomon Trail 20 lub inny minimalistyczny model Salomona? ( nie mam na myśli biegowych plecaków „kamizelkowych”)

    • Sprzętu Salomona od dawna nie używałem, ale jest szansa, że na przyszłoroczne wędrówki zabiorę dwa modele Deutera, w tym ACT Lite 50. Przyglądam się im od dawna i są jednymi z nielicznych, w których pasy biodrowe leżą na mnie bardzo dobrze. Solidne i z dobrymi pasami, które przejmuja obciążenie z ramion – tak w skrócie bym o nich napisał. Ceną za to jest waga samego plecaka, ale jestem gotów ją zapłacić w zamian za wygodę.

  10. Piszę bo brakowało mi w twoich zestawieniach sprzętowych opinii nt. produktów tych uznanych marek😊 sam obecnie używam do celów turystycznych solidnego modelu deuter trans alpine 30. Mimo specyfikacji plecaka rowerowego i „symbolicznego” pasa biodrowego, komfort korzystania jest niedościgniony 😊 mam jednak w planach nieco większy plecak deutera, stąd moja prośba o recenzję. Produkty Salomona zawsze fascynowały mnie swoją innowacyjnością, funkcjonalnością i prostotą jednocześnie. Wydają się idealne dla przejść na lekko, tylko czy sprawdzą się na naprawdę długich dystansach?

    • Mało mam doświadczeń z Salomonem. Na przykład ich buty mają kiepską renomę, choć sam w jednych Salomonach przeszedłem 4 000 km. Dobrą opinię mają ich kamizelki i plecaki biegowe. A reszta sprzętu? Niestety nie miałem z nim do czynienia. W tym roku mam nadzieję sprawdzić natomiast 2 modele Deutera.

  11. Hej
    Jestem świeżo po przejściu MSB. Szedłem od Lubonia do Bielska-Białej 4 dni, głównie z powodu krótkich dni. W warunkach letnich da radę pokonać tę trasę w 3dni. Nocowałem w schronisku na Kudłaczach, namiocie (okolice Chełma) i w chatce pod Potrójną (niesamowite i klimatyczne miejsce). Był to mój pierwszy dłuższy szlak, dopiero zdobywam doświadczenie. Do tej pory odbyłem mnóstwo 1-2 dniowych wycieczek ale po przejściu MSB wiem że to jest moja bajka i chcę więcej 🙂 Dzięki Twojej stronie Łukaszu odważyłem się na dłuższe wyprawy i dziękuję Tobie za inspirację.

  12. witam. przeszedłem ten szlak w 2014 r. chyba w maju. Razem z moimi kompanami jedliśmy w fanklubie Justyny Kowalczyk. Prowadzący bar odradzał nam wejście na lubogoszcz ponieważ tydzień wcześniej była tam straszna nawałnica i połamało kilkaset drzew. Oczywiście byliśmy twardzi. Powiem szczerze takiej przeprawy jeszcze nie miałem. Na szlaku od początku góry po sam szczyt leżało drzewo na drzewie. Były momenty, że szliśmy tylko po ogromnych pniach. Co kilka metrów musieliśmy przeskakiwać powalone konary. To dopiero było czyste zło. A górze Żar również przyznaję 2 miejsce. Pozdrawiam Qba Kościan

  13. Fajny opis. Odnośnie busów z Rabki do Krakowa – jedna kwestia. Być może po prostu trafiłeś w złe miejsce. Busy odjeżdżają regularnie (w tygodniu częściej niż co godzinę, w weekendy co 1,5h) z mini-dworca w północnej części Rabki. Faktem jest, że nie jeżdżą przez całą miejscowość, ale połączenie z Krakowem nie jest złe (to pierwszy przystanek, więc łatwiej o miejsce) i często z niego korzystamy schodząc z Gorców.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *