Jeśli wędrujesz zimą po górach niskich, z reguły nie masz szans na spotkanie z lawinami. Jeśli idziesz w Karkonosze, Tatry, Alpy lub jeszcze wyżej, zagrożenie z ich strony rośnie. Jak unikać lawin i jak ratować ofiary wypadków przez nie wywołanych? Aby to wiedzieć, warto wybrać się na kurs lawinowy.

Dwie podstawowe reguły dotyczące wypadków lawinowych są nieubłagane:

  1. Jedyny pewny sposób uniknięcia lawiny, to nie iść zimą w wysokie góry. Ryzyko nigdy nie będzie zerowe.
  2. Chociaż zdarzają się samoistne zejścia lawin, większość wypadków lawinowych wywołanych jest wyzwoleniem ich przez człowieka.

Jeśli chodzisz zimą po niskich górach, a więc np. Beskidach i Sudetach, jesteś właściwie bezpieczny/a. Nawet duży opad śniegu w zalesionych i łagodnych masywach nie wystarczy, by wyzwolić lawiny. Wyjątkami są obszary powyżej granicy lasu. Połoniny Bieszczadów, Babia Góra, Karkonosze – to kilka miejsc w których zjawisko to występuje. Smutny przykład karkonoskich Śnieżnych Kotłów pokazuje, że nawet w górach pozornie bezpiecznych, biała śmierć może zebrać obfite żniwo.

Zupełnie innymi prawami rządzą się góry wysokie. Co roku w polskich i słowackich Tatrach notuje się przypadki śmierci pod zwałami śniegu, które spadły w dolinę, poruszone przez narciarza bądź turystę.

W teorii każdy idący w te góry powinien mieć świadomość zagrożenia i potrafić je ocenić. Po kilku sezonach wspinaczkowych, letnich i zimowych, sam uważałem, że moja wiedza o lawinach jest może nie duża, ale wystarczająca. Działo się tak dopóki kilka razy nie wszedłem w miejsce, które niespodziewanie przerosło moje umiejętności oceny. Niby mogłem je pokonać i przejść przez nawiane poduchy oraz zaspy. Niby mogłem przebić się przez świeżo spadły puch. A jednak czułem wtedy, że sytuacja wymyka się spod kontroli bardziej niżbym chciał. Że niewielkie deski śnieżne, pękające pode mną oznaczają coś złego. I że nie potrafię właściwie ocenić sytuacji, w jakiej się znalazłem. Przekonywałem wtedy sam siebie, że wszystko jest OK i to tylko chwilowe trudności. Przez niepewny teren zawsze przechodziłem cało. A jednak działo się to bardziej dzięki wyczuciu, niż rzetelnej wiedzy.

Kilka lat temu podjąłem próbę zimowego wejścia na Rysy. Przy lawinowej „dwójce” wbiłem się w żleb i zacząłem przekopywać przez zwały śniegu przy Buli pod Rysami. Ochłonąłem dopiero, gdy luźny puch zaczął sięgać pasa. Podłoże było niestabilne, przesuwałem się powoli, warunki pogarszały się z wysokością. Przypomniałem sobie wtedy o uczestnikach słynnej wycieczki, którzy zginęli, porwani przez lawinę mniej więcej w tym miejscu. Zawróciłem i może dzięki temu żyję.

Brak systematycznej wiedzy był dokuczliwy. Przypadek sprawił, że natrafiłem w sieci na ogłoszenie o kursie lawinowym, organizowanym w Tatrach. Kolejny przypadek sprawił, że mimo kompletu osób zwolniło się jedno miejsce. W pierwszy weekend lutego spakowałem plecak i porannym pociągiem dotarłem w Tatry. W schronisku trafiliśmy pod opiekę przewodników ze szkoły górskiej „Morskie Oko”.

Warunki były idealne. Dość chłodno, śniegu umiarkowanie dużo. W noc poprzedzającą szkolenie spadło jednak kilkanaście centymetrów. Ostatniego dnia nad Tatry przyszedł halny. Silny wiatr wywiewał śnieg z gór, w zagłębieniach tworząc nawiane poduchy i zbite deski. Warunki idealne, aby zaobserwować, jak zachowuje się śnieg pod wpływem tak zmiennej pogody.

Żadne streszczenie nie odda dobrze przebiegu kursu. Bardzo szybko nauczyłem się jednej, prostej reguły: żaden wykład ani książka, choćby najlepsze, nie zastąpią działania w terenie. Wieczorny wykład przypomniał kilka prawideł, kilka spraw ułożył w głowie. Ale dopiero wyjścia w góry pokazały, jak kłopotliwe może być zastosowanie tej wiedzy w praktyce. To tylko dwie doby spędzone w górach, ale nigdy wcześniej nie miałem okazji dowiedzieć się tak wiele na temat lawin i ratowania się z nich, jak w tym krótkim czasie.

Jak powstaje lawina? Jakim przemianom podlega śnieg? Jak rozpoznać niestabilne warunki? Jak wybrać trasę, gdy w górach „walnie” 40 cm świeżego puchu? Jakie znaczenie mają pogoda, teren i rodzaj podłoża? Czy śnieg może być sprężysty? Większość z nas wyobraża sobie śnieg jako luźną warstwę miękkiego puchu. Wystarczyło jednak kilka minut pracy za pomocą łopaty i piły, by dostrzec, jak wiele postaci przybiera. Krótki test wytrzymałościowy pokazał, że pozornie stabilna powierzchnia załamuje się pod ciężarem, a pęknięcia w niej rozprzestrzeniają się błyskawicznie na duże odległości. Pozornie miękkie podłoże pokazało różnorodne warstwy, które mogą ślizgać się i zjeżdżać jedna po drugiej, gdy wykonać prosty przekrój przez śnieżne zbocze.

Żadnej z tych rzeczy nie nauczylibyśmy się z książki. Trzeba było zobaczyć je na własne oczy.

 kurs lawinowy morskie oko

kurs lawinowy morskie oko

Głównym punktem każdego szkolenia jest obsługa lawinowego ABC: łopaty, sondy i detektora. Z tej części cieszyłem się najbardziej, gdyż mimo lat spędzonych w Tatrach dopiero teraz miałem okazję spróbować realnego poszukiwania, sondowania czy namierzania detektorami poszkodowanych. A gdy pod powierzchnią śniegu odnaleźliśmy wreszcie poszukiwany cel, przekonałem się, jak wiele wysiłku potrzeba na wykopanie człowieka ze zmrożonego lawiniska. A także jak bezpiecznie wyciągnąć go spod śniegu, co nie jest tak proste, jak się wydaje. Na własnej skórze sprawdziłem też, jak szybko miękki puch potrafi zamienić się w beton, spod którego nie ma ucieczki. Teraz wiem, bo dałem się zakopać żywcem.

Jedną z najważniejszych lekcji wyniesionych z tego weekendu było stwierdzenie: lawiny nie uznają reguł. Nie istnieje jedynie słuszna i całkowicie skuteczna metoda na ich prognozowanie. Choć w tatrzańskich lawinach giną głównie turyści, w Alpach większość ofiar to narciarze pozatrasowi i ski-turowcy, w teorii dobrze przygotowani. Ryzyko nigdy nie jest zerowe.

Kurs lawinowy w którym uczestniczyłem, zorganizowała zostało Fundacja im. Anny Pasek oraz  Szkoła Górska Morskie Oko. Podobnych kursów znajdziesz jednak więcej. Jeśli wędrujesz lub jeździsz po Tatrach albo innych miejscach, gdzie występują lawiny, namawiam: idź na szkolenie lawinowe. Zaledwie dwie doby w górach pokazały mi wiele nowych rzeczy. Słuchając wykładów, a następnie brodząc w śniegu i szukając sygnału detektora, musiałem przyznać, że wcale nie znałem gór tak dobrze, jak sądziłem. Wiedza, którą daje taki kurs, może uratować czyjeś życie.

A gdy już wrócisz w góry, bogatszy o nią, korzystaj ze sprzętu lawinowego. Ponad 2/3 osób, odkopanych z lawiny przez towarzyszy, przeżywa. Ratownicy najczęściej wyciągają już tylko ciała. W krytycznej sytuacji pomocy musisz więc udzielić samodzielnie.

kurs lawinowy morskie oko

kurs lawinowy morskie oko

kurs lawinowy morskie oko

2 komentarze

  1. Skoro już jesteśmy przy okazji szkoleń i gór, to moim skromnym zdaniem warto wspomnieć o dwóch rzeczach.
    – szkolenia specjalistyczne, super organizuje adrenaltika – są także stricte dedykowane górom i sytuacjom, gdzie nie ma dostępu do szybkiej pomocy profesjonalistów.
    – KW – klub wysokogórskie – które robią różnego typu/na różnych poziomach szkolenia dotyczące poruszania się w górach, turystyki kwalifikowanej, sprzętowe itp.

    I na koniec dodam (choć nie reprezentuję żadnej z firm), że warto kupić sobie ubezpieczenie PZU czy Alpenverein. Nigdy nie wiesz, czy idąc w Tatrach nie spadniesz na Słowacką stronę. Różnica to ok. 40k PLN. Tylko w Polsce takie akcje są „darmowe”…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *