Przez lata sceptycznie patrzyłem na ten wynalazek, który uważałem za domenę alpinistów i himalaistów. W końcu postanowiłem sprawdzić go tam, gdzie temperatury spadają znacznie poniżej zera. System Jetboil MiniMo testowałem zimą w Beskidach i latem w górach wysokich. Z jakim skutkiem?

Tam, gdzie w grę wchodzi marsz na lekko i w warunkach 3-sezonowych (od wiosny do jesieni) staram się minimalizować zestaw do gotowania. Nawet na długie wyprawy zabieram 1 menażkę/duży kubek i niewielką maszynkę. Taki zestaw waży około 160-180 g, nie licząc gazu. Problem zaczyna się jednak w warunkach zimowych oraz w górach wysokich, powyżej 4 000 m, gdzie warunki utrudniają gotowanie. Mróz szybko wychładza naczynie, a wiatr rozprasza ciepło płomienia naokoło, co oznacza straty gazu. Podczas wędrówki na mrozie lub wejścia na 4-5-tysięczny szczyt, klasyczne modele kuchenek gazowych gotują wodę zbyt wolno. Gdy w grę wchodzi topienie śniegu – otrzymanie menażki wody trwa wieki. Tymczasem zwłaszcza zimą ważne jest dobre nawodnienie. Na mroźnym i suchym powietrzu dużo wody tracimy z oddechem.

Będę szczery: nie lubię gotować na benzynie i traktuję to jako ostateczność. Planując zimowy wyjazd w Karpaty Ukraińskie (ostatecznie nieudany) musiałem jednak zabrać taki zestaw, w którym podgrzewanie wody byłoby szybkie i wydajne. Wybór padł na kuchenkę Jetboil.

System Jetboil – zasada działania

Jetboil to nie tyle kuchenka, co cały zintegrowany zestaw do gotowania. Metalowy pierścień, otaczający palnik, jest też mocowaniem do menażki, utrzymującym te dwie części razem. W efekcie kuchenka jest, po złożeniu, zamkniętą całością.

Naczynie wyposażone jest w radiator. To wymiennik ciepła, rodzaj „grzebienia” z karbowanej blachy aluminiowej, który zbiera ciepło płomienia i przekazuje w kierunku dna. Radiator otacza płomień palnika, osłaniając go częściowo przed wiatrem. Taka konstrukcja ma dwa cele:

  • skierować jak największą ilość ciepła do dna menażki i poprawić wydajność
  • sprawić, by płomień nie rozpraszał się na wietrze.
jetboil minimo test
Płomień palnika oraz radiator przejmujący ciepło.

Samo naczynie osłonięte jest warstwą neoprenu. Nie ma więc problemu, by wypełnioną wrzątkiem menażkę po prostu chwycić w dłoń, a sama osłona spowalnia stygnięcie zawartości. Całość zasilana jest kartuszami propan-butan z gwintem (norma EN 417). Do palnika Jetboil dokręcisz więc gaz marki Primus, Kovea, MSR, Coleman i wiele innych o pojemności 100, 230 i 450 g.

Po rozłożeniu, menażka mieści w sobie części kuchenki: palnik w pokrowcu oraz butlę z gazem. Jaką butlę? Zależy od objętości naczynia, ale nawet najmniejsze Jetboile pomieszczą kartusz 100-gramowy.

Modeli Jetboil jest kilka. Flash to klasyczna, 1-litrowa menażka o dość wysokim kształcie. Nieco mniejszym zestawem jest Jetboil Zip, z menażką o pojemności 0,8 l. Jest bardzo kompaktowy po spakowaniu. MicroMo ma 0,8 litra i jest najlżejszy ze wszystkich (340 g). Jetboil Sumo to zestaw z dużą menażką 1,8 l, dla zespołu. Ostatni, MiniMo to 1-litrowa menażka, niska, ale o największej średnicy spośród wszystkich.

Co wybrałem? Zależało mi jednak na czymś, co sprawnie zagotuje posiłek w temperaturze -20°C i na wietrze, da się spakować do szturmowego plecaka i pozwoli wygodnie zjeść posiłek w warunkach zimowego biwaku lub obozu pod wysokim szczytem. Chciałem też, by zestaw mógł służyć większemu zespołowi, jeśli będę iść lub wspinać się z partnerem. Chciałem by całośc była lekka, ale nie to było najważniejsze. Kluczowa stała się wydajność i szybkość.

Po porównaniu kilku modeli mój wybór padł na zestaw: Jetboil MiniMo (1-litrowy) oraz dodatkowe naczynie Spare Cup 1,8 l.

Mój wybór – Jetboil MiniMo

Czym różni się ten model od innych? MiniMo to klasyczny Jetboil, w którym naczynie ma pojemność 1 litra, jest jednak szersze i niższe. Ma to dwie zalety. Pierwsza: taki zestaw szybciej gotuje wodę, dzięki lepszemu stosunkowi powierzchni dna do objętości. Druga: pozwala łatwiej nabierać zawartość łyżką. Ponieważ objętością nie różni się od klasycznego modelu, Jetboil MiniMo jest równie łatwy w spakowaniu.

Średnica naczynia to jedna cecha. Druga, która wyróżnia ten model, jest ukryta w regulatorze. To niewielki metalowy pierścień, widoczny w pobliżu pokrętła. Znajduje się tam zawór, którego konstrukcja usprawnia przepływ gazu także w ujemnych temperaturach – a więc to, o co mi chodziło.

Pojemność 1 litra wystarczy jednej osobie na klasycznym biwaku. Na dłuższych wędrówkach często gotuję na raz większą ilość wody, z której przyrządzam śniadanie/kolację i napełniam litrowy termos. Poprzednia zimowa wyprawa przez Słowację pokazała mi, że w takiej sytuacji nawet 1,5 litrowa menażka to trochę za mało. I tu z pomocą przyszło dodatkowe naczynie, Spare Cup 1,8 l.

jetboil_minimo_test
Jetboil MiniMo i menażka Spare Cup 1,8 l

Zaletą Jetboila jest fakt, że poszczególne elementy tego systemu można ze sobą łączyć. Do tego samego palnika pasują menażki o różnej pojemności. Jadąc na krótką trasę (jak tegoroczny zimowy Szlak Orlich Gniazd) wrzuciłem więc do niewielkiego plecaka zestaw MiniMo. Wybierając się na długi szlak przez Ukrainę i chcąc wygodnie topić duże ilości śniegu na wodę, odłożyłem normalną menażkę, w jej miejsce biorąc dużą. Mam więc palnik i 2 naczynia, z których składam taki komplet, jaki odpowiada moim aktualnym potrzebom.

Jetboil składa się w ciągu kilku sekund, a po zmontowaniu stoi bardzo pewnie. Można przenosić pracującą kuchenkę, trzymając za uchwyt menażki. Palnik w zestawie MiniMo posiada też zapalnik piezo. Odpada więc poszukiwanie zapalniczki podczas gotowania. Wiele razy spotkałem się z opinią, że taki patent nie wytrzymuje długo lub że nie działa na bardzo dużych wysokościach. U siebie nie obserwuję jednak żadnych problemów. Kuchenkę odpalam za pierwszym przyciśnięciem. Mimo to zapalniczka zawsze spoczywa w kieszonce plecaka – na wszelki wypadek.

jetboil minimo test
Kuchenka Jetboil po zdjęciu menażki. Widoczny pierścień mocujący naczynie oraz zapalnik piezo wewnątrz palnika.

W obu menażkach znalazły się 2 dodatkowe elementy: osłona na radiator u dołu oraz pokrywka.

Osłona z tworzywa zabezpiecza żebrowane elementy radiatora przed uszkodzeniem w transporcie. Po założeniu na dno naczynia nie zajmuje dodatkowo żadnej objętości, a zdjęta zastępuje kubek o pojemności 300 ml. Pokrywka, wykonana z miękkiego tworzywa, „siedzi” na krawędziach menażki, zamykając ją szczelnie. Posiada niewielki wylew, przez który mogę się napić bez oblewania lub napełnić nawet wąski termos. Ma też niewielkie sitko do odcedzania oraz otwór do mocowania filtra do kawy.

W komplecie znajduje się również rozkładana podstawka pod kartusz. Nie używam jej zawsze, ale jest przydatna.Zwłaszcza gdy używam wysokiej menażki, podstawka poprawia stabilność zestawu. W transporcie składam ją i mieszczę w zagłębieniu pokrywki.

Wydajność

Według producenta systemy Jetboil są znacznie bardziej wydajne od klasycznych menażek, oszczędzając ok. 50% paliwa. W tych samych warunkach potrafią też zagotować wodę 2-krotnie szybciej, niż na klasycznym palniku. Tyle deklaracje. A jaka jest prawda?

Nie miałem możliwości dokonywania kontrolowanych pomiarów z termometrem i stoperem. Musiałem więc zadowolić się porównaniem mojego Jetboila z klasycznym zestawem, jakim była u mnie maszynka Primus Spider Express oraz 1-litrowy, stalowy kubek. Różnica jest widoczna. W przypadku MiniMo czas zagotowania 1 litra wody zajmuje około 5-6 minut, przy zwykłej kuchence – około 8-11. Różnice zależą głównie od temperatury otoczenia. Widać więc, że przy tej samej objętości wody, czas jej zagrzania różni się o 35-45%.

Podobnie gdy porównać wydajność obu modeli, widać wyraźne różnice. Moim najczęstszym wyborem są kartusze 230 g, jako wygodniejsze w transporcie i ekonomiczne. W warunkach letnich każdy wystarczy mi na 2 tygodnie oszczędnego gotowania. Na każdym mogę zagotować około 14 litrów. Ten sam gaz, podłaczony do Jetboila, zagotuje około 20-24 litrów. Zysk na wydajności sięga więc powyżej 40%. To minimalnie mniej, niż sugerowane przez producenta 50%, mówimy tu jednak nie o badaniu w zaciszu laboratorium, ale faktycznym teście w terenie. Ponad 40% różnicy? Gdy nie masz możliwości uzupełnienia zapasu paliwa, taka różnica to bardzo dużo.

Czy zamienię lekką maszynkę na Jetboila? Mimo wszystko nie zawsze.

W ciepłe pory roku zabieram na szlak stalowy kubek (90 g) i tytanową maszynkę Kovea Supalite (59 g). Jetboil MiniMo waży 455 g. Oznacza to zatem ponad 300 g różnicy. Dzięki zintegrowanemu palnikowi oszczędziłbym paliwo, co oznaczało by rzadszą wymianę kartuszy na szlaku. Oba zestawy, minimalny oraz Jetboil, różnią się od siebie ciężarem większym niż masa jednego kartusza z gazem.

Na długim szlaku Jetboil pozwala zaoszczędzić paliwo i pieniądze, dzięki swojej wysokiej wydajności. Oznacza jednak nieco wiekszy ciężar w plecaku. Z kolei mój minimalistyczny zestaw jest idealny gdy liczę każdy gram. Jetboil pozostawiam więc na takie szlaki, gdzie nie mam możliwości kupienia paliwa lub spodziewam się niskich temperatur.

Jetboil MiniMo na wyprawie zimowej

Prawdziwym testem nowego systemu była zima na Ukrainie. W temperaturze poniżej -25°C stopienie choćby jednej menażki wody było sukcesem. Gotowałem zazwyczaj na otwartej przestrzeni, mój zestaw był więc stale wystawiony na mróz i wiatr. W takich warunkach ucieczka ciepła z samego naczynia jest dość szybka, by opóźnić proces gotowania. Sztuką jest też skłonić gaz, by w tej temperaturze wydobył się z kartusza.

Mimo ekstremalnych warunków system do gotowania sprawdził się dobrze. Otrzymanie 1,6-1,7 litra wody wymagało ok. 18-20 minut. Brzmi bardzo wolno? Trzeba pamiętać, że nie było to po prostu zagotowanie samej wody, ale wcześniejsze stopienie śniegu, co samo w sobie wymaga dużej ilości paliwa. W takich warunkach 230-gramowy kartusz paliwa wystarczył na około 1 tydzień.

jetboil minimo test
Poranek na Ukrainie. Gotowanie na palniku Jetboil z menażką 1,8 l

Dla porównania: podczas zimowego przejścia Słowacji podobny zapas gazu wystarczył na 5 dni, a kuchenka, której używałem, w tym samym czasie ok. 20 minut doprowadzała do wrzenia 1,3 litra wody. Różnica wydajności wynosi więc 25% i nie jest tak korzystna jak latem. Wyjaśnienie tego jest jednak proste:

  • na Ukrainie gotowałem wodę pochodzącą wyłacznie ze śniegu, zaś na Słowacji znajdowałem czasem strumienie;
  • na Ukrainie gotowałem na zewnątrz, zaś na przejściu Słowacji – w namiocie;
  • na Ukrainie używałem naczynia wysokiego, a więc o mniej korzystnym stosunku dno/objętość;
  • temperatury podczas przejścia Słowacji nigdy nie spadły poniżej -15°C, na Ukrainie były znacząco niższe.

Wciąż jednak Jetboil, niezależnie od typu użytego naczynia i w bardzo trudnych warunków, wygrywa. Dużą zaletą modelu MiniMo jest też wygodna regulacja gazu, dzięki której można gotować potrawy na małym ogniu. A więc nie tylko zalejesz w nim swojego „liofa”, możesz także zrobić ulubione spaghetti. Wygodnym patentem jest miarka, wytłoczona od wewnątrz w menażce oraz w plastikowym kubku, będącym osłonką radiatora.

Po odpaleniu jest słyszalna, ale nie bardziej niż inne kuchenki gazowe. Na szczęście nie jest to palnik benzynowy, który często przypomina startujący samolot.

Jest jednak sytuacja, w której taki zestaw radzi sobie słabiej: to silny wiatr. Choć obudowa palnika i radiator osłaniają płomień, czynią to jedynie częściowo. Niewielki wiatr nie jest problemem, ale od około 30 km/h (tak oceniam i zgadza się to z testami innych użytkowników) płomień skacze. Przy bardzo silnym wietrze może nawet zgasnąć, potrzebna jest więc niezależna osłona lub gotowanie wewnątrz namiotu.

Drugim problemem, jakiego doświadczyłem, było mocowanie 1-litrowej menażki MiniMo do palnika. Jest ono mocne na tyle, że odkręcenie i zdjęcie naczynia wymaga przyłożenia siły. Po pewnym czasie mocowanie to wyrabia się jednak, a zdejmowanie staje się łatwiejsze. No i jest to mała cena za bardzo pewne połączenie.

Na koniec – chociaż szeroki kształt menażki umożliwia schowanie tam kartusza 100 g wraz z palnikiem, mając kartusz 230 g, nie zmieścisz tam już palnika. W takiej konfiguracji pokrywka będzie odstawać. Z kolei duża menażka 1,8 l swobodnie mieści palnik wraz z kartuszem 230 g, a po wyjęciu palnika – duży kartusz 450 g.

Te trzy uwagi są na szczęście drobiazgami. Nawet z nimi używanie tego wynalazku (albo gadżetu, jak powiedzą niektórzy) daje dużo frajdy. Zimowe gotowanie staje się nagle szybkie i wygodne. Neopronowy pokrowiec wokół menażki pozwala wygodnie ją trzymać, a pokrywka pomaga odlać wodę lub napić się ciepłego napoju bez zdejmowania.

Ostatnim patentem, nieobowiązkowym, ale wygodnym, jest system do podwieszania Jetboila. Pasuje do każdego kompletu i ułatwia życie w ciasnej przestrzeni namiotu, gdzie kuchenkę łatwo przypadkowo wywrócić. Ponieważ wieszak mocowany jest do palnika, możesz użyć go z dowolną menażką.

Waga

Zestaw Jetboil MiniMo (menażka z pokrywką i osłoną, palnik, podstawka, pokrowiec na palnik) waży 455 g. Zestaw z naczyniem Spare Cup 1,8 l to 545 g.

Porównanie z innymi systemami do gotowania

Patentami podobnymi do Jetboila są: Primus Lite Plus, Kovea Alpine Pot Wide i MSR Windburner. Ten pierwszy odpada niestety w przedbiegach – naczynia mają tylko 0,5 litra. Patent Kovea to także tylko jedna pojemność, choć 1,1 litra to wielkość bardzo uniwersalna dla 1 lub 2 osób. Największą konkurencją jest MSR. Windburner jest znacznie bardziej odporny na wiatr i oferuje naczynia w identycznej pojemności co Jetboil – 1 oraz 1,8 l. Jest jednak nieco cięższy i nie posiada opcji podgrzewania na małym ogniu, a połączenie menażka – palnik nie jest tak pewne.

Jetboil MiniMo – podsumowanie

Po kilku miesiącach używania tego systemu mogę napisać: jestem zadowolony. Mój zestaw sprawdził się podczas ciężkich mrozów, na krótszym i pokonywanym „na lekko” szlaku w Polsce oraz pod szczytem gruzińskiego Kazbeku. We wszystkich warunkach pozostał niezawodny, działając znacznie wydajniej i szybciej od klasycznej kuchenki gazowej. Na szlaki krótsze i pokonywane „na lekko” wciąż zabiorę bardzo lekką kuchenkę z tytanu. Jetboil stał się jednak moim podstawowym wyborem zimą i powyżej 4 000 metrów.

8 komentarzy

  1. Nie pamietam, ile ma mój jetboil, ale coś koło 3 – 4 lat. Po tym czasie naczynie jest do wymiany, bo żre go rdza. Dziwne, bo to chyba aluminium jest, ale brązowy w środku się zrobił. Więc rdza. Gotowałem w nim tylko wodę, chociaż faktycznie była rożnego pochodzenia. Zapalnik piezo też nawala. Czasem odpali, czasem nie. Zapalniczka zawsze może się przydać. Takie dwie usterki znalazłem. Jak na ten okres czasu – nie narzekam, bo dzielnie służył kilka lat. I pewnie kupię znowu ten sam system. Ale warto mieć na uwadze, że zapalnik może zawieść i zapalniczkę warto mieć przy tyłku. Jak jest zimno i wysoko to dosłownie. 😋

    • Aluminium nie rdzewieje na brązowo. Jeśli koroduje, to w jasnym kolorze, gdyż tlenek glinu jest biały. Jeśli pojawił się jakiś osad lub korozja w tym kolorze, to raczej wpływ czegoś innego. Może płomienia? Mojej koleżance Jetboil przepalił się kiedyś na wylot. Z tego co jednak wiem, podgrzewała go na pusto, chyba próbując topić śnieg.

      • Ten „brąz” wewnątrz pochodzi od kartusza. Trzeba przed włożeniem do środka kartusza, dokładnie wysuszyć garnek a sam kartusz owinąć np. chustką jednorazową.

  2. Mój ma rok i jak u kolegi powyżej problemy z zapalnikiem – ostatnio raczej nie odpala niż działa. Zapalniczka jako backup jest więc niezbędna. Z rdzą póki co nie mam problemu. Mój model nazywa się Highlander Adventure.

  3. Łukaszu kiedy recenzja plecaków Deuter? Jak wypada porównanie z Osprey’em, Karrimor’em, Salewa?

    • Recenzja i opis dużego (70+15) pokażą się niedługo na 8academy.pl. Tekst i zdjęcia już wysłałem redakcji po powrocie z Izraela. Z mniejszym (50+10) wstrzymam się do jesieni, gdyż planuję z nim przejść całe lato. Na podstawie zimowych doświadczeń oceniam go jednak pozytywnie.

  4. Paweł Pieńkowski

    Jeśli komuś mało, to polecam lekturę tego:
    https://adventuresinstoving.blogspot.com/2016/12/gas-stoves-in-cold-weather-regulator.html

    Cała wiedza o zimowym gotowaniu i fizyce, która się za ty kryje jest tamże. 😉

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *