Kilkanaście sezonów, jakie spędziłem w górach, było poszukiwaniem idealnego sprzętu do gotowania. Swoje wędrówki zaczynałem od noszenia w plecaku stalowego garnka do mleka o grubym dnie. Był ciężki jak kamień, a jedzenie w nim gotowało się w nieskończoność, przeszedł jednak mój pierwszy Łuk Karpat. Na szlak nigdy go jednak nie wziąłem. Potrzebowałem naczynia lżejszego i bardziej wydajnego. Wydajnego – to znaczy lepiej przewodzącego ciepło i skracającego tym samym czas gotowania. Przez kolejne lata eksperymentowałem z różnymi rozwiązaniami. Prawdę mówiąc eksperymentuję nadal.

Gotowanie w górach latem

Mój zestaw do gotowania w górach latem (a raczej – od wiosny do jesieni, a więc 3-sezonowy) jest bardzo prosty. Składa się na niego palnik Primus Spider, który wybrałem ze względu na wąski, punktowy płomień jaki daje. Moim jedynym naczyniem jest wówczas zwykły stalowy kubek, o pojemności 1 litra. Naczynie proste, wytrzymałe i bardzo tanie. Nie szkoda mi wstawić go na płomień ogniska, nie przeszkadzają mi ślady sadzy, której miejscami nie da się już usunąć ze ścianek, nie martwią mnie drobne wgniecenia dna. Nie oszczędzam go do tego stopnia, że posłużył mi ostatnio do wbijania szpilek namiotowych, z marnym co prawda skutkiem. Jego wielką zaletą jest kształt, idealnie pasujący do kartusza gazowego., Butla 230 g bezbłędnie wchodzi do środka razem z palnikiem, duża butla 450 g zajmuje całe wnętrze.

Wielkim plusem jest też waga. Stalowe naczynia mają opinię ciężkich, wiele osób wybiera aluminium lub tytan. A jak jest naprawdę? Liczby mówią za siebie: tytanowy garnek MSR-a o pojemności 850 ml waży 120 gramów. Mój kubek o pojemności 1 litra – 95 gramów. Cena – 25 razy niższa.

Naczynie tej wielkości jest idealne na jedną porcję jedzenia lub herbaty. Sprawdza się dobrze, niestety, nie w każdych warunkach.

Gdy zimno i wysoko

Taki sam zestaw zimą działa już niestety słabo. Wciąż ugotuję na nim posiłek, ma on jednak kilka wad:

  • Topienie lodu lub śniegu w litrowym kubku jest niewygodne. Trzeba dokładać go małymi porcjami i często, co zwiększa ryzyko przewrócenia.
  • Gotując zimą lub w górach wysokich potrzebuję zazwyczaj większej ilości wody. Oprócz 500-700 ml do posiłku chciałbym od razu mieć około 1 litra do picia. Na mrozie, gdy powietrze jest suche, organizm odwadnia się szybko. Mógłbym co prawda topić śnieg i gotować wodę dwukrotnie, oznaczałoby to jednak stratę czasu i większe zużycia paliwa.
  • Oprócz wody na śniadanie czy kolację potrzebuję też minimum 1 litr, który trafi do termosu. Gdy biwakuję w górach zimą, a w okolicy nie ma strumienia, oznacza to wytopienie ze śniegu co najmniej 5 litrów/dobę. Po długim dniu chciałbym móc odpalić kuchenkę i po prostu poczekać na wrzątek. Do tego potrzebuję jednak naczynia większego kalibru niż zwykły kubek.

W minionym roku wpadł mi w ręce zestaw, który miał rozwiązać ten problem.

Pinnacle Dualist

Pinnacle Dualist to nie menażka, ale cały zestaw, wymyślony przez amerykańską GSI Outdoors. Zasadniczą częścią jest w nim duże, aluminiowe naczynie, o pojemności 1,8 litra, największe, jakiego używałem w górach. Pojemne, a przy tym nie zajmujące wiele miejsca w bagażu.

Nazwa wskazuje, że to produkt dla 2 osób. I tak jest. Główne naczynie uzupełnia komplet mniejszych, wykonanych z tworzywa. Na każdą osobę przypada niewielka (500 ml) miska i wchodzący w nią kubek o takiej samej pojemności. Kubek ma dodatkową izolację od gorąca – elastyczny pasek z neoprenu oraz pokrywkę z małym otworem. Całości dopełniają dwie łyżki, teleskopowo składane, by zmieścić je do środka. Menażka zamykana jest pokrywką wyposażoną – i ten patent pokochałem od razu – w niewielkie otwory. Zastępują one sitko, przez które odlewasz wodę po ugotowania Twojego ukochanego spaghetti. Uchwyt, za który łapiesz, by ją przechylić lub przenieść, jest składany i w pozycji zamkniętej dociska pokrywkę. Całość chowana jest w szczelnym pokrowcu, który służyć może do przenoszenia wody i mycia zestawu po posiłku.

menażka_gsi_pinnacle_dualist

Wszystkie naczynia i sztućce wchodzą gładko do menażki. Kolejność wkładania nie jest przypadkowa, musisz trzymać się jednej konfiguracji, by całość po spakowaniu gładko zamknęła się do transportu. We wnętrzu menażki zostaje wolne miejsce – dokładnie tak duże, by zmieścić w nim kartusz gazowy 230 g oraz minimalistyczną maszynkę gazową.

Pusta menażka pomieści także kartusz 450 g, choć nie w pełni. Brakuje dosłownie 1 cm, by móc domknąć wtedy pokrywkę. Prawdę mówiąc – projektant mógł o tym pomyśleć. Chciałbym dostać model 1,9- lub 2-litrowy, tylko nieznacznie wyższy, ale który po usunięciu wyposażenia ze środka pomieściłby elegancko duży gaz. Nie jest to jednak kolosalna niedogodność. Podczas pakowania pokrywkę mogę schować pod dnem menażki, zaś 450-gramowy kartusz szczelnie wypełni jej wnętrze, co zaoszczędzi miejsca w plecaku.

Waga całego zestawu to 600 g. Sporo, gdy niesie go jedna osoba, nieco lepiej, gdy zabiera go dwuosobowy zespół. Idąc samotnie, np. na zimową wycieczkę, nie pakuję jednak wszystkiego. Minimalny zestaw, menażka z pokrywką, waży 285 g, miska i łyżka – dodatkowych 50 g. Tyle zabieram na szlak. Wymiary naczynia sprawiają, że wygodnie wrzucam je do średniego plecaka, obok worka z jedzeniem.

menażka_gsi_pinnacle_dualist

Gotowanie w górach

Rozmiar Pinnacle Dualist pasuje idealnie do dużego kartusza z gazem. To oszczędza sporo miejsca w plecaku. Przed pierwszym użyciem zastanawiałem się jednak czy jej wymiary nie sprawią, że gotowanie będzie mniej wydajne? Naczynie nie ma klasycznego, płaskiego kształtu, przy średnicy 15 cm jego wysokość wynosi prawie 16 cm. Powierzchnia dna jest więc niewielka w stosunku do objętości, czy więc wysoki kształt nie wydłuży gotowania, a w konsekwencji – nie zwiększy zużycia paliwa?

Aby się o tym przekonać w zaciszu domu postawiłem na kuchence moją starą menażkę, Primus Eta Power, o typowym, dość płaskim kształcie i pojemności 1,4 l. Wypełniwszy ją wodą, ustawiłem płomień kuchenki na ustaloną wielkość i mierzyłem czas do zagotowania wody. Nie był przesadnie imponujący, około 13 minut, nie użyłem jednak pełnej mocy. Następnie tą samą objętość wody, o tej samej temperaturze, wlałem do menażki GSI i podgrzałem ogniem o tej samej mocy. Wynik? Mimo różnego kształtu obu naczyń, wynik różnił się o 1 minutę na korzyść Primusa. Przy punktowym płomieniu, jaki daje mój Primus Spider, wymiary dna nie miały niemal żadnego wpływu na prędkość gotowania.

menażka_gsi_pinnacle_dualist

Moją drugą wątpliwość budziła teflonowa powłoka, jaką pokryto naczynie od środka. Takie wykończenie ułatwia czyszczenie menażki, może być jednak podatne na zarysowania. Tu także spory plus: po wielu tygodniach używania nie dostrzegam na niej żadnych zadrapań. Mimo to unikam jedzenia wprost z naczynia, najczęściej służy mi ono do gotowania wody, którą zalewam posiłek w mniejszej, plastikowej misce i herbatę w termosie. Unikam więc skrobania łyżką w garnku i zjadania surowego teflonu.

Anodyzowane aluminium, którym wykończona jest menażka sprawia, że naczynie stoi stabilnie nie ślizga się podczas gotowania na kuchence – moje przekleństwo z czasów gładkich, stalowych bądź aluminiowych menażek.

Zbyteczne wydaje się pisanie, że do takiego naczynia nie warto używać sztućców stalowych czy tytanowych. Tylko tworzywo lub drewno. I tu drobna uwaga: z rozkładanych łyżek, dołączonych w komplecie, korzystaj ostrożnie. Nie popsułem żadnej, ale gdy w grę wchodzi mieszanie gęstych potraw, wyglądają na delikatne i nie budzą mojego zaufania. Trzymam je w rezerwie, używając sztywniejszej. Nie ma natomiast żadnych ograniczeń przy korzystaniu z plastikowych kubków i menażek. Są wytrzymałem mechaniczne, dość odporne na zadrapania. Nie pozostawiają też żadnego posmaku w potrawach.

Pinnacle Dualist – dla kogo?

Roczny test tego zestawu wypadł bardzo pozytywnie. Na koniec pozostaje pytanie: dla kogo on jest?

  • Dla dwuosobowego zespołu, w dowolnych warunkach i trzyosobowego, jeśli ma nieduże potrzeby.
  • Dla wybrednych, przygotowujących w plenerze posiłki z kilku składników.
  • W wersji minimum – dla samotnika, który wędruje zimą i potrzebuje naczynia, w którym stopi dużą porcję śniegu i ugotuje posiłek oraz herbatę.

Przyzwoita waga, duża pojemność, możliwość zabrania na szlak kilku konfiguracji naczyń, opcja przenoszenia w środku nawet dużego gazu, przyzwoity czas gotowania – zestaw GSI jest dobrym wyborem na trudny i długi szlak, o każdej porze roku. Choć latem wystarczy mi prosty 1-litrowy kubek, zimą i w większym zespole jest świetnym zestawem do gotowania w terenie.

6 komentarzy

  1. Tak jak piszesz – wydaje mi się, droga do żeznalezienia odpowiedniej pary: Użytkownik-garnek czy w ogóle – cook set – prowadzi przez próby, poznanie aż do kompromisu. Korzystam z kilku produktów GSI i mam wrażenie, że bardzo dobrze radzą sobie właśnie z tymi kompromisami.

  2. Agnieszka

    Dzięki za profesjonalny opis. Skorzytałam, ale wybrałam Pinnacle Backbacker, bo ma jeszcze patelnię. I kubki oraz miski są wyższe. Ale jakość firmy GSI jest świetna. Dawno garnki nie sprawiły mi takiej radości 🙂 Dzięki!

  3. Taki zwykly metalowy kubek z marketu? A mial pokrywke czy czyms innym go przykrywales?

  4. Łukaszu co myślisz o wykorzystaniu termosu obiadowego podczas krótszych i dłuższych wycieczek? Czy można przygotować w nim (w trakcie marszu) jakieś proste dania na bazie ryżu, kaszy, makaronu? Wydaje się niezłym rozwiązaniem na schroniskowy żurek „na wynos”. Jest szansa na recenzję?

  5. Też mam na oku termos Esbita, tylko nieco większy. Jestem miłośnikiem wszelkiego rodzaju zup, więc”wciągnięcie” 0.7l zupy z „wkładką” nie powinno stanowić problemu😊 czekam na opinię

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *