Czy przeszedłbyś Łuk Karpat lub Alpy w niskich butach?” – spytał mnie ktoś kilka lat temu. Choć jestem zwolennikiem lekkiego obuwia w górach, odpowiedziałem wtedy „nie”. Dziś cofam tamto stwierdzenie: 2 000 km przez najwyższe góry Europy przeszedłem w Merrell Moab Ventilator, niskich butach bez membrany.

Założeniem tegorocznego trawersu Alp było zrobienie go w lekkim stylu. Zamiast namiotu niosłem tarp. Mały ciepły śpiwór Cumulusa jest najlżejszym, jaki kiedykolwiek miałem w górach. Znacząco ograniczyłem zestaw ubrań i sprzęt fotograficzny. Całość zmieściła się w 50-litrowym plecaku. W ślad za lekkim bagażem zapadła decyzja o zabraniu w Alpy niskich butów.

Założenie było proste: znaleźć model lekki, wygodny i dający sensowną amortyzację oraz bezpieczeństwo przy złej pogodzie. Połączenie tego wszystkiego to trochę pogodzenie ognia i wody. But lekki oznacza często cienką podeszwę, niekoniecznie dobrze amortyzującą kroki, tymczasem to amortyzacja była mi potrzebna po tegorocznej kontuzji stopy w Izraelu. Niska waga nie może też oznaczać oszczędzaniu na jakości ; ostatnią rzeczą jakiej chciałem była wymiana obuwia w połowie szlaku. No i komfort: moje buty musiały być szerokie, zapewniając możliwie dużo miejsca w przedniej części, odpadały więc buty typu podejściówki. Last but not least: musiał być dostępny w moim rozmiarze.

Poszukiwania były krótkie, a właściwy model znalazłem jakby przypadkiem, wypatrzywszy go na półce sklepowej. Był nim Merrell Moab Ventilator.

Krótko o butach

Kiedy ogląda się ten model Merrelli, trudno posądzać go o szaloną wytrzymałość lub duże osiągi. To niskie buty do wędrówek, uszyte w połowie ze skóry, w połowie z materiałowej siatki. Pozbawione membrany nie oferują niemal żadnej odporności na deszcz. Moaby mają jednak kilka cech, które na długim szlaku stają się pożądane. Masywna podeszwa z grubą warstwą pianki, amortyzującej kroki. Guma podeszwy, zachodząca dość wysoko przed palce oraz za pietę. Bardzo dużo miejsca w przedniej części buta. Gruba i miękka wyściółka w rejonie kostek. Niewielki gumowy otok z przodu. Wszystko to podpowiada, że buty te mogą wytrzymać więcej, niż przeciętne niskie obuwie.

Z drugiej strony wyjęcie buta z pudełka skutkuje reakcją: „Wow, takie lekkie?”. Waga pary butów w rozmiarze 42-45 to 800-900 gramów. Moja para w rozmiarze 50 waży 1050 gramów. To naprawdę dobry wynik – około 230 gramów mniej niż moje podejściówki, których podeszwa jest bardziej masywna i twarda. Tuż po założeniu buty są gotowe na szlak – nie wymagają rozchodzenia, a ich szerokość umożliwia założenie właściwie dowolnej skarpety trekingowej.

Użytkowanie

Moją parę Moabów używam od pół roku. Po krótkim teście na polskich nizinach przeszły ze mną około 2 000 km z Monako do Wiednia, grzbietami Alp. Używałem ich latem, w zmiennej, niekiedy bardzo upalnej pogodzie. Gdy kończyłem wędrówkę była jesień, a ostatnie tygodnie oznaczały deszcz, śnieg i błoto na szlakach. Warunki miałem więc bardzo róznorodne, testując buty w każdy możliwy sposób. Przez cały ten czas niosły mnie oraz 10-16 kg bagażu.

Ważną modyfikacją było pozbycie się fabrycznych wkładek i umieszczenie w nich specjalnych, wykonanych specjalnie dla mnie, wkładek ortopedycznych, znacznie grubszych, a więc podnoszących stopy wewnątrz butów. Wymagały one kupienia modelu o jeden rozmiar większego niż zwykle (na co dzień noszę 49, tym razem zdecydowałem się na 50). Podczas marszu używałem jednego rodzaju skarpet: Bridgedale Trailhead. W deszczu lub śniegu zmieniałem je na wodoodporne Dexshell Trekking.

Buty Merrell Moab Ventilator
Buty Merrell Moab Ventilator

Konstrukcja i co niej wynika

Moaby uszyte są z dwóch rodzajów materiału: skóry zamszowej i siatki z nylonu. Taka konstrukcja zapewnia niską wagę oraz ułatwia wymianę powietrza. Buty nie posiadają żadnej membrany, o czym zresztą zdecydowałem jeszcze przed zakupem: moim priorytetem była wentylacja i szybkie schnięcie. Wodoodporność mogłem zapewnić sobie – do czasu jak się okazało – skarpetami membranowymi. Jak więc zachowują się te buty w deszczu i błocie? Zaskakująco dobrze. Niewielkie opady, trwające nawet 2-3 godziny, nie są dla nich problemem. Siatka, choć przewiewna, jest dość gęsta i zatrzymuje pojedyncze krople. Gdy deszcz staje się gęsty, woda zaczyna wnikać do środka, skarpety przemakają i stopy mokną. Problem? Na szczęście to tylko kwestia przyzwyczajenia. Lata wędrowania nauczyły mnie przechodzenia z tym do porządku dziennego. Mogę iść cały dzień w mokrym obuwiu, wieczorem muszę tylko wysuszyć stopy i wyciągnąć z wodoszczelnego worka suchą parę skarpet na noc.

Brak membrany staje się zaletą w ciepły dzień. Bez względu na temperaturę nigdy nie cierpiałem z powodu przegrzanych stóp. Wentylacja w Moabach jest świetna, silniejszy powiew wiatru łatwo poczuć wewnątrz butów. Dzięki temu nawet w śródziemnomorskim upale południowych Alp, choć reszta ciała gotowała się w słońcu, uniknąłem odparzeń i otarć stóp. Miejscem bardziej rozbudowanym są okolice kostki. Tu wyściółka buta jest znacząco grubsza, chroniąc stopy przed bocznymi uderzeniami. Dodatkowo na bokach poniżej kostek znajdują się, rzecz z pozoru nieistotna, podłużne zgrubienia skóry. Z pozoru to jedynie ozdoby, wyglądające jakby pod warstwą zamszu umieszczono w tym miejscu jakieś elementy. W praktyce jest to fajny patent na kamienistym szlaku, dodatkowo osłaniający te okolice stóp, które są narażone na uderzenia o skały.

Podeszwa

Ta część zwraca uwagę swoja grubością. W rzeczywistości jest mniej masywna niż się wydaje: guma Vibram to dolna połowa, górną zaś stanowi pianka, odpowiadająca za amortyzację. I robi to bardzo dobrze, zwłaszcza, gdy porównać ją z twardszymi podejściówkami, do których przyzwyczaiłem się przez minione 2 lata. Buty, choć nie widać tego z zewnątrz, posiadają poduszkę powietrzną pod piętą. W efekcie dostałem but o dużej amortyzacji, tak potrzebnej w alpejskim terenie, gdzie dzienne zejścia po 1500 metrów i więcej są czymś normalnym. W trakcie użytkowania pianka zbijała się coraz bardziej i na mecie w Wiedniu jej sprężystość była już wyraźnie słabsza. Po 2 000 km podeszwa jest wyraźnie zgnieciona, ale i tak nieźle pełni swoja funkcję. Szerokość podeszwy oznacza dużą stabilność, rzecz bardzo ważna na długich dystansach. Nawet jeśli but nie usztywnia kostki, wędrówka w nim jest bardzo pewna i niemal nigdy nie zdarzyło mi się, by pieta „uciekła” w bok, a kostka wygięła się niekontrolowanie.

Guma podeszwy jest podwyższona na końcach butów, chroniąc palce i pietę.

Merrell Moab Ventilator - podeszwa fabrycznie nowa

Przyczepność

Tarcie, jakie daje podeszwa na skale czy ziemi jest dobre – choć nie bardzo mocne. Bieżnik Vibram® Multi-Sport™ sprawdza się znakomicie na każdym suchym podłożu: skale, ziemi, gałęziach, żwirze. Dopóki jest względnie nowy, a więc przez pierwszych 700-1 000 kilometrów, działa poprawnie także na mokrym podłożu. W miarę zużywania najbardziej eksploatowane fragmenty podeszwy wygładzają się i podeszwa pod koniec wyprawy często ślizgała się po błocie czy śniegu. Oddaję jej jednak sprawiedliwość: działo się to w chwili, gdy bieżnik był już znacząco starty, a piety obu butów znacząco zeszlifowana. Przyczepność Moabów oceniam więc jako dobrą, choć przyznaję, że brakowało mi jej wyraźnie przy złej pogodzie, na ostatnich 500 kilometrach wyprawy. Sam bieżnik mógłby być także nieco bardziej „agresywny”, głębiej rzeźbiony.

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie natomiast trwałość gumy. Widziałem znacznie droższe i masywniejsze modele butów, które nawet po krótszej trasie miały podeszwy zjechane znacznie mocniej, w wielu miejscach „na gładko”. W Moabach nie ma większych oznak zużycia, co jest świetnym wynikiem, skoro buty te przeszły 2 000 km wysokich gór, często w terenie skalnym. Jedynie okolice pięt oraz śródstopi są wygładzone, pozostała część nosi oznaki raczej umiarkowanego zużycia.

buty merrell moab ventilator test recenzja
Podeszwy po przejściu 2 000 km przez Alpy. Widoczne zużycie na piętach i śródstopiach, w pozostałych częściach zużycie, mimo dystansu, umiarkowane.

Komfort

Bardzo wysoki. Merrell Moab Ventilator jest wreszcie tym modelem, który oferuje dużo miejsca w przedniej części buta. But nie jest więc tak precyzyjny jak modele podejściowe, ale znacznie lepiej sprawdza się na długich trasach, wymagających raczej komfortu niż technicznych umiejętności. Nie zastąpi więc podejściówki. Ta ostatnia wciąż jest butem znacznie lepszym na szlaki trudne i skalne, jak wiele ścieżek w Tatrach Wysokich. Gdy jednak w grę wchodzi teren mieszany, a na szlaku nie planuję pokonywać odcinków wspinaczkowych, moim pierwszym wyborem będzie model szeroki.

Dużo miejsca z przodu oznacza brak zgniatania palców, bardziej naturalny krok oraz większy komfort i mniejsze zmęczenie stóp po 12-14 godzinach marszu. W porównaniu z jakimkolwiek wysokim modelem nie czuje się ich ciężaru na nogach. Dzięki swojej szerokości, pozwalają na założenie trochę grubszych skarpet, w moim przypadku była to para wodoodpornych Dexshell Trekking. But przemaka, co jest nieodłączną cechą jego konstrukcji, ale wynagradza to szybkim schnięciem, zaś w wysokich temperaturach nie daje użytkownikowi efektu sauny w środku. Wyściółka buta jest miękka i nie przeciera się. Jedyne uszkodzenia wewnątrz dostrzegłem już pod koniec Alp.

Wytrzymałość

Kombinacja zamsz/siatka nie wygląda na pancerną. A jednak, nawet po wielokrotnym starciu ze skałami i piargami, wytrzymała wszystko. Wierzch butów jest nienaruszony, tak jakby trawers Alp nie zrobił na nich wrażenia. Dopiero pod koniec wyprawy pojawiły się poważniejsze uszkodzenia: pęknięcia w przednich częściach butów, na połączeniu podeszwa-skóra. Każde z nich powiększało się powoli i w chwili dojścia do Wiednia miały po 3-4 cm. To, co w innym modelu byłoby poważnym problemem, w Moabach nie było kłopotem. Moje Merrelle zaczęły mocniej „pić” wodę z kałuż czy deszczu, nie straciły jednak wodoodporności, gdyż nigdy jej nie miały. Uszkodzenia te nie były więc specjalnie zauważalne. Nawet po powrocie do Polski nie naprawiałem ich, ale zabrałem buty na weekendowy wypad w Sudety – przy dobrej pogodzie pęknięcia były bez znaczenia. Szwy łączące elementy butów, rzecz ciekawa, pozostały niemal nienaruszone. Oczywistą oznaką zużycia jest też wspomniany, miejscowo starty bieżnik.

buty merrell moab ventilator test recenzja
Pęknięcie łączenia otok-podeszwa. Pojawiło się pod koniec wędrówki i nie wpłynęło na jej komfort, poza łatwiejszym przemakaniem.
buty merrell moab ventilator test recenzja
Po zakończonym przejściu Alp – poza pęknięciami z przodu butów, skóra i materiał są minimalnie zużyte.

2 000 kilometrów później…

Zabierając w Alpy ten model Merrelli bałem się czy w połowie drogi nie będzie konieczna wymiana na nowe. Postanowiłem zaryzykować. W połowie drogi przez Alpy wiedziałem już, że dotrwają do końca. Po wejściu do Austrii, a więc w okolicach 1200 km, amortyzacja była już słabsza i chętnie wymieniłbym buty na nowe. Uznałem jednak, że wyrzucenie sprawnych jeszcze butów będzie marnotrawstwem i mogę zużyć je do końca. Na metę, do Wiednia, dotarły wysłużone, ale wciąż pozwalające na względnie komfortową wędrówkę. Było to dla mnie sporym zaskoczeniem, gdy wziąłem pod uwagę ich konstrukcję i niską cenę.

Ogólne wrażenie? Niezwykle pozytywne.

Merrell Moab Ventilator to lekkie i bardzo wygodne buty, znoszące 2 000 i więcej kilometrów wędrówek. Dzięki szerokiej konstrukcji zapewniają stabilność marszu, nawet w wymagającym terenie. Duża ilość miejsca daje dość przestrzeni palcom, pozwala tez na dobranie różnej grubości skarpet. Połączenie zamszu z gęstą siatką zapewnia komfort w wysokich temperaturach, nie ujmując butom wytrzymałości. W złej pogodzie może być odczuwalna umiarkowana przyczepność na mokrej skale lub w błocie, przy dobrej problem ten znika. Nie warto oczekiwać po nich wodoodporności, odpłacają się jednak szybkim schnięciem. Wszystko to sprawia, że Moab jest uniwersalnym i bardzo dobrym modelem na łatwe i średnio trudne szlaki oraz na długie dystanse.

5 komentarzy

  1. Łukasz, a jak wyglądają w porównaniu do biegowych Brooksów, w których szedłeś GSB?

    • Moaby mają podobną amortyzację, choć może minimalnie mniej trwałą. Są za to znacznie szersze, a przez to wygodniejsze i pozwalają założyć coś więcej, niż cienką skarpetę biegową. Szczególnie odczuwalne jest to w przedniej części, gdzie Brooksy są wąskie, a Moaby dają sporo miejsca. W Brooksach musiałem tez uważać, by nie przesadzać z siłą sznurowania, gdyż powodowała ucisk stopy. Teraz nie było takiego problemu. Wydaje mi się, że wynika to z mojej budowy stopy, ale Moaby są wygodniejsze na długie dystanse. Brooksy za to ściślej trzymają stopę i są dobre do szybkiego marszu oraz biegu.

  2. Dzięki. Na mojej stopie to Brooksy są szerokie, zwłaszcza z przodu. I mogę ładować każdą skarpetę. W Moabach bym się chyba w takim razie utopił 🙂

  3. Pytanie może niekoniecznie związane z tym modelem, ale chodzi o mokre stopy: czy regenerują się one wystarczająco po nocy? Na następny dzień nie ma żadnych problemów? Chodzi o pomarszczoną skórę, ‚zmarszczki’, łatwiej schodzącą skórę i ogólnie niezbyt komfortowe odczucia. I czy podczas marszu nie mokre stopy nie powodują obtarć?

    • Z moich krótkich doświadczeń wynika że jak pierwszy raz odmoczysz i zrzucisz niepotrzebne warstwy skóry to dalej jest już w porządku. Ja dodatkowo używam zwykłej kosmetycznej wazeliny każdego ranka i wieczoru – tak zaimpregnowane stopy lepiej znoszą wilgoć. Jeśli chodzi o tarcie i pęcherze to myślę że jeśli but sprawuje się dobrze na sucho to i na mokro będzie ok. Zainwestuj jednak w plastry wodoodporne bo takie zwykłe nie trzymają się mokrej (również spoconej) skóry, i w razie awarii robi się nieciekawie kiedy nie masz jak osłonić uszkodzonego miejsca.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *