Jaki jest najlepszy aparat w góry? Czym fotografować w górach, w podróży, na szlaku? Ten artykuł nie jest testem sprzętu, którego używam. Tłumaczy raczej kryteria, jakimi kierowałem się, wybierając sprzęt fotograficzny w góry. Nie tylko odpowiada na pytanie czym fotografuję, ale przede wszystkim dlaczego.

Od kilku lat próbuję pogodzić pasję wędrówek z fotografowaniem. Nie zawsze jest to łatwe. Połowa mnie, „wędrowiec”, woli przemieszczać się lekko i względnie szybko, bez zbędnego obciążenia, zadowalając się chłonięciem widoków i kolekcjonowaniem bardziej wspomnień niż rzeczy. Druga połowa, „fotograf” lubi zatrzymywać się w miejscu, rejestrując widoki, ludzi, zjawiska i tworząc kronikę swoich wypraw na zdjęciach i filmach. „Fotograf” do swojej pracy wymaga noszenia sprzętu fotograficznego i poświęcenia czasu na operowanie nim. „Wędrowiec” wkurza się, gdy „fotograf” spowalnia jego marsz i każe dźwigać dodatkowy balast sprzętu i akcesoriów.

Obie te połowy są od siebie zależne. „Fotograf” nie uzyska żadnych rezultatów, jeśli nie wyjdzie na szlak lub pomiędzy ludzi. „Wędrowiec” zarabia na swoje przygody, korzystając z dorobku fotograficznego i filmowego. Pogodzenie tych dwóch natur wymaga ode mnie kompromisów i dźwigania cięższego plecaka.

aparat w góry omd em5

Odkąd zacząłem regularne podróże, poszukiwałem aparatu, który pozwoliłby osiągnąć ten kompromis. Zależało mi na czymś, co: pozwoli wędrować wygodnie i bez obciążania się tonami sprzętu, da wysokiej jakości zdjęcia (i filmy), będzie posiadało wymienną optykę, umożliwi kreatywne fotografowanie z własnoręcznym ustawieniem parametrów, wytrzyma niedelikatne traktowanie i będzie nieduże.

Jaki aparat i obiektywy zabieram na szlak? O tym za chwilę. Na razie bardziej szczegółowe omówienie tych warunków, które musi spełniać mój sprzęt.

Czego wymagam od aparatu?

1. Waga – nawet podczas klasycznej podróży, odbywanej środkami lokomocji, ciężar sprzętu ma znaczenie. Dźwiganie masywnego korpusu i obiektywów, gdy spacerujesz po świątyni/mieście/targowisku/festiwalu, także dokucza. Jeśli używasz lustrzanki z kilkoma obiektywami, po pewnym czasie możesz aż czekać na chwilę, w której rzucisz cały ten sprzęt w kąt i ruszyć na spacer bez tego obciążenia. Amatorska lustrzanka z prostym obiektywem nie waży dużo, ale gdy wymagasz od swoich zdjęć czegoś więcej, prawdopodobnie podepniesz do korpusu jaśniejsze i ostrzejsze, a więc cięższe szkło. Jeśli ruszasz w podróż i zabierasz aparat z 2 obiektywami plus akcesoria, masa Twojego sprzętu znacznie rośnie.

W górach dźwigam w plecaku całe wyposażenie biwakowe, ubrania, jedzenie, paliwo i inne drobiazgi. Pakowanie oznacza często walkę z każdym dekagramem. Sprzęt fotograficzny może być najcięższym elementem. Pakując się na szlak, mający setki lub tysiące kilometrów, muszę minimalizować także wagę tego elementu.

2. Rozmiar – idzie w parze z wagą i ma znaczenie w podróży. Duża lustrzanka, poza tym, że zajmuje cenną przestrzeń w plecaku, jest znacznie bardziej widoczna. To sprawia, że łatwiej może paść łupem złodzieja, a dyskretne fotografowanie (np. ludzi) będzie znacznie trudniejsze.

3. Wymienna optyka i jakość zdjęć – ideałem byłby aparat zabierany w góry, posiadający jeden, uniwersalny obiektyw. To, co uniwersalne, jest jednak zawsze kompromisem. Jeśli jakaś fotografia ma być zaprezentowana na wielkim ekranie lub znaleźć się na łamach „Travelera” czy „NPM”, musi być nie tylko dobra warsztatowo, ale także ostra. Jeśli portret ma być udany, wymaga jasnego szkła, dającego małą głębię ostrości. Popularne przysłowie mówi, „to fotograf robi zdjęcia”. Zgoda, ale z pewnym zastrzeżeniem: za dobre, ostre zdjęcie odpowiada obiektyw. Upchnij w aparacie 24 megapiksele, a potem podepnij do niego kiepskie „szkło”, a dostaniesz obrazek o efektywnej rozdzielczości 10 Mpix. Moim celem był więc taki aparat, do którego mogę podpiąć dobrej jakości „szkła”, a więc z wymienną optyką.

Chcąc uzyskać lepsze rezultaty, zdecydujesz się w końcu na posiadanie kilku „szkieł”. Jednym jest zazwyczaj standardowy zoom, drugim teleobiektyw, w dalszej kolejności idą obiektywy portretowe, makro czy „rybie oko”.

4. Autofocus. Często wyrzucałem zdjęcia, na których aparat „spóźnił” się z nastawieniem ostrości na wybranym obiekcie i wyzwolił migawkę, rejestrując rozmazany obraz. Wolny autofocus był powodem, dla którego przed wieloma laty przestałem fotografować kompaktami – ich czas reakcji był w tamtych czasach po prostu tragiczny.

5. Kreatywna fotografia – Czasem efekt, który chcę uzyskać, wymaga ręcznego nastawienia parametrów czasu, przysłony, balansu bieli, zablokowania ostrości itd. Do scen zimowych aparat musi też posiadać korektę ekspozycji. Dzięki tej funkcji mogę kazać aparatowi wykonać zdjęcie jaśniejsze, niż wynika to z jego pomiarów światła. Dzięki temu śnieg na zdjęciach będzie biały, a nie jasnoszary. Format zdjęć powinien też umożliwiać bezstratną obróbkę zdjęć po powrocie do domu. To oznacza, że oprócz standardowych JPG, zdjęcia muszą być wykonywane w formacie RAW.

6. Stabilizacja – jej zalety objawiają się zwłaszcza przy słabym oświetleniu. Wnętrze budynku, ciemna uliczka czy krajobraz o zmierzchu wymagają długich czasów naświetlania. Często 1/10-1/15 sekundy, niekiedy dłuższych. Można kompensować je szerokim otwarciem przysłony, ale działa to tylko do pewnej granicy. Podwyższanie czułości od pewnego poziomu generuje znaczące szumy na zdjęciu. Można zdać się na statyw, korzystanie z niego jest jednak wykluczone, gdy w grę wchodzi złapanie np. szybkiej sceny ulicznej. Statyw jest poza tym ostatecznością podczas długiej wędrówki górskiej. Wtedy nieodzowna staje się stabilizacja.

7. Filmowanie – zdjęcia wciąż są najważniejsze, ale powoli przestają mi wystarczać jako jedyny zapis moich wypraw. Na szczęście niemal każdy aparat posiada obecnie funkcję filmowania, a wiele modeli radzi sobie z nim dość dobrze, by konkurować z kamerami.

8. Wytrzymałość – jeśli zabierasz aparat na zwykłą wędrówkę, nie musi to być model pancerny. Jednak gdy idziesz w teren skalny, fotografujesz podczas wspinaczki, w jaskiniach, w niskiej temperaturze i złej pogodzie lub po prostu używasz Twojego aparatu często i niezbyt delikatnie, powinien on być wytrzymały i uszczelniony.

Czym fotografuję i dlaczego?

Zacząłem fotografowanie „cyfrą” w 2005 roku. Był to Canon PowerShot G5 – kompakt z wysuwanym „ryjkiem” obiektywu. Niewymienna optyka dawała średnie rezultaty, a autofocus był zbyt wolny. Od 2007 r. moje podróże, w tym 2-letnią włóczęgę po Azji, rejestrowałem dwiema lustrzankami: Canon EOS 400D i EOS 550D. Były to modele z półki amatorskiej, a jednak wystarczające do uzyskania dobrych rezultatów. Nauczyłem się dzięki nim, że to nie sprzęt, a kreatywność i cierpliwość mają znaczenie w uwiecznianiu swoich podróży. Zdjęcia wykonane w Indiach czy przedwojennej Syrii także dziś są moimi ulubionymi:

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Punktem zwrotnym było przejście Łuku Karpat w 2013, na które zabrałem lustrzankę oraz 2 dość ciężkie obiektywy. Wtedy poczułem, że sprzęt ten nie nadaje się do dźwigania przez setki lub tysiące kilometrów – jest zbyt ciężki i zajmuje za dużo miejsca. Po powrocie zwróciłem uwagę na dojrzewający wówczas segment kompaktów z wymienną optyką, tzw. bezlusterkowców. Rok później, na przejście gór Iranu, zabrałem aparat, którym fotografuję do dziś: Olympus OM-D EM-5.

Dlaczego bezlusterkowiec?

Najprościej: ponieważ posiada wszystko to, czego wymagam.

1. Waga i rozmiar aparatu u bezlusterkowców idą w dół. Obecne topowe modele kompaktów bywają masywnymi konstrukcjami (jak choćby Olympus OM-D EM-1). Gdy jednak porównać aparaty z tej samej półki, lustrzanka będzie zawsze znacząco cięższa od bezluterkowca. Korpus mojego OM-D EM-5 to 425 g. Porównywalnej klasy lustrzanka waży ok. 750 g. To jednak dopiero początek, gdyż w ślad za korpusem idą obiektywy. Tu różnica jest jeszcze większa. Dobrej klasy uniwersalny zoom do lustrzanki to 650-800 g. Do bezlusterkowca – 350-400 g. Już najprostszy zestaw daje więc 600 g oszczędności, a liczba ta zwiększa się wraz z każdym dodatkowym „szkłem”. Jeśli mam przejść 1000 km z plecakiem lub wspiąć się na 4-5 tysięcy metrów, ciężar zaczyna być kryterium decydującym.

aparat w góry omd em5
Mój aparat w góry – OM-D EM-5

2. Mimo lekkości aparat daje elastyczność wymiennych obiektywów systemu mikro 4/3 . Podczas moich wędrówek są to:

  • Jasny i ostry zoom podstawowy Zuiko 12-40 f/2.8. Obiektyw klasy PRO, którym wykonuję obecnie większość ujęć. To moje podstawowe „szkło”, dlatego jego jakość musi być bez zarzutu. Przesiadłem się na nie po 3 latach fotografowania obiektywem „kitowym” i dostrzegam wyraźną różnicę: lepszą plastykę zdjęć, mniejszą głębię i ostrość szczegółów. Ten ostatni parametr potwierdza zresztą test portalu DxOMark: Zuiko 12-40 f/2.8 wyprzedza w zasadzie wszystkie zoomy Olympusa.

aparat w góry obiektywy olympus omd

  • Niewielki teleobiektyw Olympus 40-150 f/4.0 – 5.6. Zdjęcia „tele” stanowią u mnie kilka procent całości i rzadko są one tymi najważniejszymi. Mogę więc pójść na kompromis: ten obiektyw to amatorski model o przeciętnej jakości, odpłaca się lekkością i rozmiarem.

Te dwa „szkła” to zestaw minimum. Opcje pożądane, ale niekonieczne to:

  • Jasny obiektyw stałoogniskowy do portretów Zuiko 45mm, f/1.8. Ostry, bardzo mały i lekki (100 g).
  • Obiektyw superszerokokątny Samyang 7.5mm f/3.5. Używany najrzadziej, do niektórych ujęć krajobrazowych i w ciasnych wnętrzach.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Ile waży mój zestaw? Gdy zabiorę jedynie korpus wyposażony w podstawowy obiektyw, zamknę się w 800 g. W długą podróż, dającą szansę na wiele ciekawych ujęć, wezmę korpus z 3 obiektywami, zapasowe baterie, filtry, wężyk i mały statyw Gorillapod. Całość mieści się w niewielkiej torbie biodrowej i waży około 1,8 kg. Podczas wędrówki to dużo, jednak porównywalny zestaw z lustrzanką to 3 kg i 2 razy więcej miejsca.

3. Czemu Olympus? Zdecydowałem się na tę firmę, ponieważ zestaw obiektywów tej firmy jest stale powiększany i są w nim szkła naprawdę wysokiej klasy. Mikro 4/3 to prawdopodobnie największy system obiektywów do bezlusterkowców. Te zaliczające się do serii PRO (przykładami są: 12-40 f/2.8, 40-150 f/2.8 lub stałoogniskowy 75 f/1.8) są najostrzejszymi, jakimi kiedykolwiek fotografowałem. Dodatkowo mój OM-D EM-5 posiada sporo ustawień własnych aparatu, dzięki czemu przy kreatywnej fotografii ogranicza mnie raczej wyobraźnia niż sprzęt.

4. Aparat, nawet w swojej pierwszej wersji, posiada bardzo dobrą stabilizację. Jej obecność odczuwam właściwie zawsze: moje dłonie, z nierozpoznanych przyczyn, nigdy nie są naprawdę stabilne. Ich drżenie rzadko przeszkadza mi w codziennych czynnościach, ale staje się zauważalne przy fotografowaniu. Trzymając aparat w dłoniach i robiąc zdjęcia na dłuższych czasach, nigdy nie uzyskałbym ostrego obrazu. Ratuje mnie właśnie stabilizacja, oddając nieocenione usługi w mroku lub podczas filmowania, kiedy drżenie rak czyniłoby sceny nieczytelnymi. Jego następca, OM-D EM-5 Mark II, ma stabilizację jeszcze bardziej wydajną, ale nawet mój wysłużony 3-latek, działa pod tym względem imponująco. W normalnych warunkach sukcesem jest dla mnie wykonanie nieporuszonego zdjęcia z czasem 1/60 sek. 5-osiowa stabilizacja EM-5 sprawia, że uzyskuję dobre wyniki już przy 1/8 sek, a moje filmy nie wymagają cyfrowej korekcji wstrząsów.

Lepsza jest ta w korpusie czy obiektywie? Testy dowodzą, że nieznacznie przeważa ta druga, szczególnie przy długich ogniskowych. Wolę jeden układ stabilizacji w aparacie, niż montowane w każdym korpusie osobno. Takie rozwiązanie jest:

  • tańsze – ten sam obiektyw w wersji ze stabilizacją potrafi kosztować o 2 000 PLN więcej;
  • pewniejsze – wiele dobrych „szkieł”, w tym alternatywnych producentów, produkowanych jest bez stabilizacji.

5. Filmowanie. Bezlusterkowiec nie zastąpi kamery sportowej, ale… odkąd filmuję OM-D EM-5, zostawiam w domu wynalazki typu GoPro. Wymienna optyka pozwala znacznie lepiej zaplanować kadry, a obiektywy stałoogniskowe, o małej głębi, dają świetny efekt „przechodzenia” obiektu przez płaszczyznę ostrości i rozmycia tego, co w tle. Wszystkie sceny górskie, jakie pojawiają się w tym filmie, nakręcone były kompaktem, wyposażonym w standardowy zoom 12-50 mm lub obiektyw stałoogniskowy 45 mm f/1.8:

6. Szybkość – autofocus w bezlusterkowcu jest bardzo szybki i pewny. Potrzeba naprawdę trudnych warunków, by aparat nie trafił „w punkt”.

7. Odporność. Mój aparat w góry musi być odporny. Magnezowa obudowa OM-D EM-5 dobrze chroni przed uderzeniami, deszczem i pyłem. Aparatu nie pobiły też skrajne temperatury: testowany od -25 do +40°C ani razu nie protestował. Kilka razy zaliczył „glebę”. Poza rysami na obudowie, te upadki kosztowały mnie jedynie chwile strachu, po których aparat dalej działał normalnie. Dopiero bardzo mocny, 2-metrowy upadek na skałę, choć aparat kontynuował działanie, skończył się wizytą w serwisie. Inspekcja wnętrza pokazała rozbity filtr przed matrycą:

aparat w góry omd em5

Różnice – ale czy rzeczywiście na minus?

1. Znaczącą różnicą jest rozmiar matrycy. W porównaniu z pełną klatką mniejszy sensor wymusza krótsze ogniskowe obiektywów, by uzyskać ten sam kąt widzenia: w systemie mikro 4/3 obiektyw 25 mm da obraz taki, jak 50 mm przy pełnej klatce. Mniejsza matryca przekłada się także na większą głębię ostrości, co bywa niepożądane np. w zdjęciach ludzi. Tu jednak pokazuje swoją siłę moja mała portretówka – obiektyw 45 mm ze światłem f/1.8. Jej głębia ostrości jest wystarczająca, a waga to niemal nieodczuwalne 100 g. A jeśli do aparatu podepnę jeszcze lepsze szkło, np. Zuiko 25 mm f/1.2, rezultaty będą fenomenalne.

aparat w góry omd em5 rozmiar matryc
Porównanie rozmiarów matryc: pełna klatka, matryce APS-C i mikro 4/3. Po lewej przeliczniki ogniskowych aparatów.

2. Drugą cechą małej matrycy jest mniejszy rozmiar „pikseli” czyli elementów światłoczułych. Ta różnica wychodzi na jaw np. przy zdjęciach nocnych, kiedy długa ekspozycja i ciemne niebo czynią szumy na zdjęciu najbardziej widocznymi. W warunkach dziennych, o dziwo, różnice między matrycami pełnoklatkowymi, APS-C i mikro 4/3 okazują się być jednak znikome. Podsumowuje to ten artykuł Jana Rybczyńskiego. Dopiero na nocnych zdjęciach pełna klatka pokazuje swoją przewagę.

3. Trzecią jest prądożerność i to jedyna cecha, którą faktycznie odczuwam w terenie. Na amatorskich lustrzankach uzyskiwałem zazwyczaj ok. 500-550 klatek na jednej baterii. W moim EM-5 jest to 300-400 klatek + 20 minut filmowania. Rozwiązanie? Więcej baterii. Podczas trawersu Islandii w 2016 niosłem ze sobą komplet 6 akumulatorów, wystarczający na 3 tygodnie na pustkowiu. Na obecny wyjazd na Grenlandię zabrałem taki sam zestaw uzupełniony o powerbank 7200mAh.

Alternatywy?

Jakie inne aparaty są warte uwagi? Z pewnością. Przykładami udanych konstrukcji są też aparaty Sony, głównie popularna wśród moich znajomych α6000 i jej następca α6500. Wymagający sięgną po zaawansowaną, pełnoklatkową α7. Alternatywami są także modele Fuji (np. X-T2, X-T10) czy Panasonica (seria DMC). Flagowi producenci lustrzanek, Canon i Nikon, wchodzą w ten segment bardzo ospale, co jest dla mnie niezrozumiałe.

Pamiętaj, że wybierając konkretną firmę, wybierasz też system obiektywów, dlatego zwróć uwagę nie tylko na to, co zamknięte w korpusie, ale także na jakość dostępnej optyki. To właśnie z tego względu mój wybór padł ostatecznie na OM-D EM-5.

Perspektywy

Mój EM-5 to model już kilkuletni, obecnie zastąpiony nową wersją OM-D EM-5 Mark II. Co zmienił ten upgrade? Ergonomia obudowy pozostała niezmieniona, zmodyfikowano jednak położenie pokręteł i przycisków. Aparat doczekał się w pełni odchylanego ekranu, który ułatwia filmowanie i fotografowanie pod każdym kątem. Podczas samotnych wypraw nagrywanie samego siebie jest konieczne, a przekręcany wyświetlacz bardzo to ułatwia. Nowością jest tryb wielokrotnej ekspozycji, pozwalający uzyskać zdjęcia o rozdzielczości 40 Mpix. Moduł WiFi, w podróży ułatwiający komunikację z komputerem lub telefonem. Mark II dostał też złącze mikrofonowe 3,5 mm (jack), co pozwala wreszcie na połączenie go z zewnętrznymi mikrofonami i uzyskanie dobrej jakości dźwięku. Nowy model jest dużym ukłonem w stronę filmowców.

Po doświadczeniach ze starszą wersją, celowałem w OM-D EM-5 Mark II jako mój kolejny aparat. Pewne przecieki mówią jednak, że już niebawem ujrzy światło dzienne kolejny przedstawiciel serii OM-D. Nowy model ma jeszcze lepiej służyć filmowcom, przez co czekam na niego z wielką ciekawością.

Podsumowanie

System mikro 4/3 Olympusa daje mi wszystko to, czego potrzebuję, łącząc wagę i wygodę z wysoką jakością optyki. Nie zastąpi on we wszystkim pełnej klatki, jednak pełna klatka jest mi zbędna. W 99% przypadków i tak nie wykorzystałbym jej wszystkich zalet, a waga sprzętu szybko stałaby się przekleństwem. Mój OM-D EM-5 w pełni zastąpił mi średniej klasy lustrzankę, odpłacając to mniejszymi gabarytami i wagą. Gdy w grę wchodzi wielodniowy (nieraz wielomiesięczny) marsz z plecakiem i ograniczony do minimum bagaż, kompaktowy bezlusterkowiec to idealny aparat w góry, na długą wędrówkę oraz w podróż.

W artykule wykorzystane zdjęcia własne oraz Justin Pig.

9 komentarzy

  1. Sławek

    „by uzyskać ten sam kąt widzenia: w systemie mikro 4/3 obiektyw 25 mm da obraz taki, jak 12 mm przy pełnej klatce”.

    Łukaszu chyba na odwrót. 25mm w micro 4/3 da 50mm przy pełnej klatce. Chyba ze się mylę to popraw.
    Mam obiektyw 9-18 szeroki kąt i jest to ekwiwalent ogniskowej do pełnej klatki 18-36.

    Jak zwykle świetny artykuł. Pozdrawiam

  2. Coś więcej o torbie na sprzęt? Jak nosić? W plecaku czy stale na sobie?

  3. Wszystko fajnie. Sam mam omd em 10, nieuszczelniony, ale takie samo maleństwo. Nosisz aparat wyłącznie w plecaku, czy polecasz jakiś konkretny pokrowiec wygodny w wędrówce?

  4. Łukasz, pomęczę Cie trochę, bo to problem, z którym sobie nie radzę- nie mogę się zdecydować na porzucenie pełnej klatki i na sztuczny obraz w wizjerze bezlusterkowca. Zalety, o których wspominasz- że mały i że mniej narażony na kradzieże mam rozwiązane- duży trudno wyplatać z torby, a stary i poodklejany taśmą (idealnie zastępuje mi słynne uszczelki) też nie budzi wielkiego zainteresowania złodziei. Na razie od bezlusterkowca odstraszają mnie dwa poważne powody: 1-baterie- ciężkie i mało wydajne. Ponieważ ja zwykle chodzę po zimnych miejsca wydajność nominalna 1000-800 zdjęć z jednej baterii (do Canona) wystarcza mi zimą tylko na 1,5 dnia, więc skoro nominalna bezlusterkowców to ok 300- musiałabym je chyba zmieniać co godzinę! (i nieść 30-ci zamiast 6-ciu-10-ciu). Rozwiązuję to wyciąganiem baterii po każdej fotce i wkładaniem jej pod ubranie. Jak zimno wpływa na trwałość Twoich baterii? Czy takie coś by pomogło? Druga sprawa- jakość obrazu przy pełnej klatce nie jest już tak oczywista. Lubię długie naświetlenia i nie chciałoby mi się bawić w składanie zdjęć żeby pozbyć się szumów. W starym Canonie można zostawić otwartą migawkę nawet na kilkanaście minut i szumy są całkiem ok, to oczywiście ekstremalny przypadek zwykle wystarcza mi 30s, czy po takim czasie już widzisz szumy? Jakie są? Czy w powiększeniu masz groszek czy paskudne cyfrowe mazy jak w kompaktach?
    Ostatni problem, którego się boję to spadek rozpiętości tonalnej, lubię fotografować w środku dnia, a nie lubię prześwietleń i czarnych plam. Lubię zdjęcia prawie bez kolorów- np we mgle i nie chcę żeby mi ginęły niuanse. Jak to oceniasz?
    Przepraszam, że tak długo, wiem, że mamy trochę inne cele, a moim ulubionym obiektywem jest tele … Wypytuję, bo mój Canon 5D z drugiej (lub nie wiadomo której) ręki jest już bardzo stary. Różnica wagi pomiędzy Canonem 6D i np Sony alpha7 (też z pełną klatką) to tylko 200 g, które w moim przypadku przeważają mniej wydajne baterie. Do tego lubię swoje obiektywy, więc jestem w kropce… Chyba czas wracać do kliszy 🙂

    • Łukasz nie odpisuje, pewnie jest w drodze, więc może napiszę coś od siebie. Jestem obecnie posiadaczem bezlusterkowca, Fujifilm x-t1.

      Sztuczny wizjer. Wg mniej jest tak samo sztuczny jak samo zdjęcie. Co prawda miałem do czynienia tylko z budżetowymi lustrzankami, w których wizjer optyczny to był dramat, ciemno i żadnych informacji. Wyświetlanie informacji w EVF o nastawach, zawsze kontrastowy obraz, symulacja na żywo tego jak będzie wyglądało zdjęcie, czy moja ulubiona funkcja focus peaking (manualne wyostrzanie to teraz czysta przyjemność) są świetnym rzeczą w wizjerze.

      Co do oklejenia taśmą, to jest to jakiś sposób (przynajmniej na zeszpecenie aparatu), ale pamiętaj, że najważniejsze uszczelnienia to te przy przyciskach i pokrętłach. Ich taśmą nie okleisz.

      Czasu pracy na baterii nie da się obronić. Lustrzanki radzą sobie z tym znacznie lepiej. Jeśli jednak znalazłaś sposób na radzenie sobie w zimnych warunkach, to to samo można stosować dla bezlusterkowców. Ze względu na znacznie mniejsze gabaryty, można się pokusić nawet o schowanie aparatu pod kurtkę. W mojej opinie wszystkie baterie w aparatach na zimnym radzą sobie dokładnie tak samo, są w końcu oparte na tym samym materiale.

      Szumów na długich czasach ekspozycji zupełnie nie trzeba się obawiać. Bezlusterkowce są stosowane z powodzeniem w np. astrofotografii. W moim aparacie jest specjalna funkcja, (długa ekspoz. rz, tak się nazywa:)) która wydłuża czas zapisu zdjęcia przy długim czasie ekspozycji, by zminimalizować występowanie szumów. Tak samo spadku rozpiętości tonalnej. Matryce APS-C, czy mikro 4/3 osiągają zupełnie zbliżone parametry, co nowoczesne, pełnoklatkowe matryce. Myślę, że mogłabyś nawet doświadczyć tutaj progresu, gdyż postęp technologiczny jest tutaj niezaprzeczalny i nowe jest po prostu lepsze niż stare.

      Z pełną klatką wiąże się nie tylko większy korpus, ale także, a może przede wszystkim, większe obiektywy. Łukasz ma zoom ZUIKO 12-40 f/2.8 (dla pełnej klatki odpowiednik 24-80), który waży 380g . Sigma 24-70 f/2.8 waży 715g, a Canon 24-70 f/2.8 950g. Robi się już ponad 0.5kg! Nie mówiąc o gabarytach.
      Myślę, że obiektywy dla bezlusterkowców także można polubić:). Ja używam dwóch stałek 12 mm i 35 mm (odpowiednio 18 i 50 mm dla pełnej klatki), oba ze światłem 2.0. Aparat z nimi jest zupełnym maluszkiem. Jakość zdjęć jest fenomenalna, więc nic więcej mnie nie potrzeba :).

      Pozdrawiam.

      • Podepnę się pod komentarz 🙂 Czyżby ta stałka 12 mm to Samyang? 🙂 Mógłbyś napisać o nim coś więcej? Zwłaszcza jak wygląda sprawa ostrości na pełnej „dziurze”? Dla mnie najfajniejszą sprawą jest histogram na żywo w wizjerze. Przykładam oko, koryguję co trzeba, naciskam spust migawki i… już. Złapałem się na tym, że często nie sprawdzam nawet zdjęć tuż po ich zrobieniu. Faktycznie czas pracy baterii jest znacznie krótszy, chociaż te nominalne 300 fotek, to dane CIPA. W rzeczywistości zdarzało mi się spokojnie zrobić 800 czy 900 fotek na jednym ładowaniu, w czasie np. trzydniowego wypadu w góry. Na pewno jest gorzej, ale nie aż tak tragicznie.

  5. Szymon, dzięki wielkie! Mój aparat właśnie zaczął wariować (chyba mu za gorąco) i naprawę muszę coś kupić. Co do oklejania -masz rację, ale akurat przy przyciskach miałam uszczelki- dokleiłam to czego Canon nie zrobił posiłkując się schematem z ich strony i to świetnie działa. Chowanie aparatu pod kurtkę to błąd- zapanowuje, najlepiej jak mu się nie zmienia temperatury, to też oczywiście sprawdziłam. Zostają patenty z baterią w kieszeni- na kabelku- podpiętym do aparatu, słyszałam o tym, ale nie wiem czy ktoś to zrealizował?
    To o obiektywach to też prawda, moje są ciężkie z drugiej strony wymiana wszystkiego na nowe to duży wydatek i trochę ryzyko, bo nie wiem jaki uzyskam efekt- stąd tyle myślenia. Poza tym ja nie lubię takich radykalnych zmian :). Jeszcze raz dzięki!

  6. Fotografuję lustrami od już prawie siedmiu lat i … cholera… jeszcze do tego roku stałem twardo na pozycji obrońcy luster. Ale ostatnio chwyciłem zupełnie niepozorną małpkę sony rx100 2 i odleciałem. Urzekła mnie kultura pracy, intuicyjność, af. Rozpiętość tonalna, dynamika obrazu i praca w słabym świetle to powody, dla których jeżeli miałbym się przesiadać to albo na flagowca fuji albo olympusa.
    Fajny tekst – na pewno jeszcze mocniej pchnął mnie w stronę zakupu bezlusterkowca.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *