Po trawersie Islandii, na który zabrałem zbyt duży bagaż, postanowiłem przejść góry Polski na lekko. Tak lekko, jak to możliwe i bezpieczne. Ostatecznie przeszedłem tylko Główny Szlak Beskidzki, ale nawet i to doświadczenie okazało się bardzo cenne. Jak udało się to zrobić, mając jedynie 3,5 kilograma sprzętu?

Przejście południowej granicy Polski miało być treningiem wędrowania „superlight”.  Po raz pierwszy wyszedłem na szlak długodystansowy z plecakiem o niezwykle niskim ciężarze. Mój sprzęt – bez jedzenia, wody i rzeczy, które miałem na sobie, ważył zaledwie 3,5 kilograma. To dzięki temu byłem w stanie przejść GSB w tak krótkim czasie: 10 dni, 18 godzin i 30 minut jeśli nie liczyć nieplanowanego dnia odpoczynku. To tempo dalekie od rekordu, jaki pobije ultramaratończyk, ale bardzo dobre, gdy robi je człowiek po prostu idący pieszo. Każdego dnia przechodziłem dystans 45-60 km.

Jeśli zamiast lektury wolisz obejrzeć film, opisujący sprzęt na GSB, przewiń stronę na koniec artykułu.

Plecak

Podstawą bagażu był plecak Salewa Apex 22. Lekki, idealny do jednodniowych wycieczek i wędrówek na lekko. Posiada na plecach niewielkie usztywnienie w postaci miękkiej wkładki, którą usunąłem, zmniejszając ciężar o 90 g. W jej miejscu włożyłem matę, przyciętą tak, by po złożeniu na 4 części pasowała idealnie do rozmiarów plecaka. Waga maty, jaką niosłem, jest niemal identyczna z wagą fabrycznego usztywnienia plecaka. Oznacza to, że moje miejsce do spania w ostatecznym rozrachunku dostawałem „za darmo”, nie dodając sobie niemal ani grama.

Sen

Mój system do spania na GSB to przede wszystkim lekki śpiwór puchowy Cumulus X-Lite 200. Pozbawiony kaptura, ale przedłużony do mojego wzrostu, idealny na ciepłą połowę roku. Kaptur jest zbędny, gdyż nocą śpię w czapce. W razie potrzeby długość śpiwora jest tak dobrana, że podkurczając nogi, mogę zacisnąć jego wylot wokół twarzy, niczym prosty kaptur i w tej pozycji, chociaż niezbyt wygodnej, przetrwać noc. Mój X-Lite uszyty jest z wodoodpornej tkaniny Pertex Endurance i wypełniony puchem hydrofobowym o sprężystości 860 cuin. Dzięki temu wytrzyma chwilowy deszcz lub obfitą rosę nad ranem.

glowny_szlak_beskidzki_2
Idealne miejsce do snu – pusta baza namiotowa na Lubaniu, Gorce

Podczas deszczu osłonę dawała mi płachta ratunkowa SOL. To kiepska namiastka płachty biwakowej. SOL to w istocie folia NRC, ale bardziej wytrzymała i sklejona wzdłuż krawędzi tak, że tworzy prostokąt, do którego mogę się w pełni schować. Nie przepuszcza wilgoci, więc po nocy spędzonej w środku wierzchni materiał śpiwora jest mokry. Korzystałem z niej tylko raz, gdy deszcz złapał mnie nocą na Okrągliku w Bieszczadach. Przez resztę drogi służyła jako dodatkowa osłona pod matą.

Mata z jaką szedłem na Główny Szlak Beskidzki to cienka (ok. 5mm) pianka o wymiarach 102 x 45 cm i wadze 102 gramów. Podczas snu sięga mi od szyi do połowy uda. Na noc wkładałem pod głowę plecak z ubraniami, a pod nogi – płachtę SOL i bluzę. Taki sposób spania wydaje się bardzo niewygodny, ale na miękkiej ziemi i trawie był zaskakująco skuteczny. Zresztą po 14-16 godzinach marszu rzadko miałem kłopoty z zaśnięciem.

Ubrania

Zasadniczy komplet, jaki niosłem na sobie całą drogę, stanowiła cienka koszulka poliestrowa oraz krótkie spodenki. Dopiero gdy robiło się chłodniej uzupełniałem je dodatkowymi elementami:

Na górę zakładałem koszulkę z długim rękawem z wełny merino, a gdy robiło się jeszcze zimniej – także bluzę z Polartec Power Strech. Intensywny marsz sprawiał, że taki komplet wystarczył nawet poniżej 10 stopni. W razie deszczu chroniła mnie wiatrówka z Pertexu.

Na dół, pod krótkie spodenki, zakładałem cienkie, ciepłe leginsy. Spodni wodoodpornych nie zabrałem. W czasie deszczu praca moich mięśni wystarczała, by rozgrzać nogi.

Całość uzupełniała cienka czapka i jedwabne rękawiczki (jedyny element, jakiego nie użyłem) oraz lekka czapka z daszkiem, chroniąca mnie przed deszczem i słońcem.

główny szlak beskidzki sprzęt
Deszczowy dzień w masywie Wołosania, Bieszczady

Bieliznę stanowiły 2 pary bokserek oraz 4 pary skarpet biegowych Skarpety Expansive Runner. Te ostatnie nie są moimi ulubionymi, ale zabrałem je, gdyż – jak się okazało – do moich butów biegowych nie byłbym w stanie zmieścić grubszych. Ich zaletą jest niska ceną, wadą – odpowiednio niska trwałość. Pod koniec GSB dwie pary były już wyraźnie zużyte. Dodatkowo niosłem 1 parę wełnianych Bridgedale Trailhead, które zakładałem do snu.

Buty

Przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego było moim „pierwszym razem” z butami biegowymi i od razu okazało się strzałem w „10”. Wybrałem lekkie buty Brooks Cascadia 11, kupione na ostatnią chwilę przed wyjazdem w Bieszczady. Miały dobrą opinię wśród moich znajomych biegaczy i jako niemal jedyne na rynku produkowane są w moim nietypowym rozmiarze. Sprawdziły się bardzo dobrze. Poza kilkoma obtarciami na wstępie, leżały nieźle, choć nie poleciłbym jej osobie z szerokimi stopami o wysokim podbiciu. Po pokonaniu 500 kilometrów wyglądają prawie jak nowe i tylko lekko starty bieżnik wskazuje, że odwiedziły jakieś góry. Nawet siatka, w poprzednich edycjach tego modelu namiętnie pękająca, wygląda świetnie. Producent wziął sobie chyba do serca uwagi użytkowników, narzekających na ten element i znacząco go poprawił, a efekt jest znakomity. Moje Brooksy, bez żadnych wątpliwości, zabiorę w przyszłym roku na Główny Szlak Sudecki.

Jedzenie i woda

W bagażu nie miałem żadnego sprzętu do gotowania. Jedzenie kupowałem w marszu, żywiąc się głównie suchym prowiantem. Ciepłe posiłki zamierzałem jeść codziennie w miastach i schroniskach. Ostatecznie udawało mi się to rzadziej niż chciałem, a z planowanych 4-5 noclegów pod dachem wyszły jedynie 2 (Komańcza i Hala Łabowska). Dobra pogoda sprawiała jednak, że nie był to problem. Podczas szybkiego marszu w upale znacznie bardziej potrzebowałem właściwego nawodnienia i minerałów niż kalorii. W plecaku mogłem pomieścić ponad 1 kg jedzenia, co swobodnie wystarczyło na 1-dniowe przebiegi między miejscowościami.

W upale, jaki mi towarzyszył, niezbędny był 2-litrowy bukłak na wodę. Plecak Salewy posiada wyjście na rurkę, mogłem więc pić bez zatrzymywania się. Na podejściach, w gorącym słońcu, piłem nieraz po 5 litrów dziennie, konieczne było przy tym wzbogacanie wody minerałami. W czasie całego przejścia przepuściłem przez siebie około 700 g izotoniku Aptonia ISO.

Pozostałe

Pozostałe elementy bagażu to drobne, ale niezbędne przedmioty: czołówka z zapasowymi bateriami (używałem Tikki Petzla, na podobne przejścia lepsza byłaby mocniejsza), mała apteczka, kosmetyczka, nóż, łyżka, zapalniczka, dokumenty, telefon z ładowarką i kompas. Do oznaczania mojego położenia zabrałem sygnalizator satelitarny SPOT, a w ostatniej chwili dorzuciłem do bagażu kamerę GoPro z zapasową baterią. Te dwa ostatnie urządzenia były przydatne, ale nie niezbędne podczas wędrówki i swobodnie mógłbym z nich zrezygnować. Nie miałem papierowych map, używałem skanów Głównego Szlaku Beskidzkiego wgranych na telefon. Przy dobrym oznakowaniu szlaku były wystarczające.

główny szlak beskidzki sprzęt

Całość sprzętu na Główny Szlak Beskidzki (bez wody, jedzenia i kijków, które niemal cały czas spoczywały w dłoniach) ważyła nieco ponad  3 500 gramów. To najlżejszy zestaw jaki kiedykolwiek zabrałem na długi szlak. W dodatku, gdyby odjąć SPOT-a i kamerę, jego waga obniżyła by się o kolejne 433 gramy! Mógłbym też usunąć z niego dwie pary skarpet i notes, a wtedy całość niesionego wyposażenia spadłaby poniżej 3 000 g. Mniej niż 3 kilogramy na najdłuższym szlaku Polski, liczącym 500 kilometrów. Brzmi nieprawdopodobnie? A jednak jest zupełnie realne 🙂

Oprócz sprzętu niesionego w plecaku i wymienionego w tabeli, miałem też ubrania, jedną zmianę bielizny i buty niesione cały czas na sobie oraz kijki Black Diamond Distance Carbon Z, te ostatnie ważące dokładnie 300 g. Masa jedzenia wynosiła zazwyczaj nie więcej niż 1 kg, zaś masa wody – maksymalnie 2 kg.

SPRZĘTWAGA [g]
plecak Salewa Apex 22 (bez usztywnienia)429
płachta biwakowa SOL116
śpiwór Cumulus X-Lite 200549
mata 3/4100
wiatrówka Kwark Castabona154
bluza Power Strech283
czapka29
koszulka merino dł. rękaw107
legginsy126
skarpety Bridgedale Trailhead
31
czapka z daszkiem53
skarpety Expansive Runner (3 pary)99
rękawiczki jedwabne Quechua37
bokserki60
bidon z rurką125
nóż39
łyżka8
kosmetyczka76
sygnalizator SPOT133
telefon138
ładowarka73
baterie zapasowe (3 x AAA)36
apteczka200
kompas Silva 713
czołówka Tikka (z bateriami)85
dokumenty i pieniądze65
notes i długopis55
zapalniczka 15
kamera GoPro + bateria300
ŁĄCZNIE3534 g

35 komentarzy

  1. Piękna sprawa! Mam pytanie o izotonik, rozpuszczałeś go w całych 2 litrach i piłeś sukcesywnie? W instrukcjach piszą, żeby pić od razu…

    • Generalnie tak, zresztą w tym upale, jaki mieliśmy we wrześniu, nie było innej możliwości. Zazwyczaj przygotowane 1,5 – 2 litry schodziły w max. 8 godzin. Czasem nawet w 4-5 godzin. Zdarzało mi się trzymać izotonik w butelce do rana, jeśli został mi wieczorem, ale ponieważ noce były chłodne, nie miałem potem problemów. Nie trzymałem go w bukłaku dłużej niż 16-18 godzin.

  2. Łukasz,

    a jak sprawowała się ta wiatrówka jako kurtka przeciwdeszczowa? Czy miałeś jakieś długotrwałe deszcze (kilka godzin może nie ulewy, ale jednak porządnego, regularnego lania)?

    • Tak, drugiego dnia padało non-stop. W kulminacyjnym momencie założyłem pod spód foliową pelerynę i dzięki temu nie przemokłem kompletnie. Wiatrówka zatrzymuje deszcz do pewnej intensywności, powyżej której ciepło Twojego ciała ne daje już rady wypchnąć nadmiaru wody. Wtedy zaczynasz nasiąkać dość szybko. Dzieje się tak jednak przy intensywnym deszczu. W małym lub umiarkowanym możesz czuć wilgoć przechodzącą przez Pertexową tkaninę, ale nie jest ona dokuczliwa. Poza tym wystarczy nawet krótka przerwa w deszczu, byś zaczął wysychać. Dzieje się tak, ponieważ Pertex nie ma membrany i łatwo przepuszcza parę wodną.

      Na jednodniowe wypady wiatrówka jest super, o ile nie grozi nam totalna wichura. Na wielodniowe – OK, ale pod dwoma warunkami:
      – że możesz wieczorem wysuszyć ubrania np. w schronisku,
      – i że w razie bardzo dużego załamania możesz założyć pod spód jakąś barierę. Ja, w najgorszym momencie dnia, zastosowałem foliowa szmatkę, jaką kupisz w kiosku za 5 zł. Było idealnie. W takim zestawie wytrzymałbym nawet kilkudniowy, mocny deszcz.

  3. Łukaszu, czy do podanego we wstępie czasu dodałeś dzień, który przespałeś w początkowej fazie marszu? Pamiętam, że o czymś takim pisałeś, gdy śledziłem „live” Twoją wyprawę. Winszuję spakowania się w ten sposób, jestem pełen podziwu.

    pozdrawiam ciepło

    • Napisałem to na FB, zapomniałem napisać na stronie. Odpoczynek liczę jako nadprogramowy. To trochę naciągane, ale zakładam, że będąc kompletnie na „świeżo”, zamiast po przejściu Islandii, nie potrzebowałbym tej przerwy. Uczciwie więc powinienem dodać: 11 dni „czystego marszu”.

  4. Trochę offtopic, ale czym konkretnie ważysz swój sprzęt?

  5. Hej Lukasz
    Kolejne pytanie, czy probowales dotychczas ogrzac spiwor od wewnatrz za pomoca https://www.amazon.com/Hakkin-Warmer-Peacock-Standard-Pocket/dp/B009UW8GA0
    Jaka taktyka jest lepsza:
    – izolowanie spiwora ?
    – dogrzewanie jw?
    Ten japonski wynalazek jest nieduzy lekki i dziala do kilkunastu godzin.

    • Nigdy nie używałem takiego wynalazku, choć pracując przed laty w sklepie górskim sprzedawałem tego sporo każdej zimy. Nie słyszałem o żadnych wypadkach z takim katalitycznym ogrzewaczem, ale wahałbym się. Latem kompletnie nie miałem potrzeby docieplania śpiwora. Wiem jednak, że trochę osób tego używa i z dobrym skutkiem, jako ocieplaczy w rękawiczkach lub pod kurtką. Ten drobiazg wymaga dopływu tlenu, nie wiem więc jak działałby w śpiworze.

  6. Pytanie może nieco krępujące, ale zapewne problem jest zapewne nieobcy wielu osobom czytającym Twego bloga. Jak radzisz sobie z odparzeniami tyłka i stóp, co przy długotrwałym trekkingu jest raczej nieuniknione. Ja miałem w tym roku ciekawą choć krępującą rozmowę na ten temat w jednym ze schronisk, hehe! Dyskusja była intensywna, poznałem kilka sposobów, paroma się też podzieliłem.

    • W tym roku, mimo upału, nie miałem z tym dużego problemu poza jednym dniem. Uniwersalnym rozwiązaniem jest sprawdzona bielizna – np. cienkie, poliestrowe majtki – oraz niewielki zapas Sudocremu do posmarowania ryzykownych miejsc przed wyjściem i po zatrzymaniu się wieczorem. Fabryczne opakowanie jest duże, dlatego niewielką ilość noszę w plastikowym, szczelnym pudełku po kliszy fotograficznej.

  7. To jest dobry temat na odrębny post. Odparzenia i odciski – zmora wszystkich górołazów. Przyczyny, profilaktyka i leczenie.

  8. Szacun! I pytanie: higiena – mydło, ręcznik, pasta do zębów, itd…?

  9. Ale się rozwinąłeś. Pięknie profesjonalnie i w dobra stronę ciesze się niezmiernie że Twoja ciężka praca w końcu dała efekty i sponsorów!! Film, narracja bez większych zawieszek, pełny rozwój.

  10. Jestem ciekawy co zawierała Twoja kosmetyczka, skoro ważyła tylko 76 g?

  11. Pingback: Zimowe przejście Karpat Ukraińskich - Łukasz Supergan - podróże, góry, fotografia

  12. Michał

    Czy może Pan podać dokładną specyfikacje tego śpiwora? Tzn materiał z którego jest wykonany, o ile jest wydłużony od standardowego X-lite 200, czy ma dodatkowy puch i czy ma zamek? Z góry dziekuję za odpowiedź 🙂

    • wewnątrz jest to Pertex Quantum, na zewnątrz Pertex Endurance. Przedłużenie o jedna komorę dodało mu 15-17 cm względem wersji podstawowej, co oznaczało też dodanie niewielkiej ilości puchu, choć nie wiem jakiej. Ma zamek na całej długości, gotowy waży 549 g.

  13. Witam, a co byś zaproponował do wzięcia dla amatora? Chcę przejść główny szlak świętokrzyski wpierw, potem beskidzki. Zastanawiam się ciągle, jak się spakować. Niestety nie stać mnie będzie na wiele rzeczy. Planowałbym kupić plecak minimum 40/45 litrów, śpiwór do 100 zł aby był lekki, jakiś lekkie jednoosobowy namiot i ewentualne nakrycie na niego, może palatke? Z takich głównych rzeczy. A i buty mnie interesują do takich wypraw jakieś takie góra do 300 zł by pasowały na wiosnę, jesień czy lato,czy takich nie da się dopasować? Reszta rzeczy to już są będę dopasowywać,tak by jak najmniej warzylo. Zamierzam przejść szlaki spokojnie z nastawieniem na odpoczynki i czilaut, zwiedzanie. Więc ponad miesiąc będę miał na taki beskidzki główny szlak i ponad tydzień na świętokrzyski. Zamierzam trochę spać na polach namiotowych, schroniskach i na dziko
    Fajnie, jak mógłbyś coś doradzić. Nie zamierzam brać kuchenek i tego typu rzeczy, żadnych siekierek. Podstawowe lekkie rzeczy. Pozdrawiam Łukaszu

  14. Wielokrotnie chodziłem Szlakiem Beskidzkim 🙂 Piękne widoki 🙂 Miejsce niesamowite 😉

  15. Tomek z Gliwic

    Cześć!

    Łukaszu jestem wielkim fanem Twojego blogu. Dziękuje za wszystkie Twoje odpowiedzi.
    Wyruszam na GSB 10 czerwca, ale mam pewne obawy; mianowicie chcę rozpocząć swoją wędrówkę od Wołosate i obawiam się, że będę mieć problem z odnalezieniem szlaku w niskim i sądeckim.
    Proszę rozwiej moje obawy, ponieważ nie umiem znaleźć żadnej osoby, która w ostatnim czasie wędrowała tam lub aktualnej informacji o stanie znaków na szlaku.
    Skoro szlak został wytyczony od zachodu na wschód obawiam się, ze znaki będą bardziej widoczne właśnie w tym kierunku – chciałbym aby było również odwrotnie, ale mam silną potrzebę upewnienia się :D.
    A może, ktoś z czytających Twój blog, będzie umiał odpowiedzieć?

    • Cześć Tomek! W ubiegłym roku w wakacje szedłem tym szlakiem i podobnie jak Ty z Wołosate. Na moim blogu możesz znaleźć opis szlaku oraz miejsc gdzie należy uważać. Pozdrawiam Grzegorz

    • 10 czerwca? OK, być może do tego czasu ukaże się tutaj poradnik dotyczący GSB. Będzie bardzo kompleksowy, ale nie wiem, czy zdążę przed Twoim wyjściem.

      Jeśli chodzi o Sądecki – nie ma obawy. To uczęszczany odcinek i dobrze oznakowany. Największe probemy sprawiał mi wschodni Beskid Niski, a dokładnie masyw Tokarni i okolice oraz odcinek między Hyrową a Kątami. To najsłabiej oznakowana część GSB, ale wciąż dobra mapa i kompas powinny rozwiewać wszystkie wątpliwości. Natomiast nie widzę różnicy w oznakowaniu na wschód i na zachód.

      • Tomek z Gliwic

        Ok, super dziękuje. Jak zawsze niezawodny – rozwiałeś 😀
        Za mapę będę używać GSB compass wyd. 2017, a do pomocy oczywiście silva 9.
        Kiedyś używałem Silva Expedition S, ale dzięki Twojej pomocy zrozumiałem, że o jakieś 200 gram niepotrzebnie 😀

        p.s.
        powinieneś wydać książkę o minimalizmie w podróży.
        „sztuka minimalizmu w podróży” w moim przekonaniu jest mało praktyczna, a pomysły w niej zawarte wydają się być jednak nie sprawdzone przez autorów.
        Natomiast daje do myślenia i budzi wyobraźnie – to jest najważniejsza zaleta powyższej książki.
        Brakuje jednak wydania, które jest rzeczowe i przed wszystkim sprawdzone, a czytelnik mógłby zaufać autorowi.

  16. Ja również planuję wybrać się na GSB z początkiem lipca. Są szanse, że poradnik, o którym pisałeś wyżej będzie dostępny przed tym terminem? Pozdrawiam i niecierpliwością czekam na Twoje nowe wpisy 🙂

  17. i tylko 1 para gaci 😀

  18. A ja podpytam o ‚higienę ubrań’. Czy kiedykolwiek (nie tylko na GSB, pytanie dotyczy również innych dłuższych szlaków) pierzesz/suszysz rzeczy i jak się to odbywa? Korzystasz z okazji mieszkając ‚pod dachem’ i susząc rzeczy rozkładając podczas spania/w drodze na plecaku?

    • Jak najbardziej, bez tego nie dałbym rady. Piorę bieliznę co 1-2 dni, podobnie koszulkę. Robię to zazwyczaj gdy mam okazję: konieczny jest dostęp do wody i dobra pogoda. Korzystam wówczas z byle strumienia. Ubrania suszę wówczas na plecaku, a gdy jest upalnie koszulkę zakładam jeszcze wilgotną. Bardziej staranne pranie odbywa się w schroniskach.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *